Belgijski artysta Wim Dolvoye postanowił odtworzyć proces produkcji ludzkich ekskrementów. Skonstruował skomplikowane urządzenie zwane „Cloaca Machine”, które zajmuje pomieszczenie wielkości szkolnej klasy. Natura poradziła sobie lepiej i wszystko zmieściła w naszym stosunkowo niewielkim ciele. Jedzenie lubimy, ale proces trawienia niektórych napawa wstrętem. Tymczasem ta maszyneria jest godna podziwu, a dr Gulia Enders w wydanej, także po polsku, „Historii wewnętrznej” przywraca układowi pokarmowemu i jelitom należny im szacunek. Oto kilka fascynujących informacji o naszej wewnętrznej maszynie.

 

1. ŚLINA: twój własny narkotyk

Produkujemy jej nawet 1,5 litra na dobę. Przełykamy – nawet kilkaset razy dziennie. Ślina jest płynem, dzięki któremu natychmiast po umieszczeniu w ustach jedzenia rozpoczyna się proces trawienia. To ona sprawia, ze łatwiej przełykamy pokarmy, szkliwo naszych zębów jest wzmacniane, a groźne dla organizmu bakterie już na „wejściu” są wyłapywane i zabijane. Ale to nie jedyne funkcje śliny. W 2006 r. znaleziono w niej środek przeciwbólowy – opiorfinę, kilkakrotnie silniejszą od morfiny! Nie chodzimy odurzeni tylko dlatego, że jej stężenie jest niewielkie. Po co nam ona? Znieczula powierzchnię naszej jamy ustnej i języka, jeśli dojdzie do jej zranienia. Co ciekawe, badania sugerują, że ta substancja ma także działanie antydepresyjne.

 

2.  JAMA USTNA: smak z bakterii

Nie musicie się już stresować, gdy okaże się, że nie smakowało wam drogie wino czy piwo. Możecie wyjaśnić, że wasze bakterie po prostu nie lubią akurat tego trunku. Okazuje się bowiem, że nie tylko kubeczki smakowe decydują o naszych wrażeniach kulinarnych. Ważną rolę odgrywają tu również bakterie obecne w jamie ustnej, a szczególnie te znajdujące się na tylnej części języka. O ile jednak kubeczki smakowe reagują błyskawicznie, o tyle mikroby potrzebują trochę czasu, by „wgryźć” się w to, co przełykamy. Gdy to zrobią, czujemy charakterystyczny posmak. W przypadku wina czy piwa jest to tzw. finisz. A że każdy z nas ma nieco inną florę bakteryjną, to i wrażenia smakowe mogą się różnić.

 

3.  PRZEŁYK:  dlaczego jedzenie nie spada

Kiedy już nasz język i zęby przemielą pokarm, trafia on do przełyku w porcjach mających ok. 20 ml. Każda z nich pokonuje tę 25-centymetrową  rurę w 5–10 sekund, by wylądować w żołądku.  Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, jedzenie w przełyku nie spada  swobodnie. Jesteśmy przecież w stanie połykać na leżąco, a nawet do góry  nogami. Dzieje się tak dzięki pracy mięśni, których działania nawet nie rejestrujemy. Gdy jedzenie przesuwa nam się przez przełyk, przestajemy je wyczuwać mniej więcej w okolicach mostka.

Tylko tam bowiem  sięgają mięśnie poprzecznie prążkowane – te, z których zbudowane są np. bicepsy. Niżej przełyk zbudowany jest już tylko z mięśni gładkich, które działają niezależnie od naszej wiedzy i woli. Są ułożone  spiralnie i przyklejone do kręgosłupa, dzięki czemu transport  jedzenia przebiega w linii niemal zupełnie prostej – bez zakrętów,  które mogłyby utrudnić ten ważny proces.  Przełykanie jest niełatwe, dlatego ćwiczymy je regularnie już w brzuchu mamy. Tylko tam robimy to „na sucho”. A w zasadzie na mokro, bo cali  jesteśmy zanurzeni w wodach płodowych, więc nawet jeśli coś pójdzie nie  tak – jesteśmy bezpieczni.

 

4. WPUST:  boczne wejście do żołądka

Przełyk nie łączy się z żołądkiem najprostszą drogą, czyli w jego górnej części. Wejście, czyli tzw. wpust znajduje się z boku, z prawej strony (przynajmniej u większości z nas). Dlaczego tak? Gdyby nie ta mała modyfikacja, z każdym naszym krokiem rura przełyku wciskałaby się nam do żołądka. To dlatego, że chodzenie – ale też śmiech czy kaszel – napina mięśnie brzucha, które naciskają od dołu na żołądek.

Przełyk wpadający co i rusz do naszego „worka trawiennego” to niezbyt przyjemna perspektywa, stad przesunięcie wpustu na prawo. To rozwiązanie powoduje tez, że w górnej części żołądka (po lewej stronie naszego ciała) obecny jest pęcherzyk powietrza. Jakie to ma znaczenie? Jeśli akurat mamy ochotę beknąć, ale jakoś nie możemy do tego doprowadzić, wystarczy położyć się na lewym boku. Wówczas powietrze przesuwa się w kierunku wpustu i wydostaje się przez przełyk, a my czujemy ulgę.

 

5. ŻOŁĄDEK: nie więcej niż 1,5 litra

Porcja pokarmu ma osiem sekund, żeby wpaść z przełyku do żołądka. Na tyle właśnie rozluźnia się okrągły mięsień, otaczający wpust. Przeciętnie możemy w żołądku zmieścić od 1 do 3 litrów, ale jeśli pochłoniemy za jednym zamachem 1,5 litra, nudności mamy niemal gwarantowane. Zdarzają się i tacy, którzy są w stanie pomieścić więcej. Rekordziści osiągają nawet 9–10 litrów, ale bardzo ryzykują. Coś takiego może skończyć się śmiercią w wyniku pęknięcia ściany żołądka. Jeśli go nie przeciążymy, narząd ten ochoczo pracuje nad naszym posiłkiem, rozdrabniając go na kawałeczki, które mają rozmiary mniejsze niż 0,2 mm!

W zależności od naszego menu, jedzenie może spędzić w żołądku od 30 minut do ośmiu godzin. Najdłużej przerabiany jest tłuszcz, ale nawet dość proste produkty – takie jak warzywa – potrzebują 3–5 godzin na porządne przetrawienie. Ruchy ścian żołądka to sygnał dla jelit, że nadciąga treść pokarmowa. Wówczas i one zaczynają energiczniej pracować – dlatego bywa, że po obfitym posiłku musimy pójść do toalety. Chodzi o dosłowne zrobienie miejsca na kolejne porcje.