Praca - na ruchomych piaskach

To była bardzo dobra praca. Dominika robiła w niej to, co najbardziej w swoim zawodzie lubi  i, jak sądziła, najlepiej umie. Redagowała cudze teksty. Co miesiąc wpływał przelew. Aż nagle coś się zmieniło, wypadła z łask szefowej. Nie dostawała tych zadań co zwykle. Wciąż słyszała, że brakuje jej zaangażowania i nie dość wierzy w markę, dla której pracuje. Było jasne, że ta bardzo dobra praca wkrótce się skończy.

Dobrze pamięta, jak siedząc przed komputerem, patrzyła w okno i myślała: „Gdy mnie wyrzucą, nie dam rady. Nikogo nie znam, nic nie potrafię. Nie zdobędę zleceń, nie zarobię na czynsz”. Ale myślała też: „Nie wierzę w tę markę, bo chcę budować własną”.

Czekała, co będzie dalej. Jakieś dwa miesiące. Wreszcie dostała wypowiedzenie. Wreszcie? „Tak, bo poczułam ulgę, jakiej wcześniej nie znałam” – mówi. I choć od tamtego czasu minął prawie rok, wciąż utrzymuje, że etat w korporacji nie jest jej do niczego potrzebny.

Etap 1. Euforia

Ludzie przyzwyczajeni do pozornie komfortowej sytuacji odsuwają moment potrzebnej zmiany

Mniej więcej godzinę po podpisaniu papierów spotkała się ze znajomą z wydawnictwa książkowego, umawiały się na tę kawę od dawna. „Może napiszesz dla nas książkę?” – zaproponowała znajoma.

Następnego dnia zadzwonił ktoś z konkurencyjnej gazety, że poszukują redaktorki. Potem jeszcze ktoś. I jeszcze inna znajoma, że wydaje książkę i potrzebuje redaktorki. Koleżanka, żeby napisać tekst. Było ciepło, Dominika rano wsiadała na rower i jechała spotkać się gdzieś na mieście. Na kawę w środku dnia, bez presji, że za godzinę musi być w biurze.

„Wszystko to razem dało mi niesamowitą siłę. To, że zobaczyłam nagle miasto w ciągu dnia, obudziło we mnie tęsknotę, by widzieć je częściej. To, że przyszły te propozycje, dało mi odwagę, by myśleć nie tylko o rachunkach, ale i o tym, czego chcę w życiu. Zrozumiałam, że chcę pracować na swoich warunkach – bez etatu i bez szefa” – opowiada.

Odważyła się odrzucić te propozycje, które wiązały się z siedzeniem w biurze i, co było dla niej szczególnie ważne, koniecznością identyfikowania się z pracodawcą. Postanowiła zdywersyfikować dochody – ułożyć je w taki sposób, żeby nie wszystkie pochodziły z borykających się z kryzysem mediów. Wymyśliła projekt internetowy, wydała nawet pieniądze na domenę.

„Euforia wcale nie jest dobrym doradcą” – studzi zapał coach Krzysztof Mazur. „Podobnie jak depresja jest stanem, kiedy nie widzimy rzeczywistości taką, jaka jest naprawdę” – przestrzega.

Natalia de Barbaro, psycholożka i trenerka w firmie  House of Skills, specjalizująca się m.in. w zarządzaniu zmianą, dodaje: „Do zmiany w życiu dochodzi się różnymi sposobami. Susan Scott, autorka bestsellera »Fierce  conversations«, pisze, że często warto zadawać sobie pytanie: czego próbujesz nie wiedzieć? Bo ludzie przyzwyczajeni do pozornie komfortowej sytuacji odsuwają moment potrzebnej zmiany, choć podświadomie wiedzą, że trzeba się z nią zmierzyć. Ci, którzy wiedzą, że chcą coś zmienić, muszą przeanalizować, na czym im zależy – w tym wypadku, czy bardziej na gwarancji stałego dochodu, czy na wolności. Wbrew pozorom w odpowiedzi na to pytanie intuicja może się przydać bardziej niż tabelki z »za« i »przeciw«”.

Dominika działała intuicyjnie, w dodatku pod wpływem euforii. Miała szczęście, bo dostała propozycje, które pozwoliły jej – a przynajmniej wyglądało na to, że pozwolą – pracować bez etatu na różnych polach. Redagowała nieregularnie ukazujący się magazyn, pisała teksty, opracowywała książki, a ostatniego dnia roku podpisała umowę na własną.

Etap 2. Definicja

Trzeba odpowiedzieć  sobie nie tylko na pytanie:  „co chcę robić?”, ale też „czego nie chcę”

„Pierwszego stycznia wiedziałam, z czego będę żyła mniej więcej do końca maja. Nigdy wcześniej nie miałam takiej perspektywy. Pracując przez lata na etacie, zawsze byłam świadoma, że moje bezpieczeństwo zależy od wielu czynników kompletnie ode mnie niezależnych: wydawca może zamknąć przedsięwzięcia w Polsce, może zmienić się szef, cokolwiek. Tak naprawdę nigdy nie miałam pewności, co zdarzy się za miesiąc” – opowiada Dominika. Krzysztof Mazur, który jako coach spotyka zarówno pracowników korporacji, jak i tych, którzy zostali z niej wyrzuceni, zauważa, że ludzie boją się wypowiedzenia z wielu powodów: utraty poczucia bezpieczeństwa, ale też utraty prestiżu czy poczucia przynależności do firmy.

Dominika zawsze się przed tą przynależnością broniła. Choć pracowała na etacie w różnych miejscach przez kilkanaście lat, wolała mówić, że pracuje „dla” niż „w”. Starała się też mieć dodatkową pracę, niezwiązaną z tym, czym zajmuje się na co dzień. „Początkowo robiłam to dla pieniędzy. Potem zorientowałam się, że daje mi to satysfakcję. Gdy straciłam etat, okazało się, że te dodatkowe zajęcia zaowocowały”  – mówi.