Z kolei hiszpański filozof Miguel de Unamuno trafnie zauważył, że postęp zawdzięczamy raczej nierobom niż sumiennym pracusiom. Nie chcą się wysilać, więc kombinują, jak szybciej i prościej podołać niewdzięcznym obowiązkom.

Koło zapewne wymyślił jakiś obibok, by łatwiej mu było zwozić do osady budulec, łupy myśliwskie i plony. Inny wałkoń odkrył, że z transportem ciężkich ładunków lepiej poradzi sobie wół niż człowiek. Kolejny spryciarz to skryba – miał tak dość przepisywania nudnych ksiąg, że wynalazł maszynę drukarską.

Pralka, odkurzacz, telefon, pilot do telewizora, samochód... za wszystkimi tymi wynalazkami stoją wielcy geniusze, którzy postanowili sobie i bliźnim oszczędzić monotonii i znoju.

Jason Fried i David Heinemeier Hansson, autorzy książki „Rework”, na pracoholikach i perfekcjonistach nie zostawiają suchej nitki. Twierdzą, że stwarzają oni więcej problemów, niż potrafią rozwiązać. Swoje intelektualne lenistwo próbują zakryć fizycznym wysiłkiem. Marnują czas, skupiając się na nieistotnych szczegółach, zamiast przystąpić do kolejnego zadania. Mając do wyboru różne metody działania, zawsze skorzystają z najtrudniejszej. Choćby po to, aby pokazać, jacy są doskonali, niezastąpieni i ważni.

Ale ich poświęcenie zwykle przynosi mizerny efekt, a w niektórych przypadkach jest szkodliwe.

Oto kilka przykładów wybitnych leni:

John Lennon

Razem z Paulem McCartneyem stworzył znaczącą większość repertuaru zespołu The Beatles, który po dziś dzień jest światowym rekordzistą w sprzedaży płyt (na kolejnych miejscach znaleźli się Elvis Presley, Michael Jackson i ABBA). Po rozpadzie grupy w 1970 r. rozpoczął karierę solową, nadal odnosząc sukcesy. Dowodem: ballada „Imagine”, którą muzyczny magazyn „Rolling Stone” uznał za trzecią piosenkę wszech czasów.

Choć Lennon był niezwykle płodnym artystą, uważał się za lenia. Kiedyś przyznał, że pociąga go tylko jedna aktywność fizyczna – seks. Gdy opuszczała go wena, po prostu kładł się do łóżka. Pewnego ranka przez pięć godzin męczył się nad utworem, ale efekt nie powalał go na kolana. „W końcu dałem za wygraną i się położyłem” – wspominał. „Wtedy przyszedł Nowhere Man, tekst, muzyka, całe to cholerstwo”.