fot. Corbis/Shutterstock

Fuzja bąbelkowa

Przydomowa elektrownia termojądrowa

Apetyt ludzkości na energię cały czas rośnie i tak zapewne będzie nadal. Te wszystkie latające samochody zasilane superbateriami będą musiały skądś czerpać prąd. Tymczasem źródła paliw kopalnych wyczerpują się, a zanieczyszczenia emitowane przez tradycyjne elektrownie szkodzą środowisku. Energia termojądrowa, o której pisaliśmy niedawno na łamach „Focusa”, może rozwiązać te problemy. Ale i tak będzie wymagała jeszcze wielu lat badań i wielomiliardowych inwestycji w ogromne elektrownie. Reakcje termojądrowe wymagają wszak podgrzania paliwa – cięż-kich odmian wodoru i helu – do stu milionów stopni. Dopiero wtedy jądra atomów łączą się, uwalniając ogromną ilość energii.

Ale może dałoby się to zrobić w inny sposób? W 1989 r. Martin Fleischmann i Stanley Pons z University of Utah ogłosili, że udało im się przeprowadzić tzw. zimną fuzję. Twierdzili, że wystarczy umieścić elektrody z metalu zwanego palladem w zbiorniku z ciężką wodą (zamiast wodoru zawiera jego cięższą odmianę – deuter) i przepuścić przez nie prąd, by doszło do reakcji połączenia jąder atomowych.

Jednak ich eksperymentów nie udało się powtórzyć, a zimna fuzja stała się synonimem naukowego szwindlu. Jednak część naukowców nie złożyła broni. Prof. Rusi Taleyarkhan z Purdue University od lat bada tzw. fuzję bąbelkową, czyli sonofuzję. W 2002 r. twierdził, że udało mu się uzyskać reakcję termojądrową w pojemniku z „ciężkim” acetonem (zawierającego deuter zamiast wodoru) poddanym działaniu ultradźwięków! Choć powstawało przy tym mało energii, odżyły nadzieje na skonstruowanie niewielkich elektrowni termojądrowych. Firma Impulse Technologies (obecnie Burst Energies) zapowiadała, że będzie produkować urządzenia, które będą mogły zaopatrywać w energię przeciętny dom. Optymizm okazał się nieuzasadniony. Prof. Taleyarkhan został oskarżony o fałszowanie wyników badań. Przydomowych elektrowni bąbelkowych nie ma do dziś. Eksperymenty jednak trwają.

Badacze nie chcą już dziś mówić o zimnej fuzji czy sonofuzji, bo te nazwy źle się kojarzą. Zamiast tego promują termin niskoenergetyczne reakcje jądrowe (LENR). Mają one być podstawą działania elektrowni, którą opracował kontrowersyjny włoski wynalazca Andrea Rossi. Podobno potrafi ona wytwarzać energię z niklu i wodoru, które – pod wpływem owianego tajemnicą katalizatora – zmieniają się w miedź. Także i ta technologia jest kryty-kowana przez fizyków, uważających Rossiego za oszusta. Być może jednak wśród technologii LENR znajdzie się jakiś naukowy diament  – niedawno zainteresował się nimi sam Bill Gates, twórca potęgi Microsoftu.