1. Tajlandia - Modlitwa i medytacja

 

Goście buddyjskiego klasztoru Thamkrabok w Tajlandii za leczenie nie płacą nic, muszą jedynie pokryć koszty pobytu oraz wyżywienia. Terapia polega na „wyrwaniu własnej duszy z getta ciemności” oraz „oczyszczeniu ciała z trucizny”. Pierwsza część jest znośna – to codzienne modlitwy i medytacja z mnichami, które zaczynają się już o 5 rano. Znacznie gorzej jest z detoksykacją organizmu. Przez kilka dni pacjenci muszą pić specjalny wywar ziołowy, który wywołuje wymioty. Po kilku dobach człowiek nie ma nawet siły stać na nogach. Mnisi są otwarci na gości z całego świata. Program leczenia ustalają indywidualnie, przy czym pobyt nie może być krótszy niż 10 dni i nie dłuższy niż 30 dni.

Więcej: www.wat-thamkrabok.org

 

2. Redmond, USA - Sprzątanie, gotowanie i pielenie

Wleczeniu uzależnienia od internetu specjalizuje się amerykański ośrodek ReStart w Redmond (stan Waszyngton). Pobyt w nim trwa 45 dni, przyjmowane są tylko osoby dorosłe. Nikt nikogo nie trzyma na siłę, dlatego pierwsze dwa dni przeznacza się na adaptację i wspólne poznanie. Dopiero po tym czasie pacjenci decydują, czy chcą przejść terapię. „Mózg potrzebuje przynajmniej 30 dni, żeby móc dokonać pewnych zmian w celu pokonania uzależnienia i przeprogramowania się do normalnej pracy” – tłumaczy Hilarie Cash, jedna z założycielek kliniki. Idea terapii polega na przywróceniu w życiu pacjentów pewnego porządku społecznego, który został zaburzony przez świat wirtualny. Dlatego każdy dzień wypełniony jest zajęciami fizycznymi, takimi jak sprzątanie, praca w ogrodzie czy przygotowywanie posiłków. Oprócz codziennych terapii indywidualnych i grupowych pacjenci korzystają z treningów medytacyjnych. Koszt leczenia to 14,5 tys. dolarów za 45-dniowy pobyt.

Więcej: netaddictionrecovery.com

 

3. Chiny - Kraty w oknach i wojskowy dryl

Ośrodek Daxing w Pekinie specjalizuje się w leczeniu dzieci i młodzieży uzależnionych od internetu (problem dotyczy kilkanaście procent użytkowników chińskiej sieci, czyli jakichś 24 mln osób). Większość pacjentów to nałogowi gracze, którzy przed komputerem spędzali dzień i noc. Niektórzy wciągnęli się do tego stopnia, że zakładali pieluchy, bo szkoda im było czasu na załatwianie się. Pobyt w ośrodku trwa trzy do czterech miesięcy i kosztuje 10 tys. juanów (5 tys. zł), co stanowi dwukrotność średniej pensji w Pekinie. Pensjonariusze przywdziewają militarne uniformy i poddają się spartańskiej dyscyplinie. Zakłady przypominają poprawczaki: kraty w oknach, monitorowane pokoje, strażnicy. W przerwach od musztry, prowadzonej najczęściej przez byłych wojskowych, pacjenci dostają leki i uczestniczą w sesjach terapeutycznych. W całych Chinach funkcjonuje blisko 400 paramilitarnych obozów odwykowych i ciągle powstają nowe. Na temat chińskiej terapii Shosh Shlam i Hilli Medalii nakręciły film dokumentalny „Web Junkie”.

 

4. Pakistan - Tortury w łańcuchu 

Nie do pozazdroszczenia jest sytuacja osób uzależnionych od narkotyków w Pakistanie. Organizacja Human Right Watch alarmuje, że w prowincjach, gdzie dominuje radykalna interpretacja Koranu, notorycznie dochodzi do łamania praw człowieka. W Pakistanie nikt nie pyta pacjenta o zdanie. O pobycie w ośrodku decyduje rodzina, która zwraca uwagę na koszty leczenia, a nie jakość placówki. W zeszłym roku w klinice w miasteczku Haripur policja znalazła 115 mężczyzn, którzy w parach byli przykuci łańcuchami do podłogi. Musieli tak chodzić nawet do toalety. Jako terapię odwykową stosowano bicie kijem i tortury, m.in. podtapianie. Pacjentów zmuszano do uczenia się na pamięć wersetów Koranu. Jeden z mężczyzn spędził w ośrodku trzy lata, co przypłacił utratą wzroku. Za każdy miesiąc „leczenia” rodzina płaciła właścicielowi ok. 8000 rupii (250 zł).