Potrzeba od dwudziestu do siedemdziesięciu dni, by wprowadzić nowy nawyk w życie – twierdzą behawioryści. Zazwyczaj jednak już po trzydziestu dniach powtarzalne zachowanie staje się mechaniczne. Rutynowe czynności bywają podstawą ładu społecznego, ale i przyczyną śmierci namiętności – dając poczucie bezpieczeństwa, potrafią wygaszać relację.

Kiedy po raz pierwszy spróbowaliśmy określonego sposobu parzenia kawy, zwracania się do ukochanej osoby czy prowadzenia samochodu – przyniosło to korzyść, za drugim razem podobnie, zaczęliśmy powtarzać zachowanie. Jest jednak kilka takich, zazwyczaj wypracowywanych już w dzieciństwie, które bywają szczególnie destrukcyjne dla związku.


 

1. Narzekanie

Dziecięce pytanie: „daleko jeszcze?”, jest tym samym, czym dorosłe: „dlaczego musi być tak zimno?”, wypowiadane zimą. Werbalizacja frustracji, złości czy niechęci prowadzi niekiedy do rozładowania tych stanów, ale nadużywana traci owo zastosowanie. Narzekanie zazwyczaj nie wywołuje większych emocjonalnych zmian w narzekającym, niekiedy przynosi ulgę, czasami wprowadza nawet w rozbawienie, porządkuje świat, który można oceniać. Słuchający mają gorzej. Słowa rezonują, te naładowane negatywną energią po pewnym czasie przytłaczają, zniechęcają do rozmowy, kontaktu, a przede wszystkim skutecznie gaszą namiętność. „Poczekaj, bo pognieciesz pościel. Co ty masz za fryzurę? Ale naprawdę teraz będziesz czytał? Niby ładny hotel, ale te kafelki w łazience widziałaś? Boli mnie; źle się czuję. Bez sensu. Ale to głupie!”.

Jedną z najgorszych tortur są krople wody spadające co chwila na głowę; te uderzające w skałę mają moc zniszczenia kilkusetletnich kamieni, regularnością i uporem. Narzekanie działa tak samo. Najprostszym rozwiązaniem jest zachowanie narzekających myśli dla siebie, jeśli ich wypowiedzenie nie jest kluczowe dla relacji, tym bardziej jeśli pozbawione jest jakiegokolwiek celu. Inną formą zwalczania tego negatywnego nawyku jest zabawa w przeciwieństwa: już wiesz, na co chcesz ponarzekać, teraz w tej samej przestrzeni i czasie znajdź jedną rzecz, którą możesz pochwalić. I zrób to.

 

2. Oczekiwania zamiast próśb

Zgodnie z analizą transakcyjną autonomia, również ta w związku, aby była kompletna, musi składać się z umiejętności brania, dawania, odmawiania i proszenia. Ważne, by zachować równowagę pomiędzy tymi czterema zachowaniami i mieć świadomość, że żadne z nich nie jest oczekiwaniem. Szczególnie niedojrzałe relacje miłosne oparte są na zabawie w odgadywanie oczekiwań. Moment, w którym udaje się domyślić, o co chodzi partnerowi, jest niejako mistycznym potwierdzeniem miłości. To niebezpieczna gra, która buduje u jednej z osób wewnętrznego ratownika, czujnego, gotowego zareagować, pomóc i zasługującego na karę, gdy się nie domyśli na podstawie opuszczonych oczu, głośniej zamkniętych drzwi czy nieodebranego telefonu. Oczekiwanie tym się różni od prośby, czym szantaż emocjonalny od troski o ukochaną osobę.

Relacja miłosna zazwyczaj dotyka najgłębiej ukrytych ran, niespełnionych w dzieciństwie obietnic, niekiedy traum, budując oczekiwania na uleczenie, spełnienie i otulenie. Stworzona nadzieja pełna jest wyczekiwania, kiedy druga strona wypełni pustkę. To oczywiście nierealny, chociaż kuszący pomysł.

Najprostszym i często najtrudniejszym sposobem poradzenia sobie z tym nawykiem jest użycie słowa „proszę”. „Przytul mnie, proszę”, zamiast „O której wrócisz?”. Czasami związane jest to z wykonaniem fizycznego ruchu, wyjściem z sypialni, wyznaniem: „porozmawiaj ze mną, proszę, bo im dłużej na ciebie czekam, tym bardziej się złoszczę, że cię nie ma”.

 

3. Rywalizowanie przed widownią

 

Rywalizacja rozgrywająca się pod wspólnym dachem, chociażby samochodu, bywa nieprzyjemna, ale może również być erotyczna, zabawna, może motywować, jeżeli nie jest w nią wpisana potrzeba upokarzania przegrywającej strony. Rywalizacja na przyjęciu, w gronie znajomych, ma na celu zazwyczaj nakarmienie swojego ego kosztem drugiej osoby. Gra jest o tyle trudniejsza, że angażuje widownię, która zazwyczaj ratuje się wymuszonym uśmiechem, milczeniem lub ostatecznie wybraniem czyjejś strony.

Rywalizacja na forum zaczyna się zazwyczaj niewinnie, anegdotą o tym, jak to ona upuściła blachę z ciastem na dywan, jak to on nie poprosił szefa o podwyżkę, czasami, kilka godzin później, kończy się kłótnią o to, że ja nie jestem już dla ciebie atrakcyjna, a ty się czepiasz, że jem za dużo ciasta, a ja niby jestem tchórzem, który boi się porozmawiać z szefem. Spirala nakręca się coraz bardziej i bardziej. Czasami właśnie na grze w „moje lepsze” oparte są długoletnie związki. Dobrze pamiętać, że niekiedy najwytrwalsi gracze kończą rozgrywkę na sali rozpraw.