Prywatna szkoła walki

Miał wtedy 50 lat i znany był powszechnie jako „Terror Tartarorum” – Postrach Tatarów. „Za Pana Pretfica wolna od Tatarów granica” – mówiono. Opracowany przez niego system rozpoznania, ostrzegania i obrony okazał się na tyle skuteczny, że tatarskie zagony coraz płycej zapuszczały się na terytoria Rzeczypospolitej. Bezludne do niedawna przestrzenie znów zaczęły się rozwijać. Nic więc dziwnego, że dwór Pretwicza w Szarawce na Podolu stał się jedną z najsłynniejszych w Polsce prywatnych szkół rycerskich, a służba w jego granicznej formacji – przepustką do wojskowej kariery. Miejsca, w których młodzież szkoliła się w technikach walki, nazywano „szkołami politycznymi”. Nie było dla szlachcica większej pochwały niż określenie jego dworu takim imieniem. Najważniejszą sztuką była jazda konna, kluczowa w pościgach za błyskawicznie przemieszczającymi się czambułami. Nauczycieli nazywanych „kawalkatorami” i opłacano wysoko. Już młodzi chłopcy uczyli się pod ich okiem przesadzać rowy i płoty, wspinać na szańce oraz ćwiczyć manewry pozornej ucieczki w celu naprowadzenia przeciwnika na własne środki ogniowe. Nie zaniedbywano jednak i innych ćwiczeń. Przy dworach znajdowały się place i izby, w których trenowano szermierkę bronią białą i drzewcową, a także walkę na pięści, zapasy, rzuty na ziemię i duszenie przeciwnika. Wiele czasu poświęcano na „chód żołnierski” – szybkie przemieszczanie się z dużym obciążeniem, pływanie i gry zręcznościowe. Uczono rozkładania i zwijania obozu, służby wartowniczej, rozpoznania i zdobywania informacji.

Edukację uzupełniały ćwiczenia z rozpoznawania znaków sygnalizacyjnych, zarówno tych przekazywanych za pomocą głosu, trąbki lub bębna, jak i tzw. głuchych znaków dawanych palcem, ręką, ubraniem, czapką lub – w nocy – za pomocą światła. Tak przeszkoleni ludzie stawali się elitą wojskową – trafiali do oddziałów husarii, organizowali pospolite ruszenie lub partyzanckie oddziały konne. Te ostatnie przydały się szczególnie, gdy na początku XVII wieku Rzeczpospolita znalazła się w stanie wojny z Moskwą. Człowiekiem, który wzniósł wówczas na wyżyny sztukę wykonywania rajdów w głębi terytorium przeciwnika, był Aleksander Józef Lisowski.