NASZ CZŁOWIEK W DAMASZKU

Alois Brunner postanawia jednak jechać dalej. Pracę nazistowskim specjalistom oferują bowiem także władze Syrii. Ekspertem tamtejszych tajnych służb został Franz Stangl, komendant niemieckich obozów zagłady w Treblince i Sobiborze, który zaraz po wojnie uciekł na Bliski Wschód z całą rodziną i zastępcą Gustawem Wagnerem. Syria okazuje się dla nazistów o wiele bar-dziej przyjaznym miejscem niż Ameryka Południowa. Brunner jako dr Fisher alias Ali Mohammad doradza służbom specjalnym tego kraju, a także Egiptu – z którym w latach 1958–1961 Syria tworzy jedno państwo zwane Zjednoczoną Republiką Arabską. Nazistowski zbrodniarz robi to też po upadku unii i objęciu władzy w Damaszku przez Hafiza al-Asada. Poza „bombowymi przesyłkami” od Mosadu nie grozi mu nic aż do końca lat 80. Ryzyko ekstradycji pojawia się dopiero w 1989 r., gdy występują o nią władze NRD. Upadek muru berlińskiego przerywa jednak procedurę.

W latach 90. Alois Brunner prowadzi w Damaszku spokojny żywot emeryta, udziela nawet wywiadu niemieckim dziennikarzom. Chroniony do końca życia przez służby następcy Hafiza al-Asada, Baszszara, umiera około 2010 r. – dokładna data śmierci nie jest znana.

Skąd się jednak wzięła ta zadziwiająca solidarność bliskowschodnich dyktatorów z nazistami? Aby ją zrozumieć, trzeba się cofnąć kilkadziesiąt lat.

ALLAH W NIEBIE, HITLER NA ZIEMI

Kiedy w czerwcu 1940 r. niemieckie wojska podbijają Francję, w Damaszku wybucha entuzjazm. Syria to francuski protektorat i zwycięstwo III Rzeszy odbierane jest tutaj jako wyzwolenie. Na ulicach tłumy śpiewają: „Nigdy więcej monsieur, nigdy więcej mister. Allah w niebie, a Hitler na ziemi”. Na sklepach pojawiają się plakaty z napisami: „W niebie Bóg jest władcą, na ziemi Hitler”. Kiedy rok później Afrika Korps gen. Erwina Rommla rozpoczyna serię zwycięstw nad brytyjskimi wojskami w Libii, popularnym pozdrowieniem w krajach arabskich staje się „Heil Rommel!”.

Hitler jest na Bliskim Wschodzie postacią niezwykle popularną. Sprzyja temu fakt, że już w latach 30. na wzór niemieckiej nazistowskiej NSDAP powstała w Damaszku narodowosocjalistyczna partia Syrii, założona przez Antouna Saadeha. Jej gazeta drukuje w odcinkach „Mein Kampf”, a hymnem staje się „Syria, Syria über alles” – z tą samą melodią, co niemiecki oryginał.

Jednak podziw jest obustronny. Jak wynika z pamiętników Alberta Speera, jednej z najbliższych Hitlerowi osób, Führer wielokrotnie wyrażał swoją atencję dla islamu. „To religia dla prawdziwych mężczyzn i do tego higieniczna” – miał powiedzieć w czasie jednej z rozmów, krytykując jednocześnie chrześcijański „kult słabości” i dodając, że islam o wiele bardziej odpowiada „niemieckiemu temperamentowi”.

U źródeł tego podziwu leżała m.in. fascynacja Hitlera osobą Kemala Mustafy Atatürka, przywódcy państwa tureckiego. Turcja, w czasie I wojny światowej sojusznik Niemiec, jako pierwszy kraj odrzuciła swój odpowiednik traktatu wersalskiego – traktat z Sèvres. Bo nie tylko pozbawiał ją Syrii, Iraku i Transjordanii, ale też odbierał cieśniny czarnomorskie i część wybrzeża śródziemnomorskiego. Turcy wypowiedzieli wojnę aliantom i ją wygrali. Zawarty w 1923 r. traktat w Lozannie był już dla nich o wiele bardziej korzystny. To właśnie Hitler uważał za wzór dla Niemiec. Podziwiał Atatürka za przeniesienie stolicy z „kosmopolitycznego” Stambułu do Ankary. Wrażenie zrobiła na nim również dokonana w czasie I wojny światowej eksterminacja niemal dwóch milionów tureckich Ormian. Nic dziwnego, że w 1938 r. NSDAP uznała Turków za Aryjczyków.