Był jesienny wieczór 1956 r. Przy fortepianie w zadymionym klubie w Greenwich Village w Nowym Jorku siedział Thelonious Monk. „Chciałbym zagrać utwór skomponowany na cześć pewnej pięknej damy, która jest tu dziś z nami – powiedział, jak zwykle niewyraźnie. – Utwór ten nosi tytuł »Pannonica«”. Kobiety, której zadedykował kompozycję, nie sposób było nie zauważyć. Na oparciu jej krzesła wisiało palto w leopardzie cętki. Przed nią stał na stoliku zdobiony imbryk. Ale to nie popołudniowa herbatka była wewnątrz, lecz szkocka whisky. Kobieta trzymała w ręku długą czarną fifkę, wokół której leniwie wiła się wstążka dymu, jakby w rytm rozbrzmiewającej melodii. Trudno znaleźć kogoś, kto pasowałby do tego miejsca mniej niż ona. Urodziła się w Londynie. Wyszła za barona. Jeździła bentleyem lub rolls-royce’em. I była jedyną białą w klubie. W Nowym Jorku zamieszkała na stałe w połowie lat 50. jako dojrzała już kobieta. Stanęła u boku czarnych jazzmanów, walczących przeciw rasowym uprzedzeniom. Zamieniła towarzystwo koronowanych głów na środowisko utalentowanych outsiderów. Muzycy odwdzięczali jej się tym, co potrafili najlepiej. Na jej cześć Horace Silver skomponował „Nica’s Dream”, Kenny Dorham – „Tonica”, a Barry Harris  – „Inca and Nicaragua”. To tylko trzy z 24 utworów, zadedykowanych niezwykłej arystokratce. Białej damie nowojorskiej bohemy i czarnej owcy swojego rodu. Według Rothschildów bowiem, szanujący się człowiek powinien zaistnieć w papierach tylko dwa razy w ciągu swojego życia: kiedy przychodzi na świat i kiedy z niego odchodzi. Pannonice Rothschild de Koenigswarter zdecydowanie się to nie udało.

Z KLANU ROTHSCHILDÓW

Kiedy Pannonica miała ochotę wyjść na zakupy, u jej boku wyrastał wierny służący. Ktoś musiał przecież nosić należącą do Rothschildówny książeczkę czekową. Pannonica spędziła dzieciństwo i młodość wśród osób najbardziej nobliwych. Zdarzało się, że obiad jadła w towarzystwie króla Edwarda, popołudniową herbatę piła z Winstonem Churchillem, a magicznych sztuczek uczyła się od Alberta Einsteina. Korzenie jej rodu sięgały XVI w., gdy nad drzwiami pewnego frankfurckiego Żyda Mojżesza zawisł czerwony szyld. To od niego wzięło się nazwisko Pannoniki. Fundamenty pod przyszłą rodzinną fortunę położył zaś w XVIII w. Mayer Amschel Rothschild, zakładając kantor. Tak rodziła się bankowa i finansowa potęga. Kiedy w 1913 r. Pannonica przyszła na świat, jej ród miał już wpływy w większości krajów Europy Zachodniej. Rothschildowie dysponowali własnymi terenami łowieckimi i prywatnymi liniami kolejowymi, a przywódcy państw pytali ich o opinię przed podjęciem ważnych strategicznie decyzji. Według rodziców Niki (ojciec: Charles – partner w firmie bankowej, z zamiłowania entomolog; matka: Rozsika von Wertheimstein zwana „Węgierską Różą” – mistrzyni tenisa, pierwsza kobieta, która serwowała znad głowy) młodość była jedynie poczekalnią do zamążpójścia. Młoda dziewczyna powinna więc nauczyć się elegancji i dobrych manier. Wytchnieniem od tego było dla Niki słuchanie jazzowych płyt ojca. Przyjaźń z saksofonistą i miłośnikiem lotnictwa Bobem Wisem, dzięki któremu została profesjonalnym pilotem, stanowiła zapowiedź jej nowego życia poza złotą klatką. Ale na razie, w roku 1935, na palcu dziedziczki pojawiła się złota obrączka. Uroczystość zaślubin odbyła się w nowojorskim ratuszu, a szczęśliwym (na razie) wybrankiem Pannoniki został owdowiały baron Jules de Koenigswarter – Żyd pochodzenia francuskiego, inżynier i bankier. Z pewnością połączyła ich miłość do lotnictwa, ponieważ poznali się na lotnisku Le Touquet we Francji. Trudno jednak powiedzieć, co jeszcze. Baron nie interesował się ani muzyką, ani sztuką. Ponad wszystko cenił sobie punktualność, więc związek z notoryczną spóźnialską od początku wystawiony był na nie lada próbę.

Wspólne życie Niki i Jules’a zakłóciły ekspansywne plany Hitlera. Gdy III Rzesza zaatakowała Francję, baron został wezwany na front. Nica uciekła z trójką dzieci z zabytkowej francuskiej rezydencji do Londynu. Zdążyły na ostatni pociąg, wyjeżdżający z Paryża. Decyzja ta prawdopodobnie uchroniła je przed najgorszym. Matka Jules’a, która nie chciała uciekać, zmarła w Auschwitz.

WOJNY PANNONIKI