Tak mało bohaterski koniec fatalnie wpisywał się w historię rzymskiego imperium, więc szybko ubarwiono go przekazywanymi z pokolenia na pokolenie legendami.

PODBÓJ BRYTANII

Ostatnią ostoją Celtów pozostały Wyspy Brytyjskie. Następcy Cezara kontynuowali jego politykę zadowalając się ich neutralnością. Dopiero w 40 r. n.e. plany ponownej inwazji zaczął snuć cesarz Kaligula, a zrealizował je trzy lata później Klaudiusz. Cztery legiony dokonały desantu nie napotykając poważniejszego oporu, sforsowały Tamizę i wykorzystując konflikty między lokalnymi wodzami zdobyły stolicę Brytów – Camulodunum (dziś Colchester). Pomimo walk i powstań kolejni cesarze poszerzali granice włączonej do imperium prowincji Brytania. W 122 r. sprawy brytyjskie postanowił uregulować cesarz Hadrian, który osobiście udał się za kanał La Manche. Z jego polecenia zbudowano 130kilometrowy mur przecinający wyspę z zachodu na wschód. Miał chronić prowincję rzymską przed atakami plemion szkockich. 20 lat później usypano dalej na północ tzw. wał Antonina, jednak utrzymanie tej rubieży okazało się niemożliwe. Rzymianie cofnęli się za Mur Hadriana. Ale ich władza nad Brytami dotrwała do V w. Poniżej: tak prymitywnie wyobrażano sobie celtyckich wojowników 200 lat temu.

GĘSI NA WAGĘ ZŁOTA

Najbardziej chwalebna głosiła, że w obliczu nieuchronnej klęski senatorowie zasiedli na swych krzesłach i ze stoickim spokojem czekali na śmierć z rąk barbarzyńców. W aż taki heroizm polityków mało kto jednak wierzył. Dlatego większą popularność zyskała opowieść o pożytkach z wypełniania obowiązków wobec bogów.

Według niej Celtowie znaleźli na stromym urwisku zwanym Skałą Tarpejską ścieżkę prowadzącą na wzgórze kapitolińskie. W nocy wspięli się nią, by zaskoczyć zmęczonych i śpiących obrońców. Zbliżającego się wroga wyczuły jednak gęsi ze świątyni Junony i podniosły alarm. Dzięki czujności ofiarowanych bogini świętych ptaków atak został odparty.

Umoralniający charakter miała z kolei historia o negocjacjach pokojowych prowadzonych przez trybuna Kwintusa Sulpicjusza ze zwycięskim Brennusem. Ustalono podczas nich, że ceną za darowanie życia obrońcom Kapitolu będzie tysiąc funtów złota. Pazerni Celtowie przynieśli jednak sfałszowane ciężarki. Widząc, że rachunek będzie wyższy od wynegocjowanego, Kwintus zaprotestował. Brennus spojrzał na niego z politowaniem, dorzucił do odważników swój ciężki miecz i butnie oświadczył: „Vae victis” – biada zwyciężonym. Te słowa powtarzano potem do znudzenia rzymskim uczniom i żołnierzom, by nigdy nie zapominali, że pokonani tracą godność i wszelkie prawa.

Ostatnia legenda służyła pokrzepieniu serc. Według niej krótko po kapitulacji Kapitolu nadciągnęła odsiecz pod wodzą Marka Kamillusa. Wkraczając do miasta oznajmił, że „Rzym wykupuje wolność nie złotem, lecz mieczem”, i przepędził Celtów. Rzeczywistość była bardziej prozaiczna, najeźdźcy zgarnęli łupy i zadowoleni wrócili do swych siedzib nad Padem. Stracili możliwość, by zniszczyć państwo, które w przyszłości przyniesie im zgubę…

SENONOWIE GÓRĄ!

A Rzymianie wyciągnęli wnioski z upokarzającej klęski; zbudowali solidne mury obronne, zreorganizowali armię. Celtowie poczuli respekt i chociaż w IV wieku p.n.e. jeszcze wiele razy urządzali łupieżcze wyprawy na południe Półwyspu Apenińskiego, starali się omijać posiadłości rzymskie.