Posłuchaj audycji: Wirtualne waluty w TOK FM

Kiedy rząd cypryjski zapowiedział opodatkowanie depozytów bankowych, wywołało to nie tylko spadek cen akcji w Europie i na świecie. Było to też ostrzeżenie dla mieszkańców innych dotkniętych kryzysem państw UE. Oszczędności w bankach przestały być już święte. Co więc zrobić, by ich nie stracić? Zakopać w ogródku? Nie – jest lepszy sposób – stwierdziło wielu obywateli. Trzeba przestać oszczędzać w euro i zacząć oszczędzać w bitcoinach, walucie, do której żaden bank ani rząd nie ma szans się dobrać. 

W dniu, w którym Cypr ogłosił swoją (odwołaną zresztą później) decyzję, dał się zauważyć znaczny wzrost zainteresowania bitcoinami w dotkniętej kryzysem Hiszpanii. Jak donosi magazyn „Wired”, wyraźnie wzrosła liczba pobrań programów służących do zawiadywania bitcoinowymi kontami. Można zaryzykować twierdzenie, że im gorzej będzie się działo w strefie euro, im mniejsze zaufanie ludzie będą mieli do polityki pieniężnej banków i rządów – tym popularniejsza stanie się nowa waluta zwana bitcoinem.

Waluta hakerów

Bitcoin to ulubiona waluta hakerów, często służąca do prowadzenia ciemnych interesów. Oto przykład: na początku lutego w sieci pojawiła się informacja, że koncern Netia jest szantażowany przez hakera, który wykradł dane klientów firmy i zagroził ich upublicznieniem, jeśli nie dostanie okupu.

Podobna sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Dotyczyła tego samego koncernu. Wtedy złodzieje żądali stu tysięcy złotych za zwrot danych. Wpadli przy próbie podejmowania okupu – aresztowani przez policję, odsiadują wyroki.

Tym razem jednak Netia trafiła na bardziej przebiegłego przeciwnika. Haker o pseudonimie nvm, który na swoim koncie ma, jeśli wierzyć skąpym informacjom krążącym w internetowym podziemiu, już kilkanaście transakcji kupna i sprzedaży kradzionych danych, żąda zapłaty za milczenie w walucie nieznanej polskiemu wymiarowi ścigania – chce od koncernu 500 BTC, czyli bitcoinów.

Wybór waluty świadczy o sprycie hakera – bitcoin to jedyny pieniądz na świecie, w którym transakcje są nie do wykrycia i nie pozostawiają jakichkolwiek śladów.

Kim jest Satoshi Nakamoto?

Są tacy, którzy podejrzewają, że – nikim. Albo że Satoshi Nakamoto to grupa osób, a może nawet rządowa agencja. Inni, których można określić mianem wyznawców, sądzą, że to anonimowy rewolucjonista, który pragnie uwolnić pieniądz spod władzy banków centralnych i rządów.

Pierwszy raz internet usłyszał to nazwisko w listopadzie 2008 roku. Na rzadko uczęszczanej liście dyskusyjnej użytkownik podpisujący się tym nazwiskiem opublikował rezultat swoich badań nad wprowadzeniem kryptograficznej waluty. Bitcoin, bo tak nazwał zarówno system informatyczny, który ma nią sterować, jak i samą walutę, to pieniądz przechowywany w sposób rozproszony – na komputerach osób korzystających z niej, i przez te same komputery wprowadzany do obiegu.

Satoshi wymyślił naprawdę skuteczny model. Bankiem może zostać każdy: wystarczy, że ściągnie bezpłatny program i wejdzie za jego pomocą do obiegu. Na jego komputer zaczną spływać zaszyfrowane zapisy niektórych dokonanych transakcji, a gdy jego procesor je przetworzy (co, ze względu na użycie kryptografii wymaga dużej mocy obliczeniowej), do obiegu trafi 25 nowych bitcoinów – będą one stanowić zapłatę dla właściciela komputera. Innymi słowy: każdy, kto udostępnia swój komputer na potrzeby obiegu bitcoinów, dostaje zapłatę w tej właśnie walucie. Dzięki temu liczba wirtualnych monet stale rośnie.

System został tak zaprojektowany, żeby uczestnicy obiegu waluty byli całkowicie anonimowi, jak w szyfrowanej sieci wymiany danych peer-to-peer, służących m.in. do przesyłania pirackich filmów i muzyki. Zaszyfrowanie zarówno poszczególnych płatności, jak i całej waluty, i umieszczenie jej w kryptograficznych „blokach“ sprawia, że nie jest możliwe zwykłe dopisanie sobie do konta pieniędzy. Każdy bitcoin ma unikatowy kod, który jest odpowiednikiem znaków wodnych, platynowych pasków i innych wymyślnych zabezpieczeń, stosowanych przy produkcji tradycyjnych pieniędzy. Walutę zaprojektowano tak, by z czasem liczba trafiających do obiegu pieniędzy się zmniejszała. Po każdych kilku tysiącach takich zasileń systemu nowymi pieniędzmi, liczba generowanych w jednym „bloku” dodatkowych monet jest zmniejszana o połowę. W 2017 roku, jak się szacuje, będzie to 12,5 bitcoina. W 2140 roku, który wyznaczono na datę nasycenia systemu, generowanie – zwane „wydobywaniem” (mining) – ma zostać zatrzymane, gdy w puli pojawi się ostatni z 21 milionów BTC.

Początkowo autor ukrywający się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto brał udział w pracach nad wdrażaniem i rozpowszechnianiem swojego systemu, ale 12 grudnia 2010 roku przestał odpowiadać na wysyłane do niego maile. Prowadzenie projektu przejęli inni. Bitcoin stał się ulubionym środkiem płatniczym grupki hakerów i komputerowych zapaleńców.

Wykorzystywali oni fakt, że BTC nie są kontrolowane przez żadną instytucję. Dla internetowego podziemia to główna zaleta systemu, a dla tradycyjnych finansowych analityków główne źródło obaw. To waluta bardzo demokratyczna: jej funkcjonowanie możliwe jest dzięki wszystkim tym, którzy ją posiadają. A ponieważ nie ma żadnego nadzoru, nie jest możliwe śledzenie przez organy ścigania tego, kto się nią posługuje i za co nią płaci.

Innymi słowy, haker, który oczekuje okupu w bitcoinach, otrzyma pieniądze – jeśli szantażowana strona zapłaci – w sposób całkowicie bezpieczny i anonimowy. Nie ruszając się sprzed komputera i nie otwierając konta w banku. Zdobyte w niecny sposób bitcoiny będzie mógł potem łatwo i legalnie wymienić na dolary lub inną tradycyjną walutę.

Pizza międzykontynentalna

Laszlo Hanyecz, programista mieszkający na Florydzie, to dziś postać historyczna. Trzy lata temu Hanyecz przeprowadził pierwszą w świecie prawdziwą transakcję, płacąc w bitcoinach za dwie średnie pizze pepperoni. I choć pizzeria nie przyjmowała płatności tą walutą, Hanyecz porozumiał się z mieszkańcem Londynu, który w zamian za 10.000 BTC użył swojej karty kredytowej, by z innego kontynentu uregulować jego rachunek za zamówienie.