Każdy wyścig Formuły 1 oglądają setki milionów widzów z całego świata, więc bolidy gęsto oblepione nalepkami sponsorów są niczym słupy reklamowe jeżdżące 300 kilometrów na godzinę. W rozgrywce na torze liczą się nie tylko wyniki sportowe i dziesiąte części sekundy przewagi nad rywalami. Gra idzie przede wszystkim o pieniądze. Zwycięskie zespoły mogą od sponsorów wyciągnąć więcej, co przekłada się na lepsze zarobki i prestiż. Ci słabsi są trochę mniej zadowoleni, ale i tak gra im się opłaca – reklama na pędzącym bolidzie zawsze jest bardzo skuteczna.

BATEM PO TYŁKU


Max Rufus Mosley do niedawna był wszechwładnym szefem federacji automobilistów FIA. Szanowany prawnik z nieposzlakowaną opinią i do tego niezwykle skuteczny w pomnażaniu pieniędzy – pisały gazety. Federation Internationale de l’Automobile odpowiada za regulaminy wyścigów. Wystarczy umieć połączyć zdolności organizacyjne z twardą ręką, żeby zacząć doskonale zarabiać na producentach chętnych do pokazania swoich bolidów na torze. Siwowłosy Mosley to bardzo sprawny menedżer i bez trudu wygrywał wybory w kolejnych kadencjach – nieprzerwanie od 1993 roku. Pod rękę ze swoim przyjacielem Bernie Ecclestone’em, który na prawach do przekazów telewizyjnych z F1 zbił fortunę, Mosley rządził światem wyścigów.

Ale era Mosleya skończyła się – biznesmen wpadł przez własną głupotę. Kilka miesięcy temu postawny 67-latek dał się sfilmować podczas orgii z udziałem pięciu prostytutek. W marcu brytyjski tabloid „News of the World” opublikował zdjęcia i rozpowszechnił krótki materiał wideo z nagim Mosleyem w roli głównej. Siwowłosy patrycjusz dokazywał ostro podczas sadomasochistycznego party, ale mógłby się łatwo z tej afery wykpić, gdyby nie posunął się krok za daleko.

Nie chodzi o bat, którym gołe panienki smagały menedżera FIA po tyłku. Według relacji tabloidu uczestnicy nagiej imprezy w burdelu w Chelsea zakładają na siebie… hitlerowskie mundury. Dla dobrze pamiętającej II wojnę światową Brytanii to był policzek. Podwójnie siarczysty, bo media natychmiast przypomniały sobie o fatalnym pochodzeniu Mosleya. Ojciec obecnego prezesa federacji automobilistów Oswald Mosley był szefem brytyjskich nazistów, a matka Diana Mitford fascynowała się Hitlerem i bywała u niego w odwiedzinach. Führer był świadkiem na ślubie Mosleyów, który odbył się w domu Josepha Goebbelsa. W rodzinnej biżuterii pani Mosley – co ujawniono dopiero po jej śmierci – znaleziono diamentową swastykę. Trudno się dziwić, że „afera naziburdelowa” wywołała burzę w Formule 1.

Łóżkowe wyczyny Mosleya napiętnowali nie tylko kibice. Od własnego kumpla musiał odwrócić się nawet Bernie Ecclestone. „W tym środowisku jest wielu ludzi pochodzenia żydowskiego, a ci z Mosleyem nie chcą mieć nic wspólnego” – powiedział Ecclestone. Było wiele głosów, żeby „Mad Maksa” pozbawić etatu, ale koniec końców Mosley zostanie na stołku do końca kontraktu, a więc do 2009 roku.

Zdyskredytowany szef FIA pozwał do sądu „News of the World” i w lipcu tego roku proces wygrał. Dostanie 60 tys. funtów odszkodowania. Zwyciężył, ponieważ prostytutka, z której relacji świat dowiedział się o jego wyczynach, nie chciała zeznawać.

Biznesmen przekonał sąd, że wprawdzie on i pozostali uczestnicy orgii mówili po niemiecku i nosili pewne elementy stroju kojarzące się z umundurowaniem, ale nie miało to nic wspólnego z nazizmem. „Seks to moja prywatna sprawa i nikogo nie powinien interesować” – tłumaczył szef FIA. Kłopot w tym, że w świecie F1 moralność nic nie znaczy. Najlepszym na to dowodem są tzw. pit babes. O kogo chodzi? Dosłownie o „lalki z garaży ” – tłum pięknych hostess, które swoją urodą uatrakcyjniają wyścigi. Pit babes noszą ultrakrótkie mini i skąpe, za to obcisłe bluzki, co przyciąga uwagę fotoreporterów i telewizyjnych kamerzystów. Szefowie teamów F1 traktują panienki czysto instrumentalnie, widząc w nich przede wszystkim… lepszy przekaz reklamowy (ciuchy panienek są oblepione logo sponsorów jak kombinezony kierowców).

Wspaniałe blondynki i brunetki po godzinach służą – oczywiście nieoficjalnie – zabawianiu możnowładców F1. Tajemnicą poliszynela jest, że pit babes szukają na torach sponsorów lub mężów. W walce o przyszłe łatwiejsze życie używają wszystkich możliwych sposobów, także drogi przez łóżko. Nie ma wprawdzie czegoś takiego jak „dom publiczny Formuły 1”, ale wiadomo, że z pit babes chętnie dokazują kierowcy i ich pracodawcy. Tłum zawsze chętnych panienek woził na wyścigi słynny Eddie Jordan (szef teamu Jordan), chętnie też z nich korzystał birbant i hulaka Eddie Irvine. Szef teamu India Vijay Mallya też nie ukrywa skłonności do płci przeciwnej. Lubi się fotografować u boku piękności, którym – jak nieoficjalnie wiadomo – nie jest całkiem obojętny. W swoim kraju ma opinię playboya, który za pieniądze ze swoich browarów i gorzelni drukuje kalendarze z półnagimi Hinduskami. I co? Nic! Seks w mundurze nazistowskim jest „be”, ale tanie numerki na oponach na nikim w Formule nie robią wrażenia.

WYCOFAŁ SAMOCHÓD, WYGRAŁ MILIARDY