Warszawa. Skrzyżowanie ulic Grzybowskiej i Żelaznej. Na jednym z rogów  wieżowiec. Na jego podwórku kilkoro mężczyzn i kobiet dyskutuje zawzięcie. Cecha szczególna: wszyscy mają dłonie, na których widać ślady białego proszku. Nie, nie. Nic z tych rzeczy, o których można by pomyśleć... Zwłaszcza że za chwilę wszyscy znikają w jednym z lokali na parterze. Tym, nad którym widać baner „Centrum  Kultury Indyjskiej i Sportu”. Ci, którzy stali jeszcze kilka minut temu na zewnątrz, już za chwilę zasiądą za kwadratowymi stołami i będą starali się wygrać kolejną partię indyjskiego bilarda – carroma. Nie wiadomo, kto i kiedy wymyślił tę grę. Z pewnością powstała w Indiach. Legend jest jednak tak dużo, że można by im poświęcić cały numer „Fit&Forma”, a przecież nie w tym rzecz.  Lepiej skupić się na teraźniejszości – rywalizacji, do której używa się białych i czarnych krążków, większych strikerów i bordowej królowej (o zasadach gry ramka obok).

A ta teraźniejszość jest fascynująca. Składa się na nią kilkanaście turniejów, kilkuset grających zawodników i mnóstwo emocji – w Polsce. Mistrzostwa globu i poszczególnych kontynentów i niezliczona ilość turniejów – to na świecie.

SZYBKA KARIERA

Na początku XXI wieku Paulina i Jakub Nowakowscy zobaczyli carrom w jego ojczyźnie, w Indiach. W stanie Orisa, w miejscowości Puri – to tam narodził się pomysł, żeby gra miejscowych pojawiła się w Polsce. Kilka lat później nie tylko były już plansze i akcesoria do gry, ale grono zawodników wciąż się powiększało. Powstało Polskie Stowarzyszenie Carrom i dzięki temu indyjski bilard przestał być jedynie rozrywką – stał się sportem. Prezentacje, które miały popularyzować tę nowa dyscyplinę, zaczęły zamieniać się w turnieje. Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w Brzegu, Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w Ożarowie, turniej w Toruniu. To sztandarowe imprezy. W 2013 roku Polska była gospodarzem Carrom EuroCup: zawodów w randze mistrzostw Europy. To był nie tylko organizacyjny, ale też towarzyski sukces. Sportowo wprawdzie mogłoby być lepiej, ale już rok później w Londynie Bartek Sasiński był najlepszy w gronie graczy do lat 18. Reprezentacja Polski widoczna jest nie tylko w Europie. Udział w światowym czempionacie w Indiach, Sri Lance i na Malediwach jest tylko tego potwierdzeniem. A poza tak egzotycznymi miejscami to oczywiście Niemcy, Czechy, Szwecja, Szwajcaria czy wspomniana już Wielka Brytania. W carrom gra się bowiem wszędzie.

STYL ŻYCIA

Z carromem jest trochę tak jak ze wschodnimi sztukami walki. To dla graczy sposób życia. Tak jak one wymaga pracy nad sobą, precyzji i skupienia w każdym ruchu. Obecny mistrz Polski  Robert Bany zwykł powtarzać, że w tej grze jest miejsce na ambicję, ale absolutnie nie ma na nerwy. Podobnie jak w snookerze trzeba też myśleć kilka ruchów do przodu, panować nad sytuacją na planszy, wciąż studzić emocje. Wie o tym też Sylwester Pogorzelski,  pierwszy Polak, któremu udało się wbić White Slama, czyli swoje krążki od rozbicia aż do ostatniego. To wyczyn, który można porównać z hat rickiem w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów. Carrom to tak-że etykieta przy stole. Powitanie, życzenia  powodzenia rywalowi i stuknięcie dwoma palcami kiedy okaże się, że przeciwnik po-kazał zagranie, jakiego nie powstydziłby się mistrz świata. No i oczywiście gratulacje po zakończeniu gry. Jak w każdej, kiedy się zaczyna, częściej się je składa, niż przyjmuje, ale ciężki trening może to zmienić. Warto poszukać miejsca, w którym można spróbować, bo satysfakcja, że używając tylko palców, udało się sprawić, że krążek wpadł do jednej z łuz, jest gwarantowana.