Chińczycy to perfekcjoniści w każdym calu. Dlatego relację z udanego startu rakiety Shenzhou-7 wraz z detalami dialogu między astronautami i kontrolą naziemną opublikowali w internecie już w czwartek na wiele godzin przed rzeczywistym startem. Technik z chińskiej agencji informacyjnej Xinhua pytany przez dziennikarza Associated Press o powód przedwczesnego opublikowania artykułu, który opisywał zdarzenia mające się dopiero wydarzyć, stwierdził jedynie, że winny jest błąd technika. Wystrzelenie rakiety Shenzhou-7 poszło jednak jak po maśle - rakieta poleciała na orbitę w czwartek 25 września. Co ciekawe, zbyt prędko wypuszczona depesza agencji Xinhua była datowana dwa dni później.
Na pokładzie chińskiej rakiety jest trzech kosmonautów, których Chińczycy nazywają taikonautami. Zhai Zhigang, Liu Boming i Jing Haipeng są pilotami myśliwców i wszyscy są równolatkami - mają po 42 lata. Start odbył się o 14:10 polskiego czasu w centrum startów satelitarnych Jiuquan (Jiuquan Satellite Launch Center) w prowincji Gansu. Lądowanie planowane jest na 28 września, gdzieś w stepach Mongolii.
Przełomowy moment chińskiej misji to spacer kosmiczny w najnowszym skafandrze Feitan (kosztował 4,4 mln dolarów), który potrwa 40 minut i ma być transmitowany przez telewizję. W czasie tego spaceru kosmonauta przeprowadzi kilka doświadczeń na zewnątrz statku i wypuści niewielkiego satelitę przystosowanego do przesyłania obrazu na Ziemię.
Chiny intensywnie pracują nad poprawieniem i rozwinięciem swojej technologii kosmicznej, która w sporej części jest technologicznym spadkiem po współpracy z ZSRR (Shenzou to w istocie nieco przeprojektowany Sojuz). Dla Chińczyków pomyślne przeprowadzenie spaceru w kosmosie to wstęp do budowy stałego laboratorium na orbicie. h.k.