Dzieci płci obojej zbliżają się do siebie znacznym podobieństwem, gdyż też same w nich słabości. Ich wychowanie wymaga tych samych starań, niemało jest przecież obowiązków wspólnych wszystkim członkom społeczności. Co do wykształcenia - umysłów należy wyłączyć z nauk dziewczęcych jedynie wiadomości zbyt obszerne, wrodzonej słabości kobiet niedostępne – pisał na początku XIX w. polski pedagog Modest Wit Kosicki.

W 1823 r. postanowił przetłumaczyć na polski rewolucyjne dzieło „O wychowaniu młodzieży płci żeńskiej”. Książka, która kilkadziesiąt lat wcześniej wyszła spod pióra francuskiego wychowawcy François Fenelona, miała charakter przełomowy. Postulowała bowiem upowszechnienie edukacji dziewcząt. Gdyby szukać współczesnych praźródeł sporów o teorię gender, dzieło Fenelona musiałoby bez wątpienia znaleźć się na liście lektur obowiązkowych.

Autor był wychowawcą na królewskim dworze, a jednocześnie księdzem, dzieło swoje oparł głównie na doświadczeniach spowiednika. Propagował pogodny i ciepły stosunek do dziecka, co w ówczesnym świecie było nowością.

Treść jego podręcznika wychowania dziewcząt brzmi dziś archaicznie i seksistowsko, trzeba jednak pamiętać, że biorąc pod uwagę współczesne mu czasy, autor próbował walczyć ze stereotypem kobiety postrzeganej wówczas jako istota głupia, niezdolna do zdobywania wiedzy i przesadnie emocjonalna. Sprzeciwiał się takiemu wychowywaniu młodych kobiet, które je w tych cechach wzmacniają. Co nie zmienia faktu, że sam bardzo wiele z nich głosił i upowszechniał.

Pisał: „Nic bardziej jak wychowanie dziewcząt nie jest zaniedbane. Dziwactwo matek wszystko w tym przedmiocie najczęściej stanowi. Wielu jest tego zdania, iż oświecenie płci żeńskiej należy pozostawić na niskim stopniu. Wychowanie chłopców poczytane jest za jedną z  najważniejszych spraw dobra powszechnego. Każdy jest przeświadczony, że osiągnięcie pomyślnego skutku w edukacji męskiej wymaga niepospolitego światła. Dlatego najznakomitsi mężowie pracowali nad ustanowieniem w tym przedmiocie prawideł. Co do dziewcząt natomiast mówią, iż nie potrzeba, żeby uczonymi były. Ciekawość podobno próżnymi je czyni, dosyć ażeby kiedyś gospodyniami dobrymi i żonami uległymi były. Liczni dowieść usiłują, że nauka wiele kobiet uczyniła śmiesznemi, a stąd wyprowadzają wniosek, że dziewczęta opiece tylko matek pozostawić wypada. A przecież nie ulega wątpliwości, że złe wychowanie i edukacja kobiet więcej niżeli złe wychowanie mężczyzn nieszczęść wydaje. Mężczyźni sami bowiem nic dobrego nie potrafią zdziałać, jeżeli im w wykonaniu przedsięwziętych zamiarów kobiety pomocnej nie podadzą dłoni. Cnota bowiem nie mniej dla kobiet jak dla mężczyzn staje się potrzebną. (…) Starać się należy, żeby zachować dziewczęta od przywar ich płci. Bywają one chowane w miękkości i bojaźliwości, która do stałego postępowania niezdolne ich czyni. Wiele jest przesady w tej bezzasadnej bojaźliwości i w łzach, które ronić tak są skore.

Poskramiać w nich należy zatem zbyt czułe emocje, czułości, okazywanie zbytecznej grzeczności, pochlebstwa. Wszystko to psuje dziewczęta. Starać się trzeba je wprawić w tłumaczenie sposobem zwięzłym i dokładnym, ażeby w mówieniu nie używały próżnych wyrazów. Największa część kobiet w wielu słowach mówi bowiem mało. Łatwość mówienia poczytują one za rozum. Pomiędzy myślami swoimi żadnego nie czynią wyboru. To namiętność rodzi wielomówstwo. A przecież niczego dobrego po kobiecie spodziewać się nie można, jeżeli się jej nie przyzwyczai do ciągłego rozważania myśli swoich i do objawiania ich sposobem zwięzłym, a na koniec do zachowania milczenia”.

Na poparcie powyższych tez w książce przywołane są przykłady historyczne. „Spartanki biegłe były we wszelakich sprawach wojskowych, same dzieci swoich na bohaterów kształciły. U Scytów przyzwyczajano dziewice do trudów i prac wojskowych aż do ich zamęścia, a nawet nie były one władnymi dobierać sobie małżonków, dopóki nie dały one pokazu siły w kilku potyczkach”.

Wniosek z tego był prosty: kobiety trzeba wszechstronnie kształcić – prawie tak samo jak mężczyzn. Niestety, właśnie to słowo „prawie” robiło różnicę. „Kobiety słabszy umysł, a większą ciekawość mają. Nie wypada ich zatem ćwiczyć w pewnych naukach. Nie jest ich przeznaczeniem ani rządzenie, ani wojowanie, ani rzeczy boskich badać tajemnice. Mogą się przeto obejść bez niektórych obszernych wiadomości, które do polityki, sztuki wojennej, prawodawstwa, filozofii i teologii należą”.

Polacy, którzy już w 1823 r. zapoznali się z pracą Fenelona, do dziś nie wyzbyli się powielonych przez niego stereotypów. Kilka lat temu Instytut Badania Opinii RMF FM przeprowadził sondaż dotyczący postrzegania różnic między płciami. 36 proc. badanych uznało, że kobiety są gorszymi kierowcami, 81 proc. uważało, że są większymi gadułami, a 95 proc. zgodziło się z tradycyjnym stwierdzeniem, że „kobieta zmienną jest”.

 Jedno w tym wszystkim pocieszające: Polki należą do najlepiej wykształconych kobiet w Unii Europejskiej. Znacznie częściej niż mężczyźni kończą też studia. Na szczęście zatem refleksje Fenelona na coś się przydały.