„Jedz mniej” – to chyba najprostsza recepta na odchudzanie. Badania wykazują, że umiarkowane niedojadanie wpływa też na długowieczność. Udowodniono
to zarówno w przypadku laboratoryjnych myszy, jak i ludzi. Nie chodzi tu o głodzenie się, lecz o dostarczanie organizmowi wszystkich niezbędnych składników
odżywczych – tyle że liczba uzyskiwanych z nich kalorii powinna być 20–30 proc. niższa niż to, co zwykliśmy uważać za optimum dla danej osoby. Tak jedzą m.in. wyjątkowo długowieczni mieszkańcy japońskiej wyspy Okinawa. Przed każdym posiłkiem wypowiadają formułę „hara hachi bu”, która oznacza „jedz tak, aby napełnić brzuch w 80 proc.”.

Inna strategie stosują amerykańscy mormoni. Religia nakazuje im poszczenie raz w miesiącu przez całą niedzielę – najczęściej są to 24 godziny od sobotniej kolacji. Badania przeprowadzone na University of Utah wykazały, że w porównaniu z przeciętnymi obywatelami ryzyko chorób serca wśród członków tej grupy wyznaniowej jest niższe aż o 40 proc., choć trzeba pamiętać, że obowiązuje ich także absolutny zakaz picia alkoholu, kawy, herbaty, używania tytoniu i innych
szkodliwych substancji. „Ludzie, którzy poszczą, chronią w ten sposób swój układ krążenia. Dotyczy to nie tylko mormonów, ale też i tych, którzy wstrzymują się od jedzenia z przyczyn zdrowotnych” – komentuje dr Benjamin Horne z University of Utah.

Stąd rosnąca popularność diet, których elementem jest post trwający od kilkunastu godzin dziennie do dwóch dni w tygodniu. Jednak dla większości z nas jest to zbyt duże wyzwanie. Nawet jeśli spróbujemy przejść na restrykcyjną dietę, najczęściej szybko się zniechęcamy i wracamy do dawnych nawyków. Okazuje się jednak, że zdrowe żywienie nie musi oznaczać wyrzeczeń i zakazów. Dzięki badaniom naukowym każdy z nas może tak zmienić swój jadłospis, by jak najbardziej zwiększyć swe szanse na przeżycie stu lat w dobrym zdrowiu.

 

ZJEDZ SWOJE TRUCIZNY

Przez dziesięciolecia specjaliści od zdrowego żywienia powtarzali, że powinniśmy jeść dużo warzyw i owoców, ponieważ są bogatym źródłem witamin i mikroelementów. Szczególnie ważne miały być dla nas przeciwutleniacze – substancje likwidujące tzw. wolne rodniki, które uszkadzają nasze komórki, sprzyjając chorobom i starzeniu się. „Nie ma wątpliwości, że dobra dieta obniża ryzyko zachorowania na miażdżycę i raka, ale nigdy nie udowodniono, że odpowiadają za to przeciwutleniacze. Prawie wszystkie duże rzetelne badania nad przeciwutleniaczami wykazały, że nie działają one lepiej niż placebo” – podkreśla dr Nick Lane, chemik z University College London. Co więc może być odpowiedzialne za korzystne efekty jedzenia warzyw i owoców, jeśli nie przeciwutleniacze? Produkty roślinne są niezwykle złożonymi strukturami biologicznymi, naładowanymi setkami związków chemicznych.

Działanie niektórych z nich jest już dobrze poznane – przykładem może być błonnik, czyli substancja, która jest niezbędna do funkcjonowania bakteriom jelitowym i korzystnie wpływa na trawienie pokarmów. Inne naturalne składniki długo nie były doceniane przez dietetyków. „To łagodne toksyny, które służą roślinom do obrony przed zwierzętami – odstraszają pasożyty, zniechęcaja amatorów niedojrzałych owoców itp. Niewielkie dawki takich substancji nie szkodzą ludziom, za to pobudzają w ich organizmach mechanizmy związane z odpornością i długowiecznością” – mówi dr Lane.

Chodzi o działanie białek zwanych sirtuinami, które sprzyjają spalaniu kalorii, chronią nas przed chorobami i wydłużają życie. U naszych przodków mechanizmy te były uaktywniane w trudnych czasach – np. wtedy, gdy brakowało pożywienia. Dziś takie sytuacje praktycznie nam się nie zdarzają. Można stosować diety zawierające elementy głodówki, ale rzadko komu udaje się to na dłuższą metę. Prostszym rozwiązaniem jest wzbogacenie jadłospisu o produkty zawierające duże ilości roślinnych toksyn, które zwiększają produkcje sirtuin w organiźmie.

„Rośliny wykonują za nas znaczną część ciężkiej pracy. Zawarte w nich związki chemiczne wywołują w naszych komórkach takie same pozytywne zmiany, jakie wystąpiłyby w przypadku zastosowania głodówki” – przekonują Aidan Goggins i Glen Matten, autorzy książki „Dieta SIRT”. Produkty zawierające duże ilości toksyn to tzw. żywność sirtuinowa. Jej lista jest na tyle długa i różnorodna, że każdy znajdzie w niej coś, co lubi: od zielonych części roślin (jarmuż, natka pietruszki, lubczyk, liście selera) przez smaczne owoce (daktyle, truskawki, jagody) po sycące produkty gryczane i sojowe oraz używki (zielona herbata, niewielkie ilości czerwonego wina). Co ważne, nie trzeba koniecznie włączać ich wszystkich do jadłospisu – kluczowe jest po prostu częste jedzenie tego, co zawiera dużo dobroczynnych toksyn.