Zanim dojdziemy do spraw związków i miłości, zacznijmy od scenki rodzajowej przy stole. Nawet jeśli sto razy w czasie obiadu dziecko słyszy: „nie garb się; nie mlaskaj” – a w tym samym czasie ojciec lub dziadek siorbie z talerza i wykrzykuje do gospodyni złośliwe uwagi na temat makaronu, na nic zdadzą się słuszne skądinąd uwagi kierowane do młodocianych. Uczą się oni bowiem od swoich rodziców nie tyle poprzez „metody wychowawcze”, jak kiedyś myślano, ile poprzez naśladownictwo i nieświadome zapożyczenie zachowań i związków emocjonalnych, które tym zachowaniom towarzyszą. Mówiąc prościej, uczą się zachowania przy stole nie poprzez serię rodzicielskich poleceń i wypominań w rodzaju: „usiądź prosto; nie garb się; zjedz wszystko; nie mów z pełnymi ustami”, lecz poprzez obserwowanie dorosłych w trakcie posiłku. W naszym przypadku zapamiętany zostanie więc wzorzec krzyku i mlaskania, nie zaś pobożne życzenia na temat prostych pleców.

Co gorsza, jeśli dziecko odczytuje zachowania oraz intencje jako wewnętrznie sprzeczne (ojciec siorbie, a matka w tym czasie napomina, żeby „ładnie” jeść) – najprawdopodobniej odrzuci całą sytuację lub co gorsza, cały autorytet, czyli osobę. Dlatego tak ważna jest wiarygodność rodzica w oczach dziecka, które widzi WSZYSTKO, a zwłaszcza subtelne emocje. Niczego nie da się przed nim ukryć. Nawet kiedy jest bardzo malutkie i naszym zdaniem głupiutkie. Już wtedy uczy się naszego wzorca, w tym także naszego sposobu na związek i miłość. Ten wzorzec to nic 72 innego jak pewien przepis na funkcjonowanie, sposób bycia w relacji.

FARBOWANIE MÓZGÓW

Dziś efekty badań rosyjskiego naukowca Iwana Pawłowa są powszechnie znane i wydają się oczywiste. Dlatego nie jestem zdziwiony, gdy moje koty na dźwięk otwieranego zamrażalnika przybiegają z najdalszego miejsca w domu. Dwa początkowo niezależne bodźce (dźwięk i jedzenie) zostały skojarzone ze sobą. A kiedy mój kot Ryś zachorował na zapalenie pęcherza, przestał sikać do kuwety – miejsce to skojarzyło mu się z bólem. Istnieją tysiące zachowań i reakcji warunkowych, wpojonych nie tylko zwierzętom, lecz także nam, ludziom. Kiedy wyjmuję z kredensu nasze włoskie kieliszki do wina, wszyscy domownicy wiedzą, że wydarzyło się coś pomyślnego. Włoski komplet = świętowanie.

Jeszcze silniejsze są łańcuchy uwarunkowań. To całe sekwencje reakcji uruchamiających się jak klocki domina. Jeden klocek popycha drugi, a ten kolejne. Natomiast najtrwalsze – i według niektórych badaczy wręcz nieusuwalne – są wdrukowania. To momenty, kiedy jesteśmy poddani silnemu stresowi, skrajnym pozytywnym lub negatywnym emocjom, kiedy jesteśmy bezbronni lub zdani na okoliczności. W takich chwilach nasze własne zachowania i to, co spotyka nas ze strony innych, zostaje bardzo mocno utrwalone. Najsilniej takie procesy zachodzą, kiedy jesteśmy małymi dziećmi, jednak mogą wystąpić w każdym wieku. W wielu krajach doświadczają tego np. młodzi mężczyźni wcieleni do wojska. Są w nim poddawani procesowi usuwania starych wdruków i instalowania nowych, bardziej użytecznych z punktu widzenia armii. Ktoś nazwał to praniem mózgów – i słusznie.

Każda radykalna zmiana poglądów, stylu życia to bardzo często pranie mózgu ze starych wdrukowań i farbowanie od nowa. Nic nadzwyczajnego; tak funkcjonuje wiele instytucji społecznych, które działają tak nieświadomie lub – jeszcze gorzej – z cyniczną premedytacją. Młody chłopak, stając przed komisją poborową, odzierany jest z intymności. Staje nagi, pozbawiony naturalnej, kulturowej zasłony, jaką jest odzież. Stoi tak z odsłoniętym przyrodzeniem, wstydząc się własnej nagości, obawiając się komentarzy dotyczących jego męskości. Marznie. Zasłania się. Za chwilę wojskowy doktor zajrzy mu we wszystkie fizjologiczne otwory, łącznie z odbytem. W jednostce nie będzie lepiej.

Już w pierwszych tygodniach każą mu zapomnieć o świecie za murem, o wszelkich zasadach, które tam obowiązywały, a w hierarchii wojskowej będzie nikim, kotem, nawet nie szeregowcem, bo przed przysięgą nie ma jeszcze stopnia. Taki sam mundur, taki sam koc, taki sam taboret, ta sama grochówka. Rozkazy, dyscyplina, musztra i fala. Starsi rządzą młodszymi i nawet jeśli fala jest dość delikatna, jak to się dzieje w szkołach aktorskich, gdzie młodych zaledwie się wyzywa, ośmiesza, trochę upokarza, trochę seksualnie molestuje i zawstydza, to i tak wdrukowanie zostaje wzmocnione. Perfekcyjny system dominacji reguluje każdy przejaw życia.

Wystarczy kilka tygodni i dzieciak gotów jest nie tylko ginąć w imię czegoś, czego w ogóle nie musi rozumieć, jest gotów również zabijać. Ogólniki, pod którymi nawet nie wiadomo co się kryje dla osiemnastolatka – jak racja stanu, misja stabilizacyjna czy sojusznicze zobowiązania – są wystarczającym uzasadnieniem i do zabijania, i do bycia zabitym w kulturze, w której obowiązującym wzorcem religijnym jest miłość bliźniego i przykazanie „nie zabijaj”. To wszystko brzmi okropnie? Owszem. Zwłaszcza że dotyczy także, a może przede wszystkim, naszych relacji miłosnych, partnerskich, małżeńskich.