Całe miasto płakało z powodu śmierci młodej dziewczyny. Zmarła tuż przed ślubem! Do konduktu zbliżył się pewien człowiek. Zatrzymał procesję i powiedział: „Postawcie mary - zatrzymam łzy, które nad nią wylewacie!”. Nachylił się, coś wyszeptał i dotknął ciała dziewczyny. Zaraz obudziła się i powróciła do życia! Oto kolejny cud, który zdziałał... nie, nie Jezus z Nazaretu.

Bohaterskim wskrzesicielem okazał się niejaki Apoloniusz z Tiany - pogański „mąż boży”. Jego biograf Flawiusz Filostrat sam nie jest pewien jego prawdziwej tożsamości. Podaje za to, że Apoloniusz żył w I w., urodził się w cudownych okolicznościach, a po śmierci ukazał się uczniom i wstąpił do nieba. Do tego wypędzał demony, uzdrawiał i nauczał, a wokół jego postaci wyrósł kult. Nic dziwnego, że już Porfiriusz z Tyru (żył ok. 234- -ok. 305), neoplatoński filozof i żarliwy przeciwnik wyznawców Nazarejczyka, w swoim dziele „Przeciw chrześcijanom” uznał Apoloniusza za pogański odpowiednik Chrystusa. Inny autor Sossianus Hierocles napisał już osobne dzieło o wyższości Apoloniusza nad Jezusem: wszak ten drugi nie rozumiał mowy zwierząt (a Apoloniusz tak), jego apostołowie byli niewykształconymi rybakami (biograf Apoloniusza Filostrat był uczonym sofistą), w końcu - nie potrafił uniknąć hańbiącej egzekucji (Apoloniusz w trakcie procesu po prostu „teleportował się” w inne miejsce, unikając wyroku).

Na te zarzuty czuł się zobowiązany odpowiedzieć antyczny historyk Kościoła Euzebiusz z Cezarei. Nie zakwestionował żadnego z cudów Tianejczyka. Stwierdził tylko, że pomagały mu demony i ocierały się o czarną magię... Trochę racjonalniej podeszli do sprawy uczeni nowożytni. Słynny XIX-wieczny teolog i badacz r^ Nowego Testamentu Ferdinand Christian Baur postawił pytanie: czy rzeczywiście te wszystkie podobieństwa są przypadkowe? Może Filostrat po prostu znał Ewangelię i wykreował swojego bohatera na wzór Jezusa? Wszak napisał „Żywot Apoloniusza z Tiany” późno, bo dopiero na początku III w. Nauka chrześcijan była już wtedy dobrze znana. Według wcześniejszych autorów jego bohater Apoloniusz był mało znaczącym czarownikiem (goetą) albo zwykłym szarlatanem. Żadnym tam „pogańskim Chrystusem”...

WSKRZESZEŃ NIE MOŻNA JUŻ ZLICZYĆ!

Nie da się jednak ot tak udowodnić, że Filostrat celowo napisał „antyewangelię”. Co więcej, nawet przyjęcie tego przypuszczenia nie rozwiązuje enigmy pogańskich zmartwychwstań. Bo wskrzeszenia dokonane przez Jezusa czy Apoloniusza nie były zupełnie wyjątkowe! Już archaiczna tradycja grecka, sięgająca VII w. p.n.e., przytacza całą galerię zmarłych, których poprzywracał do życia bóg-lekarz Asklepios. Piszący w II w. Sekstus Empiryk miał problem z policzeniem tych wszystkich, często sprzecznych ze sobą, przekazów: „są nieprzeliczone” - konkludował. Ale wszystkie zgadzały się co do jednego: to właśnie za wskrzeszanie zmarłych Zeus zabił Asklepiosa piorunem (choć potem... znów przywrócił go do życia!).

Autorzy chrześcijańscy mieli z tym nie lada problem - ale i w tym przypadku widzieli knowania diabelskie - szatan celowo parodiował proroctwa, które zapowiadały Jezusa: „Gdy dalsza tradycja wprowadza Asklepiosa jako wskrzesiciela umarłych i leczącego choroby, czyż nie mogę stwierdzić, że on także naśladował proroctwa dotyczące Chrystusa?” - usiłował wybrnąć z sytuacji Orygenes („Przeciw Celsusowi”). Jednak w przeciwieństwie do chrześcijaństwa grecko-rzymski antyk pogański nie uważał zmartwychwstania za jakieś szczególne błogosławieństwo. Po co wracać do życia w ciele, skoro jest ono tylko niedoskonałą powłoką? Po co zawracać duszę do ciała, w którym z powrotem będzie się odczuwać ból i cierpienie? Platon w „Gorgia- szu” streścił swój stosunek do sprawy krótko: soma sema - „ciało to grób”. W tym kontekście zmartwychwstanie było raczej anomalią niż oczekiwanym losem. „Gdy człowiek raz umrze - nie ma zmartwychwstania” - wkłada w usta Apollona Ajschylos w „Eumenidach”.

ŻYWE TRUPY OSKARŻAJĄ

Jednak nie wszyscy podzielali ten pogląd. Wierzono, że dla dobrego maga wskrzeszenie zmarłego nie jest wielkim problemem. I może być pożyteczne. Apulejusz z Madaury (II w.) wplata w swoją powieść „Złoty osioł” następującą scenę: pewien mag egipski deklaruje, że wskrzesi na chwilę młodzieńca, który zginął w niejasnych okolicznościach. Następnie modli się do słońca, dotyka piersi zmarłego jakąś rośliną, „a tu pierś owego podnosić się już poczyna i w żyłach życie tętnić, a ze- włok duchem się napełnia - i powstaje on, człowiek umarły, i przemawia młodzieniec” (tłum. E. Jędrkiewicz). Ożywiony człowiek wskazuje, że morderczynią jest niewierna żona. Po tym świadectwie (podobno część zgromadzonych uważa, że zeznania złożone przez „trupa” się nie liczą... ) czarownik odsyła duszę zmarłego z powrotem do Hadesu!