David Attenborough miał osiem lat, gdy obejrzał pierwszy film przyrodniczy w kinie (był rok 1934 i telewizja dopiero racz- kowała). Nakręcił go Cherry Kearton, jeden z pionierów fotografii przyrodniczej. Na początku XX wieku było to zajęcie ekstremalne, ale samozaparcie Cherry’ego i jego brata Richarda również było niezwykłe. Skonstruowali 12-metrowy (!) statyw i dźwigali go w teren z wielkim aparatem na szklane płyty. Ponieważ nie mieli teleobiektywu, zbliżali się do zwierząt zamaskowani: przebierali się za byka, głaz, drzewo, przykrywali się torfem i śmieciami. Wyczekując odpowiedniego momentu, tkwili
w tych kryjówkach bez ruchu całymi dniami, znosząc ból, głód i chłód. Ich zdjęcia, podobnie
jak książki Szarej Sowy, zawładnęły wyobraźnią młodego Attenborough i rozbudziły marzenia
o dalekich podróżach i dzikich zwierzętach.

By je spełnić, studiował nauki przyrodnicze i antropologię, a po wojsku zatrudnił się w BBC. Na wizję się nie nadawał (powiedziano mu, że ma za długie zęby), zajął się więc produkcją. Gdy prezenter zaniemógł, David go zastąpił. Wykazał się fachową wiedzą, poczuciem humoru i ujmującą naturalnością, której nie zmąciła obecność kamer. Widzowie go pokochali. Przez 10 lat tworzył serial przyrodniczy „ZooQuest”, po raz pierwszy pokazując zwierzęta w naturalnym środowisku. I choć od czasów braci Kearton wiele się zmieniło, filmowcy nadal zmagali się z poważnymi ograniczeniami. Jeden z operatorów, który pracował z Attenborough, stwierdził na przykład, że dżungla jest zbyt ciemna, skierował więc kamerę ku niebu i filmował ptaki.

Z perspektywy zwierząt

Na szczęście technologia szybko się rozwijała i po 60 latach David Attenborough ma w swoim dorobku zarówno formaty czarno-białe, kolorowe, jak i HD, a nawet 3D. Co prawda wiek narzuca mu spore ograniczenia (w tym roku skończył 90 lat) i już tyle nie podróżuje, ale niedawno przeleciał balonem nad
Alpami, by nagrać komentarz do nowego serialu przyrodniczego „Planeta Ziemia II”, który emituje BBC Worldwide. 10 lat po premierze części pierwszej postanowiono odświeżyć ten klasyk, ponieważ pojawiły się nowe odkrycia z życia zwierząt, których nikt wcześniej nie sfilmował, i powstały technologie, które pozwoliły maksymalnie zbliżyć się do zwierząt i pokazać świat z ich perspektywy. „Wcześniej potrzebowaliśmy wielu kamer żyroskopowych z technologią stabilizacyjną, dzięki której mogliśmy
umieścić je na helikopterze i przybliżyć obraz zwierząt znajdujących się pod nami. W „Planecie Ziemia II” pozbyliśmy się żyrostabilizacji, umieściliśmy ją wewnątrz kamery i daliśmy do ręki kamerzyście. To umożliwia nam dotarcie do miejsc niedostępnych dla helikopterów i uzyskanie bliższej zwierzętom perspektywy” – mówi Tom Hugh Jones, producent serii. „Skorzystaliśmy też ze zdalnie sterowanych kamer i rozmieściliśmy je w miejscach niedostępnych dla ludzi. Zwierzęta same je uruchamiają, przechodząc obok. Jeśli chcemy wpływać na ludzkie emocje, musimy sprawiać, że widzowie poczują
się częścią świata, o którym im opowiadamy, spojrzą na niego oczami jego mieszkańców” – mówi Jones.