Agnieszka Fedorczyk: Dzięki badaniom naukowym nasza wiedza się pogłębia, ale też zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak wiele jeszcze nie wiemy. Jak to jest w seksuologii?

dr Alicja Długołęcka: Bardzo trudno jest rozmawiać o badaniach w seksuologii, bo często podają sprzeczne wyniki. Doskonałym współczesnym przykładem są badania dotyczące edukacji seksualnej. To całe wykłócanie się, czy i w jaki sposób propagowanie środków antykoncepcyjnych wpływa na zachowania seksualne młodzieży zależy od badanej grupy i interpretacji wyników. Oczywiście „opozycjoniści katoliccy” natychmiast wyciągają wyniki badań z udziałem młodzieży amerykańskiej, która „nie zalicza wpadek” – a wszystko dzięki temu, że reprezentuje grupy odbiegające od średniej i jest objęta programami, które propagują skrajnie nierealistyczne w dzisiejszych czasach postawy – wstrzemięźliwość płciową i stosowanie naturalnych metod kontroli płodności, rzecz jasna dopiero po ślubie. Z drugiej strony mamy dostęp do badań na próbach młodzieży, która podejmuje aktywność seksualną przed ślubem i korzysta z zajęć na temat antykoncepcji –  i to jest jasne, że wyniki tych badań będą inne.

Chyba nie ma dziedziny nauki, która by budziła zainteresowanie w tak dużym stopniu jak seksuologia. I ciągle jesteśmy zaskakiwani jakimiś rewelacjami...

– No, tak. Jak się chce, to można udowodnić prawie każdą tezę. Dlatego w Polsce mocno pilnujemy tego, mimo różnych nacisków, by uczelnie i ośrodki naukowe były niezawisłe w badaniach. Ale nie oszukujmy się, jest to bardzo trudne i coraz trudniejsze, ponieważ na każde badania trzeba pozyskiwać środki finansowe budżetowe albo od różnych firm. Sponsorzy, którzy wspomagają finansowo badania, rzadko kiedy zajmują neutralne stanowisko, neutralny światopogląd. To, co nie stanowi problemu w badaniach z zakresu różnych technologii, w seksuologii staje się skomplikowane już na etapie wyboru tematu, celu badań, nie wspominając o metodach badawczych.

Są inne wyjaśnienia uzyskiwania sprzecznych wyników?

– Oczywiście. Podam przykład badań, których byłam autorką. Dotyczyły orientacji homoseksualnej kobiet (w badaniach dotyczących mężczyzn jest większa zgodność; wszystkie potwierdzają, że mniej więcej 7% procent mężczyzn ma orientację homoseksualną, czyli 7 na 100 to geje). Kiedy zbierałam materiały do własnych badań i czytałam literaturę na temat homoseksualizmu kobiecego, spotkałam się z różnymi badaniami, z których wynikało, że lesbijki stanowią od 1 do 25% kobiet. No więc jest to zasadnicza różnica, czy 1 na 100, czy 25 na 100 ma orientację homoseksualną.

Skąd bierze się taki rozrzut w wynikach?

– Z niesprecyzowania pojęć. Wszystko zależy od tego, od jakiego pojęcia homoseksualizmu zaczynamy nasze analizy. Jeżeli za wyznacznik przyjmiemy, że osoba homoseksualna to ta, która zachowuje się w określony sposób – ma (lub miała) kontakty seksualne zakończone orgazmem z osobą tej samej płci i w dodatku jest to preferowana przez nią forma uprawiania seksu – to być może uzyskamy dla kobiet wynik pomiędzy 1 a 3%. Taka osoba ma tożsamość lesbijską i żyje w sposób właściwy lesbijkom. Przy wyniku 25%, homoseksualne są także i te kobiety, u których stwierdza się tzw. odpowiedź erotyczną wobec osoby tej samej płci. Taka kobieta odczuwa (choćby czasami) pociąg do innej kobiety. Wszystko zależy od tego, jakie kryteria badacz bierze pod uwagę.

Ale przecież można odczuwać pociąg seksualny, ale niekoniecznie go realizować.

– Właśnie. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, jeżeli przyjmiemy, że orientacja seksualna jest przede wszystkim preferencją emocjonalną – czyli jeśli zapytamy „kto jest dla ciebie najbliższą osobą?” lub „z kim czujesz największą więź”, „kogo tak naprawdę kochasz?”. Co ma być kryterium homoseksualności: zachowanie, czy preferencja wyrażona w fantazjach, czy taka czysto indywidualna umiejętność wejścia w bliską relację?

Ale przecież w bliskim związku pomiędzy dwiema osobami są obecne te wszystkie trzy elementy.

– Tak, ale w zależności od tego, na co badacz położy nacisk, to takie mu procenty wyjdą. Dlatego tak ważne jest, o co pyta. Przygotowując jakieś badanie, trzeba przede wszystkim ustalić, w jaki sposób dane pojęcie rozumiemy. Wróćmy do badań młodzieży i tzw. pozytywnych zachowań. Czy przez pozytywne zachowania seksualne rozumiemy jedynie „niepodejmowanie zachowań ryzykownych”? Czy też może za pozytywne efekty edukacji seksualnej uznamy tworzenie monogamicznego i mającego znamiona dojrzałego związku (ale dojrzałość to cecha związana z dorosłością), a może całkowitą abstynencję płciową do któregoś tam roku życia (którego?). Wszystko zależy od punktu wyjścia badacza. Podobne problemy dotyczyły badań nad homoseksualnością, kiedy do jednego worka wrzucało się kobiety i mężczyzn. Okazało się, że czynnikiem, który bardziej różnicuje ludzi w kwestii seksualności, jest płeć a nie orientacja seksualna. Mężczyźni homoseksualni są bardziej podobni (w swoich zachowaniach) do mężczyzn heteroseksualnych i kobiety homoseksualne do kobiet heteroseksualnych niż geje do lesbijek. Płeć jest w tym przypadku ważniejszą kategorią niż orientacja.

Jakie trendy pojawiają się dzisiaj w badaniach seksuologicznych?

– Obecnie bardzo modne są tzw. metody biograficzne. To znaczy, że bada się tylko dojrzałych ludzi, którzy mają pewną perspektywę – widzą, jak ich seksualność zmieniała się na przestrzeni lat. Dobrym przykładem może być badanie pożądania. Eksperymenty z udziałem 25-latków (oni jeszcze wierzą, że pożądanie jest wieczne) dadzą zupełnie inny obraz niż badania 40-latków, którzy mają za sobą różne związki, przepracowaną depresję i przejściowy kryzys  w związku, po którym się dogadali (mimo że na przykład przez cztery lata w ogóle nie mieli ochoty na seks). To o czym mówimy to metodologia, w której najważniejsze jest rozumienie pojęć. Do tego dochodzi słynny dylemat seksuologów: które badania dają pełniejszy obraz seksualności – ilościowe czy jakościowe? I jak te badania porównywać.

Które z tych badań wnoszą coś do naszej wiedzy o seksie?

– Badania ilościowe to badania statystyczne, np. słynne raporty dotyczące seksualności Polaków (częstotliwości stosunków seksualnych, zadowolenia  z seksu, ryzykownych zachowań, zdrad itp.). Zwolennik badań jakościowych może żartobliwie powiedzieć, że – bawiąc się w statystykę – właściciel i jego pies mają średnio (czyli statystycznie) po trzy nogi. A więc te badania dają niepełny obraz rzeczywistości. W badaniach jakościowych badamy mniejsze, niereprezentatywne grupy – czyli możemy stwierdzić, że „coś” bywa, a nie, że jest powszechną regułą. Zaobserwowanych prawidłowości nie można więc uogólniać na całą populację, ale z drugiej strony, skoro pewne zjawiska występują, to znaczy, że są.