NIE MA SPRAWY

Kanadyjczyk wyszedł z budynku. Najpierw zaskoczył, rozbroił i związał spacerujących wartowników. Później znalazł oficera, który smacznie spał, oparty o ścianę. Major przyłożył mu rękę do ust. „Obudź swoich ludzi, wszyscy idziecie ze mną” – oświadczył. Oficer posłuchał. Jego podkomendni byli zdyscyplinowani, jak na Niemców przystało. Skoro dowódca kazał im się poddać, to się poddali. Tylko jeden chciał sięgnąć po karabin, ale Major był szybszy i go zastrzelił. „Achtung! – wrzeszczał z francuskim akcentem. – Hände hoch!”.

Strzały zaalarmowały usadowioną w pobliżu niemiecką baterię artylerii, która zaczęła strzelać – choć w pobliżu znajdowali się bezbronni rodacy! Marny byłby los kanadyjskiego żołnierza, gdyby po chwili na miejscu nie pojawił się aliancki czołg. „Potrzebujesz pomocy?” – zapytała Majora jego załoga. „Nie – odparł. – Ale byłbym wdzięczny, gdybyście uciszyli dla mnie te działa”. „Nie ma sprawy” – odparł dowódca czołgu.

Kilka strzałów uspokoiło niemiecką artylerię, a Major mógł przyprowadzić pozostałych przy życiu jeńców do dowództwa. W sumie w pojedynkę wziął do niewoli 93 ludzi!

Za akcję pod Scheldt Kanadyjczyk miał zostać odznaczony osobiście przez marszałka Bernarda Montgomery’ego. Żołnierz odmówił. Nie chodziło tylko o to, że uważał marszałka za fatalnego dowódcę, jak można gdzieniegdzie przeczytać. Owszem, Major miał kiepskie mniemanie o zwierzchniku, przez którego błędy ofensywa aliantów na froncie zachodnim utknęła w miejscu, ale przyczyny odmowy leżały głębiej. Léo Major poszedł na wojnę, aby ratować życie ludziom pod hitlerowską okupacją. Północna część Holandii pozostawała w rękach Niemców, którzy odcięli miejscową ludność cywilną od dostaw żywności i paliwa, przez co wybuchł „głód zimowy” – od października 1944 do maja 1945 r. zmarło około 20 tys. ludzi. Zabijanie hitlerowców było dla Majora jedynie środkiem prowadzącym do celu – ratowania ludzi – ale nie celem samym w sobie. Po prostu robił swoje. Dlatego nie chciał odznaczenia, choć niebawem… znów się odznaczył na polu bitwy.

„NIEWAŻNE, KOGO SPOTKAM NA ULICY”

Luty 1945 r., Nadrenia. Transporter opancerzony, wiozący kanadyjskich żołnierzy, wjechał na minę. Przeżył tylko jeden z nich. Tym szczęśliwcem okazał się… oczywiście Major. Miał poranione plecy i połamane kostki. Wysłano go do szpitala w Belgii, stamtąd powinien zostać odprawiony na Wyspy Brytyjskie w celu dalszej rekonwalescencji. Lecz odważny Kanadyjczyk miał inne plany. Pięć tygodni później był już ze swoją jednostką w Holandii.

12 kwietnia 1945 r. dotarli pod Zwolle – miasto liczące około 50 tys. mieszkańców, wciąż okupowane przez Niemców. Kanadyjczycy chcieli je zaatakować, ale nie mieli pojęcia o położeniu i liczebności wrogich sił. Musieli wysłać patrol na nocny zwiad. Dowódcy nie ukrywali, że to misja niemal samobójcza. Zgłosili się na nią kapral Wilfrid Asenault i Léo Major – niedowidzący na lewe oko, wciąż uskarżający się na ból pleców. Towarzysze byli przekonani, że idą na pewną śmierć. „Nie martwcie się, chłopcy, wyzwolimy to miasto” – rzucił na odchodnym Major.

Misję zaczęli o 21.30. Godzinę później dotarli do pierwszego gospodarstwa na przedmieściach. Próbowali się tam czegoś dowiedzieć od przerażonych mieszkańców, ale nie dało się z nimi dogadać ani po angielsku, ani po francusku. Łatwiej poszło na migi. O północy obaj Kanadyjczycy ruszyli dalej.