Kleopatra, grana przez Vivien Leigh, uderza batem niewolnika, traci równowagę i upada. Aktorka jest w ciąży, następuje poronienie. Gdy kilka dni później jej mąż, aktor Laurence Olivier, przyjedzie na plan filmu „Cezar i Kleopatra”, zastanie Vivien w skrajnej histerii. To nie pierwszy taki atak. Już pod koniec lat 30., gdy para wyjechała ze spektaklem „Hamlet” do duńskiego Elsynoru, Vivien, która grała Ofelię, pewnego wieczoru przed wyjściem na scenę zaczęła histerycznie wrzeszczeć na Oliviera, a potem popadła w otępienie. W roku 1944, po wypadku na planie „Cezara…”, psychiatra diagnozuje u Leigh psychozę maniakalno-depresyjną, czyli chorobę afektywną dwubiegunową. Fazy manii i depresji będą odtąd nawracały, ale w okresach aktywności aktorka stworzy kreacje, które do dziś pamięta każdy kinoman: Scarlett O’Harę w „Przeminęło z wiatrem” (producent filmu David Selznick też cierpiał na chorobę dwubiegunową) czy Blanche w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. Za obie role dostanie Oscara, ale zapłaci za to depresją, rozpadem małżeństwa i lękami.

Geny „artyzmu”

Z podobnymi zaburzeniami jak Leigh zmagało się i zmaga wielu twórców. Lista cierpiących na schizofrenię i chorobę afektywną dwubiegunową jest tak długa, że zajęłaby kilka stron „Focusa”. Odnaleźlibyśmy na niej nie tylko matematyka Johna Nasha, którego walkę ze schizofrenią paranoidalną sportretowano w filmie „Piękny umysł”, ale i fizyka Ludwiga Boltzmanna, piosenkarzy Kurta Cobaina i Franka Sinatrę, aktorkę Marilyn Monroe, malarzy Edwarda Muncha i Marca Rothko.

„Często powtarzam moim pacjentom, ile straciłaby kultura i nauka, gdyby nie było takich zaburzeń jak choroba afektywna dwubiegunowa. Cierpieli na nią Ernest Hemingway, Virginia Woolf i Vincent van Gogh” – wylicza prof. Aleksander Araszkiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jak przyznaje profesor, psychiatria od dawna dostrzega powiązanie twórczości z nasileniem występowania zaburzeń psychicznych: „Pierwszy zwrócił na to uwagę Arystoteles, który już ok. 350 roku p.n.e. zastana-wiał się, »dlaczego wszyscy ludzie, którzy znają filozofię, poezję, sztukę, są melancholikami«.

Wiele wieków później Cesare Lombroso, włoski kryminolog i psychiatra, zwracał uwagę, że szaleńcy i geniusze mają wiele cech wspólnych”.

„Często, kiedy ludzie tworzą coś nowego, miotają się między rozsądkiem a szaleństwem” – mówi Kari Stefansson, założyciel islandzkiej firmy genetycznej deCODE. W czerwcu tego roku Stefansson opublikował w prestiżowym „Nature Neuroscience” pracę, której wyniki wskazują, że choroby psychiczne i kreatywność mają wspólne źródło – geny. Stefansson i jego współpracownicy zebrali genetyczne i medyczne dane 86 tys. Islandczyków. Na podstawie ich analizy stwierdzili, że u osób kreatywnych warianty pewnych genów podwajają ryzyko wystąpienia schizofrenii, a prawdopodobieństwo rozwoju choroby afektywnej dwubiegunowej podnoszą o jedną trzecią. Genetycy przebadali pod tym kątem członków Islandzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Okazało się, że te warianty genów występują u nich o 17 proc. częściej niż w grupie kontrolnej, niewykonującej zawodów twórczych. Naukowcy dla porównania przebadali też 8893 Szwedów i 18452 Holendrów. Ci wykonujący pracę kreatywną (muzycy, malarze, pisarze) mieli w swoim DNA warianty genów związanych z ryzykiem rozwoju chorób psychicznych 25 proc. częściej niż osoby mające zawody mniej twórcze, takie jak rolnik czy sprzedawca. „Wykorzystaliśmy narzędzia współczesnej genetyki w celu wyjaśnienia jednego z podstawowych mechanizmów funkcjonowania naszego mózgu, tego, że bycie twór-czym oznacza myślenie odmienne od myślenia tłumu” – wyjaśnia Stefansson.Poeta cierpi za miliony „Nie jest to jakaś rewolucja. Te badania nie zmieniają naszego obrazu zależności między zaburzeniami afektywnymi a twórczością, ale pogłębiają rozumienie tego mechanizmu. Współczesne technologie pozwalają obserwować znane już zależności na poziomie mózgu  czy zbadać je pod kątem genetycznym na dużej populacji” – zauważa dr Joanna Kwaśniewska, psycholog twórczości z Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

„Jedną z pierwszych osób prowadzących badania w tym zakresie była prof. Nancy Andreasen” – dodaje prof. Araszkiewicz. Badaczka z University of Iowa od początku lat 70. przez 15 lat obserwowała 30 znanych pisarzy.  U 80 proc. z nich zaobserwowała objawy choroby afektywnej: doświadczyli w tym okresie co najmniej jednego epizodu depresji, hipomanii lub manii, w porównaniu z zaledwie 30 proc. w grupie kontrolnej. Dwóch pisarzy popełniło samobójstwo. Dwa lata po publikacji wyników Andreasen, w 1987 r., psychiatra Kay Redfield Jamison, obecnie profesor psychiatrii na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, która sama zmaga się z chorobą dwubiegunową, przebadała pod kątem zaburzeń 47 członków British Royal Academy. 38 proc. z nich było leczonych z powodu gwałtownych zmian nastroju.