Zjawiska zachodzące w głębi Ziemi są trudniejsze do badania i symulowania niż zmiany klimatyczne. Najpotężniejsze komputery na świecie zostały zaprzęgnięte do obliczania ryzyka zjawisk tektonicznych, ale – przynajmniej na razie – bez większych efektów. Egzaminu nie zdała też głośna metoda przewidywania trzęsień ziemi, opracowana przez rosyjskiego geofizyka prof. Władimira Keilis-Boroka, pracującego na University of California w Los Angeles. Mimo to wiele aktywnych sejsmicznie miejsc jest naszpikowanych aparaturą pomiarową, a uczeni cały czas analizują zbierane przez nią dane. Dobrym przykładem jest widoczny na zdjęciu wulkan tarczowy o nazwie Piton de la Fournaise (szczyt pieca), położony na wyspie Reunion. 2 kwietnia tego roku wylała się z niego lawa, która spaliła duże połacie zieleni i spłynęła do Oceanu Indyjskiego. Erupcja ta była ściśle monitorowana, ponieważ Piton de la Fournaise jest jednym z najaktywniejszych wulkanów na świecie i w przeszłości kilkakrotnie zagrażał położonym na wyspie osadom.