Pierwszy wolność odzyskał Leszek D. ps. Wańka. Po spędzeniu blisko 13 lat za kratami pod koniec kwietnia br. opuścił mury warszawskiego aresztu śledczego przy ul. Rakowieckiej. Przed więzieniem czekało już na niego kilku przyjaciół, których – sadząc po aparycji i ubiorze – można by wziąć za ludzi związanych z półświatkiem.

Nieoficjalnie wiadomo, że na cześć uwolnionego bossa przygotowano specjalną imprezę. Pewne też jest, że Wańka stęsknił się za swoją żoną, którą, jak mówią osoby znające gangstera, bardzo kocha. – Leszek D. może być pewien, że będziemy teraz monitorować każdy jego krok. Nie wierzymy, że przejdzie na gangsterską emeryturę, bo choć ma już 64 lata, to jest w pełni sił umysłowych. A mózg był zawsze jego największym atutem. Ponadto ten człowiek dysponował i dysponuje bardzo rozległymi kontaktami w całej Polsce oraz za granicą. Miał dostęp m.in. do południowoamerykańskich karteli narkotykowych – mówi wysoki rangą oficer Centralnego Biura Śledczego.

Bliski kompan Wańki – Andrzej Z. ps. Słowik na wolność trafił niespełna trzy miesiące później. Co ciekawe, termin jego zwolnienia – 5 sierpnia 2013 r. przypadał dokładnie w dniu urodzin Leszka D. Można się więc spodziewać, że także nie obyło się bez bardzo hucznej imprezy. Tym bardziej że Słowik miał w półświatku opinię człowieka, który potrafi się bawić z niezłym rozmachem. Plany Słowika mógł pokrzyżować sąd. Gangster był bowiem oskarżony o podżeganie do zabójstwa byłego szefa policji Marka Papały w 1998 r. W czasie śledztwa Andrzej Z. przyznał się do rozmów z Edwardem Mazurem na temat wynajęcia killera, który byłby gotów zabić Papałę. Przed sądem jednak odwołał swoje słowa, przekonując, że była to gra obliczona na szybsze wyjście z więzienia.

Szanse na to, że Słowik zostanie skazany przed terminem zwolnienia (co mogłoby oznaczać np. zastosowanie aresztu do czasu uprawomocnienia się wyroku), bardzo poważnie zmalały za sprawą łódzkich śledczych, według których zabójstwo gen. Papały nie było wynikiem spisku, ale przypadkowego działania ze strony spłoszonych złodziei samochodów. Ostatecznie Słowik został uwolnionych od zarzutów nakłaniania do zabójstwa generała.

Wańka i Słowik mogą jeszcze liczyć na ewentualną współpracę Janusza P. ps. Parasol, kolejnego członka zarządu „Pruszkowa”. Przez wielu policjantów i prokuratorów jest on uważany za najgroźniejszego bossa pruszkowskiej mafii. Odsiedział wyrok siedmiu lat więzienia za kierowanie gangiem. Twierdzi, że porzucił gangsterskie rzemiosło i zajął się gastronomią. Ma bar w Pruszkowie, który jest jego jedynym źródłem utrzymania. Ile w tym prawdy, wie tylko on.

– Mieliśmy informacje, że jeden z podwarszawskich handlarzy narkotyków w rozmowach ze swoimi dostawcami wymieniał nazwisko Parasola. Mogłoby to świadczyć, że jednak nie jest emerytem – mówi z przekąsem oficer wydziału antynarkotykowego stołecznej policji.