Śniło mi się, że obudziliśmy się w świecie, gdzie nie było mężczyzn” – mówi Albert Starski. „Same baby?” – upewnia się Maksymilian Paradys. „I proszę sobie wyobrazić, rozmnażały się z probówek” – dodaje Albert. Poznajecie? To dialog z kultowej „Seksmisji” Juliusza Machulskiego. Ale świat zdominowany przez kobiety istnieje nie tylko w scenariuszu tego filmu. Podobne sceny rozgrywają się w Polsce codziennie – w każdym jeziorze, stawie czy kałuży. W rolach głównych: dafnie, czyli rozwielitki.

Kiedy samiec się przydaje

„Przez większość czasu dafnie to same baby. W sprzyjających warunkach rozmnażają się przez dzieworództwo: składają jaja, z których wykluwają się samice genetycznie identyczne z matką. To przyspiesza proces reprodukcji, bo nie trzeba poszukiwać partnera i nowych genów” – mówi dr Barbara Pietrzak, zoolog z Zakładu Hydrobiologii Uniwersytetu Warszawskiego, która od kilku lat zajmuje się ekologią ewolucyjną tych skorupiaków. W ten sposób kilka najlepiej przystosowanych klonów dafni może zmonopolizować cały akwen, ale nie jest to bezpieczna strategia. W trudniejszych czasach dafnie znów dopuszczają facetów do głosu. Dlaczego? Bo z ich pomocą łatwiej znaleźć kombinację genów, która zapewni lepsze przystosowanie potomstwa do zmieniających się warunków.

Hwang Woo-suk został uznany za oszusta, ale jego metoda namnażania ludzkich komórek przez partenogenezę jest chroniona patentem 

„Kiedy dzień się skraca i robi się zimno albo populacja osiąga duże zagęszczenie i grozi głód, ze składanych jaj pod wpływem matczynych hormonów zaczynają wykluwać się chłopcy” – mówi dr Pietrzak. Z rozrodem płciowym u dafni związane jest też wytwarzanie jaj spoczynkowych, które mogą przetrwać w osadach niekorzystny okres. Dafnie nie są wyjątkiem w świecie zwierząt. Dzieworództwo, czyli partenogeneza, występuje u wielu owadów, m.in. u pszczół, os, niektórych chruścików czy jedwabników. Można ją zaobserwować też u nicieni czy roztoczy.

Wśród kręgowców bez samców obywają się kaukaskie jaszczurki z rodzaju Lacerta, gekony z wysp Pacyfiku czy warany z Komodo. Również indyki wykazują zdolność rozmnażania jednopłciowego, ale powstaje w ten sposób tylko jedno dzieworodne pokolenie. Powód? Układ chromosomów płciowych w komórkach rozrodczych ptaków sprawia, że przy dzieworodnym rozmnażaniu rodzą się wyłącznie samce i wszystko wraca do normy, bo one się już samodzielnie nie rozmnożą. Dodajmy, że są przy tym słabsze i mniej płodne od „tradycyjnie” poczętych indyków. Przyroda sama reguluje więc to, co na chwilę poszło innym torem.

Żarłacze i pożeracze DNA

W 2001 r. świat obiegła wiadomość o tym, że samica rekina młota żyjąca od trzech lat w niewoli w ogrodzie zoologicznym w Nebrasce zaszła w ciążę i urodziła młode bez kontaktu z samcem. Potwierdziły to potem badania genetyczne. Podobna sytuacja zdarzyła się w Virginia Aquarium w 2008 r. Kiedy przeprowadzano tam autopsję zmarłej samicy żarłacza czarnopłetwego o imieniu Tidbit, okazało się, że była ona w ciąży, choć od ośmiu lat nie stykała się z samcami swojego gatunku. I znów analizy DNA potwierdziły, że zaszła tu partenogeneza. „To, że u Tidbit uformował się tylko jeden płód, może świadczyć o tym, że była to raczej wada rozwojowa niż fizjologiczna odpowiedź na brak partnera” – przypuszcza Robert Hueter, dyrektor Centrum Badań nad Rekinami w Sarasota na Florydzie (przeciętnie żarłacze z tego gatunku mają po 4–7 młodych w jednym miocie). Jednego potomka urodziła także siedem lat wcześniej samica rekina młota. Najbardziej fascynujący przypadek partenogenezy zaobserwowano u wrotków bdelloidalnych – wyglądających jak przecinki bezkręgowców, które obywanie się bez samców podniosły do rangi sztuki.

10 lat temu w Japonii przyszła na świat Kaguya - mysz, która nie miała ojca biologicznego, ponieważ powstała z połączenia dwóch komórek jajowych. Za „laboratoryjnego tatę” myszy Kaguya śmiało można uznać prof. Tomohiro Kono

Wrotki – wszystkie bez wyjątku baby – wiodą pustelniczy żywot w niemal każdym zbiorniku wodnym: od zamarzniętej kałuży po gorące źródła. Od 80 mln lat obywają się całkowicie bez seksu. Jak więc radzą sobie z brakiem dopływu świeżych genów? Ten problem doprowadził przecież wiele rozmnażających się aseksualnie zwierząt do zagłady, bo nie były w stanie przystosować się do zachodzących wokół zmian. Tymczasem wrotki mają się świetnie. Możliwe, że po prostu zjadają DNA innych gatunków – bakterii, grzybów i alg – i w ten sposób wzbogacają własną pulę genetyczną. Do 10 proc. ich aktywnych genów jest obcego pochodzenia – odkryli w 2012 r. naukowcy z University of Cambridge. W jaki sposób dokładnie zachodzi proces transferu genów, badacze jeszcze nie wiedzą. 

Dzieworództwo komórkowe

Dlaczego wśród zwierząt mogących rozmnażać się poprzez dzieworództwo nie ma ssaków? Naukowcy zrozumieli to dopiero w latach 90. „Aby wszystkie geny ssaka – a więc i człowieka – uaktywniły się, w zygocie muszą spotkać się zarówno te pochodzące od matki, jak i te od ojca. W przeciwnym razie niektóre fragmenty DNA pozostałyby »wyłączone«, a płód nie mógłby się rozwinąć” – tłumaczy dr Pietrzak.