Jednym z ulubionych dań poprawiających nastrój Nigelli Lawson, dawnej gwiazdy telewizyjnych programów kulinarnych, jest spaghetti carbonara. Połączenie makaronu, bekonu i sosu bazującego na śmietanie i jajkach jest nie tylko smaczne i sycące. Zdaniem uczonych takie jedzenie wpływa bezpośrednio na nasz mózg.

„Makaron to duża dawka zdrowych węglowodanów, które sprawiają, że nasze szare komórki produkują więcej neuroprzekaźnika zwanego serotoniną. Odpowiada on za poczucie szczęścia i spełnienia” – wyjaśnia dr Judith Wurtman, biolog i dietetyk z Massachusetts Institute of Technology. Serotoniny brakuje w mózgach osób cierpiących na depresję, więc porcja węglowodanów może działać podobnie jak leki przeciwdepresyjne, takie jak fluoksetyna (znana szerzej jako prozac).

Być może to jeden z powodów, dla których Włosi – najbardziej makaronowa nacja na świecie – są tacy pogodni, sympatyczni i skłonni do zabawy. Z kolei mieszkańcy krajów, w których dominuje dieta oparta na tłustych mięsach, często są ponurzy i agresywni. Stereotyp? Owszem, ale nauka coraz częściej dowodzi, że w stereotypach związanych z jedzeniem kryje się ziarno prawdy. To, co mamy na talerzu, przekłada się bezpośrednio na nasze reakcje, emocje czy możliwości intelektualne. Dieta może nawet zmienić koleje naszego życia.

 

Ryby na agresję, olej na depresję

Dowody na to udało się znaleźć w więzieniach. Badania naukowe prowadzone w wielu krajach wykazały, że przestępcy często mają niedobory witamin, mikroelementów oraz tzw. nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3. Te związki chemiczne są niezbędne do prawidłowego działania neuronów w naszym mózgu. Kwasy omega-3 występują między innymi w tłustych rybach (łosoś, makrela itd.), tranie oraz olejach roślinnych (rzepakowym czy oliwie z oliwek) – czyli w tym, czego zaludniające więzienia osoby pochodzące z nizin społecznych nie jedzą zbyt często.

Jakie są skutki niedoboru takich produktów w diecie? Należy do nich m.in. zwiększona impulsywność i skłonności do agresji. Dowiodły tego eksperymenty z więziennym jadłospisem. Osadzeni, oprócz typowego menu, przez kilka miesięcy dostawali kapsułki z zestawem witamin i kwasami omega-3. Zmiany były zaskakujące. Przykład – w więzieniu w brytyjskim mieście Aylesbury ilość aktów przemocy spadła aż o 37 proc.! Naukowcy są dalecy od twierdzenia, że jedzenie jest jedynym czynnikiem odpowiedzialnym za przestępczość, ale też podkreślają, że osoba z „niedożywionym” mózgiem nie do końca panuje nad swym zachowaniem. Niewykluczone, że za jakiś czas zmiana diety stanie się częścią programów resocjalizacyjnych.

Sprawa nie dotyczy jednak tylko przestępców. Niedobór kwasów omega-3 nie działa tak samo na każdego z nas. U dzieci może powodować nadpobudliwość i problemy z koncentracją, u części dorosłych – depresję. Te problemy są dziś powszechne, zwłaszcza w krajach takich jak Polska, gdzie ryb i olejów roślinnych spożywamy nadal niewiele, natomiast coraz częściej sięgamy po fast food i słodycze. Efekty takiej zmiany diety są katastrofalne i nie dotyczą wyłącznie obwodu w pasie.

 

Cukier i tłuszcz jak narkotyki

Gdy na naszym języku ląduje smaczne jedzenie, w mózgu błyskawicznie wzrasta produkcja dopaminy – neuroprzekaźnika związanego z odczuwaniem przyjemności i pożądania. Ten mechanizm uruchamiają najsilniej potrawy słodkie, słone i tłuste. Wszystkie te smaki wiążą się z pożywnymi produktami, które kiedyś były trudno dostępne: dojrzałymi owocami, słonawymi rybami i pożywnym mięsem. Dziś, kiedy cukier, sól i tłuszcze są wszechobecne – zwłaszcza w masowo produkowanej, wysoko przetworzonej żywności i fast foodach – nasze ukształtowane setki tysięcy lat temu preferencje zwracają się przeciwko nam. „Neurochemia w mózgu działa dalej bez zmian, dlatego spożywanie np. słodyczy odczuwamy jako przyjemność. To taki podświadomy układ nagrody i kary” – wyjaśnia prof. Marek

Konarzewski, biolog z Uniwersytetu w Białymstoku, autor książki „Na początku był głód”. W przyjemności nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że jest ona efektem działania tzw. układu nagrody, ukrytego w głębi naszego mózgu. Jest on silnie pobudzany nie tylko przez jedzenie, ale także przez większość narkotyków, takich jak heroina czy kokaina. Wniosek jest prosty – objadanie się słodyczami, chipsami czy fast foodami może być nałogiem. I na to też są dowody. „Sądzimy, że osoby otyłe popadają w uzależnienie od wysokokalorycznego jedzenia. Dochodzi u nich do trwałego przeprogramowania mózgu” – uważa prof. Jonathan Seckl, endokrynolog z University of Edinburgh.