Znowu problemy na Przylądku Canaveral. Przygotowany już do startu i zatankowany „aż po sam korek” wahadłowiec Discowery, który miał we wtorek o godzinie 1:36 czasu amerykańskiego wyruszyć z misją STS-128 w stronę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej został zatrzymany na Ziemi. Gdy w centrum kosmicznym im. Kennedy'ego szykowano się do startu nagle rozpętała się zupełnie niespodziewana burza. Ze startu nic nie wyszło, a spece z NASA liczą, że uda się wystrzelić wahadłowiec z siedmioosobową załogą jeszcze w środę. W środę jest tylko 70 procent szans na start. Przy okazji pojawiają się liczne kłopoty, na przykład konieczność ponownego zatankowania do pełna, bo prom połączony ze zbiornikiem głównym nie może zbyt długo stać wypełniony paliwem kosmicznym. Misja jest ważna, bo w lukach są przyrządy naukowe i zaopatrzenie dla zatłoczonej stacji. Zamiast trzech, od maja mieszka tam stale sześć osób. Przy okazji Nicole Stott zmieni na stacji astronautę NASA Tima Koprę. Stott zostanie na stacji do listopada, a Kopra wróci na Ziemię na pokładzie Discovery. Jeśli startu nie uda się przeprowadzić do 30 sierpnia, NASA będzie musiała przesunąć misję ze względu na tłok w przestrzeni kosmicznej we wrześniu. Wtedy Discovery będzie mógł polecieć w kosmos dopiero 17 października. h.k.