Równocześnie ukazała się jego książka „Zło to byłem ja”. Dziś Maso jest bohaterem wzniosłej opowieści o nawróceniu, pokucie i wybaczeniu, choć nie wszystkim podoba się szum wokół zbrodniarza

Włoskie media od połowy marca anonsowały rychłe wyjście mordercy z mediolańskiego kryminału. Szopka – jakby do Italii miała przybyć na tournée wielka gwiazda estrady. Swoje zrobiła nachalna reklama książki, którą Maso napisał z dziennikarką Raffaellą Regoli („Il Male ero io”, 189 str., 17 euro). Morderca stał się medialną gwiazdą, co wywołało liczne głosy oburzenia. „W ten sposób Maso będzie zarabiał na swojej zbrodni!” – protestowały włoskie autorytety.

Zagotowało się również we włoskim internecie. Szczególnie gdy pojawiła się informacja, że zbrodniarz ma już umówiony szereg występów w telewizji i wywiadów dla kolorowych pism. Załamywano ręce nad moralną kondycją włoskich mediów, które w pogoni za widzem i czytelnikiem kreują zbrodniarza na celebrytę. Tym bardziej że już w grudniu ubiegłego roku, gdy Maso wychodził z więzienia do pracy, a za kratkami spędzał wyłącznie noce, ogólnowłoska stacja tv Canale 5 zaprosiła go do udziału w programie bożonarodzeniowym poświęconym, a jakże, miłości do rodziców. Na przeszkodzie stanął sprzeciw sędziego.

Włosi pytali, czemu media skazują ich na powtórne przeżywanie narodowej traumy sprzed 22 lat. Bo już wtedy, gdy mordował, włoską telewizją rządziły prawo i logika tabloidu. Kamery wkroczyły na miejsce zbrodni i na salę sądową. Maso trafił na okładki kolorowych pism. Rozprawiano o nim w telewizji, prasie, w domach, barach i kolejkach. W 1994 r. Luciano Manuzzi sfabularyzował odrażającą zbrodnię w filmie „I pavoni” (Pawie), nawiązując tytułem do egotyzmu i próżności sprawców. Gianfranco Bettin poświęcił Maso książkę „Spadkobierca”, która doczekała się kilku wydań.

W efekcie dziś, choć minęło tyle lat, dla Włochów średniego i starszego pokolenia nadal jest symbolem absolutnego Zła. Zapadł im w pamięć jako zimny drań z ławy oskarżonych – z wypieszczoną fryzurą, w świetnie skrojonej marynarce i apaszce w grochy, bez cienia wyrzutów sumienia i świadomości tego, co zrobił. Psychiatrzy stwierdzili, że cierpi na poważne narcystyczne zaburzenia osobowości, a socjologowie uznali go za ofiarę społecznej dewiacji, w której jedynymi wartościami są pieniądze, poklask i łatwe piękne życie – „bella vita”. Włochom przychodzi więc spotkać się ponownie ze starym, upiornym znajomym. A uciec przed nim trudno, bo pod pretekstem wyjścia Maso z więzienia, tragedię sprzed 22 lat, nierzadko z makabrycznymi szczegółami, przypominają najważniejsze włoskie dzienniki, w tym organ włoskich biskupów „Avvenire”, a również kolorowe pisma i programy telewizyjne. Wiadomość, że Maso wyszedł na wolność, podano w głównych wydaniach wiadomości radia i telewizji.