Jedna z najstraszniejszych rzezi słoni ostatnich lat wydarzyła się w Parku Narodowym Bouba N’Djida na północy Kamerunu. Od stycznia do marca 2012 roku zmasakrowano tam dla pozyskania ciosów co najmniej 300 tych sympatycznych zwierząt. Za maskarę odpowiedzialni są dżandżawidzi – co w języku arabskim oznacza „jeźdźców”. W rzeczywistości to arabskie bojówki, które oskarża się o zamordowanie setek tysięcy cywilów w trakcie konfliktu w Darfurze, w oddalonym o prawie tysiąc kilometrów Sudanie.

Z podobnym okrucieństwem dżandżawidzi podeszli do masakrowania słoni. Uzbrojeni w kałasznikowy, maczety i granatniki po kameruńskim parku poruszali się konno lub na wielbłądach, których używali do transportu kości słoniowej. Zabijali wszystkie zwierzęta, jakie napotkali na swojej drodze, nie oszczędzając ciężarnych słonic i małych. Pozostawili po sobie dziesiątki odrąbanych trąb i pokiereszowane głowy, z których wyrywano kły.

Rozdęte zwłoki słoni, których wnętrzności zdążyły już wyjeść dzikie zwierzęta, leżały porozrzucane po całym parku, do niedawna jednym z najpiękniejszych rezerwatów w Kamerunie. Przed rzezią Park Bouba N’Djida kusił rajskimi widokami. Turystów przyciągała niezwykła różnorodność zamieszkujących go gatunków zwierząt. Na 220 000 hektarów sawanny znalazło schronienie między innymi prawie tysiąc słoni; po masakrze zostało ich najwyżej kilkaset.

Paul  Bour, który w sezonie na terenie parku prowadzi pensjonat, jako pierwszy znalazł ofiary rzezi. Zresztą już od kilku lat sygnalizował władzom, że w pobliżu regularnie pojawiają się kłusownicy. – Mieszkam w Bouba N’Djida od 20 lat, ale dopiero w 2008 roku natknęliśmy się na pierwsze martwe słonie – opowiada. Z grupą 25 wolontariuszy Bour policzył ofiary: 128 słoni.

– Władze uznały tę liczbę za oficjalną, mimo że wciąż znajdywaliśmy w parku kolejne ciała zwierząt. Do końca sezonu namierzyliśmy ponad 380 sztuk, ale musiało ich być o wiele więcej. W ciągu zaledwie trzech miesięcy zginęła co najmniej połowa populacji słoni naszego parku – podsumowuje Bour.

Czas apokalipsy

Ponad milion – tyle słoni żyło w Afryce jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku. Dziś zostało tylko kilkaset tysięcy sztuk. Co roku tysiące słoni w Afryce ginie z rąk kłusowników, polujących na ich drogocenne kły. Jeśli rzeź nie zostanie powstrzymana, w ciągu 15 lat słonie zostaną wpisane na listę wymarłych gatunków.

Do niedawna kość słoniową kupowali  bogacze z Ameryki, Europy i Japonii. Dziś największymi odbiorcami „białego złota” Afryki są Chińczycy. Para ciosów waży średnio 10 kg, aby więc przeszmuglować do Chin kilka ton kości, trzeba zabić kilkaset afrykańskich słoni. Przemyt się opłaca – najcenniejsze, wyprodukowane przez chińskich lub tajskich rzeźbiarzy figurki bóstw szczęścia i długiego życia, kosztują w eleganckich sklepach Pekinu nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów.

Jednak afrykańskie słonie zabija się nie tylko dla zysku. Kość słoniowa – podobnie jak wcześniej słynne „krwawe diamenty” z Sierra Leone czy „minerały wojny” z Kongo – stała się paliwem konfliktów zbrojnych Afryki. Takie grupy paramilitarne jak Armia Bożego Oporu z Ugandy, której przywódca Joseph Kony jest oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości, czy Al Shabaab – islamistyczna organizacja militarna z Somalii, a od 2012 r. komórka Al Kaidy – polują na słonie, by za zyski z handlu ich ciosami kupić broń i amunicję.