Niewinne, tylko co wylęgłe z jajeczek liszki, zaledwie uczują pierwszy głód, rzucają się na zwłoki rodzicielki i tuczą się dopóty jej tłustym martwym ciałem, dopóki nie zostawią tylko twardej łupinki” – tak o pożeraniu ciała matki przez jej dzieci, czyli larwy motyla nocnego z grupy koszówek, opowiada tytułowy bohater „Doktora Muchołapskiego”, XIX-wiecznej powieści polskiego przyrodnika Erazma Majewskiego.

Zjawisko matrifagii, czyli matkożerstwa, do dziś wywołuje wśród uczonych duże emocje. I dlatego próbują dla niego znaleźć racjonalne ewolucyjne wyjaśnienie.

Lep na matki

„Wykorzystanie matki jako pokarmu jest bardzo rzadkie w przyrodzie. Dużo częściej można spotkać się z dzieciożerstwem. Matrifagia może być uważana za skrajny przypadek konfliktu między rodzicem a potomkiem.

Uniemożliwia przecież samicy wydawanie na świat następnych dzieci” – mówi „Focusowi” prof. Marek W. Kozłowski ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Wydaje się więc, że nawet najbardziej altruistyczna matka powinna unikać pożarcia przez potomstwo. Tymczasem u niektórych gatunków owadów oraz pajęczaków takie zachowania zdarzają się regularnie.

W książce „Owady Polski” prof. Kozłowski jako przykład przytacza spotykaną w naszym kraju muchówkę Atherix ibis. „Na przełomie czerwca i lipca samice tych muchówek dojrzewają do składania jaj. Samice z okolicy zbierają się na odpowiednim odcinku rzeki, po czym jedna z nich, wybrawszy miejsce, zaczyna
składać jaja w lepkiej, śluzowatej masie. Zwykle jest to na korze drzewa przechylonego nad lustrem wody, a niekiedy pod mostem lub kładką. Samica składająca
jaja przyciąga coraz więcej samic, które wkrótce tworzą kłąb scalony śluzowatą, kleistą substancją wydzielaną z jajami. Substancja ta działa jak lep i samice, które zdecydują się na dołączenie do zgromadzenia, nie mają szans ucieczki. Wszystkie giną w tym tyglu, a z ich ciał i śluzu powstaje kulisty wiszący nad wodą
twór, dochodzący według niektórych relacji do wielkości piłki futbolowej i stanowiący kolebkę dla larw” – pisze. Młode muchówki tuż po wylęgnięciu żywią się prawdopodobnie tym śluzem i ciałami zatopionych w nim matek. Dopiero gdy podrosną, opuszczają kolebkę i wpadają do wody.

Matrifagia zupełnie inaczej wygląda u zaleszczotków. Te pajęczaki, kształtem ciała przypominające skorpiony, są pospolite, ale rzadko widywane – mierzą zaledwie kilka milimetrów i żyją w ukryciu. Często chowają się w ściółce leśnej, pod kamieniami, korą drzew, a nawet w starych książkach. Brazylijski gatunek Paratemnoides nidificator wyróżnia się tym, że tworzy liczące do 175 osobników kolonie, które zamieszkują przestrzenie między korą a pniem drzew. Tam samice składają jaja i wychowują młode. Gdy jedna z nich natknie się na ofiarę – większą od nich mrówkę czy pszczołę – łapie ją za czułek lub nogę, a następnie wysyła wibracje, wzywające inne zaleszczotki na pomoc. Każdy z nich wstrzykuje w ofiarę odrobinę paraliżującego jadu. Gdy owad znieruchomieje, banda pajęczaków wciąga go pod korę, gdzie karmi nim swe młode.