Ofiara krwawego orła i egzekucja przy drzewie były zatem nie tylko bestialskimi torturami, ale i religijnymi rytuałami. W ten sposób dziękowano bogu za sposobność wykonania zemsty i składano mu hołd jako temu, który decyduje o zwycięstwach na polu walki. Jak wierzono, Odyn lubował się w ofiarach do tego stopnia, że sam się złożył w ofierze. Przybił się włócznią do drzewa i tak wisiał przez dziewięć nocy, cierpiąc głód i pragnienie, aż umarł i odrodził się. Opisuje to autor poematu „Hávamál”:

Wiem, że wisiałem na wietrznym drzewie
dziewięć długich nocy
włócznią zraniony
ofiarowany Odynowi,
sam z samego siebie
na tym drzewie,
o którym nikt nie wie,
z jakich wyrasta korzeni.  

Drzewo to zwało się Yggdrasill, co w tłumaczeniu dosłownym oznaczało „Śmiertelny rumak Odyna”. Był to jesion, który symbolizował transport do
krainy śmierci, ale zarazem i odrodzenie. Nie wiadomo, czy na powstanie tego mitu wpłynęła historia o ukrzyżowaniu Chrystusa. Z pewnością jednak symbolika tej ofiary miała zupełnie odmienny charakter niż w kręgu judeo- chrześcijańskim. Odyn złożył się w ofierze, by zdobyć nową wiedzę, poznać osiemnaście tajemnic lub – jak chcą niektórzy – osiemnaście zaklęć magicznych. Nazwanie Odyna pierwszym masochistą byłoby przesadą, ale niezbyt dużą. Po dziewięciu dobach katusz miał on napić się napoju z misy Odraerir (dosł. „ten, który wywołuje ekstazę”) i doznać ekstazy, dzięki której posiadł owe pożądane tajemnice. Co prawda wikingowie nie torturowali i nie zabijali swoich wrogów, by sprawić im przyjemność, ale wierzyli, że taka ofiara będzie miła Odynowi. Krwawe ofiary na rzecz bogów miały wśród Germanów długą tradycję. Już Strabon demonizował barbarzyńskich Cymbrów, pisząc, że „mają podniesioną platformę, na którą wspina się kapłanka, a następnie pochyla się nad kotłem i przecina gardła każdego więźnia z tych, którzy uprzednio zostali podniesieni; i z krwi zlanej do naczynia niektóre kapłanki wieszczą, podczas gdy inne wciąż rozdzierają ciało i z oględzin wnętrzności czynią ostateczne przepowiednie zwycięstwa dla własnych ludzi”. Zwyczaj składania ofiar z jeńców wojennych był zresztą powszechnie znany, a sami Rzymianie, którzy tak oburzali się na postępowanie Germanów, złożyli przecież Marsowi w ofierze Wercyngetoryksa (46 rok p.n.e.) po stłumieniu powstania w Galii. Wśród Germanów pojmani wrogowie byli naturalnym i bardzo pożądanym materiałem na ofiarę. Zabijając jeńca, zadowalali bóstwo i nie musieli poświęcać swojego pobratymca.



W pogańskiej Skandynawii z powodzeniem kontynuowano tradycję krwawych ofiar. Adam Bremeński, niemiecki kronikarz z XI wieku, pisał, że pogańscy
Szwedzi co dziewięć lat składali w świętym gaju w Uppsali ofiary z każdego męskiego stworzenia (wliczając ludzi, psy i konie), wieszając je na drzewach. Co dziewięć lat ofiary bogom mieli składać również Duńczycy, przynajmniej według kronikarza Thietmara. Wotami ofiarnymi miały być konie, psy, koguty oraz ludzie, w dokładnej liczbie dziewięćdziesięciu dziewięciu. Urządzanie do  tego stopnia krwawych rzezi było oczywiście niemożliwe. Miejscowa gospodarka nie udźwignęłaby tak pokaźnej straty ludzi, a przede wszystkim cennych koni. Większość historyków jest jednak przekonana, że ofiary z ludzi istniały. W kilku sagach opisano, że krwawe ofiary z ludzi składali berserkowie i dedykowali je Odynowi w podziękowaniu za zwycięstwo w bitwie. Istnienie ofiar potwierdza również tkanina z Oserbergu, na której przedstawiono wiszące na drzewach postacie. Z kolei na kamieniu obrazkowym z Gotland wyryto wizerunek wojownika w zbroi, wyraźnie powieszonego na stryczku na gałęzi drzewa, i uniesionego nad nim orła. To jednoznacznie dowodzi, komu adresowali ofiarę. Odynowi.

Do ciekawszych przykładów ofiar składanych Odynowi należy ofiara z króla. Wspomina o niej Snorri Sturluson. Zgodnie z jego relacją Uppsala za
panowania legendarnego króla Dómaldiego cierpiała wielki nieurodzaj. W pierwszym roku nieurodzaju mieszkańcy Uppsali złożyli w ofierze wołu. Gdy
to nic nie dało, w następnym roku ofiarowali człowieka. Gdy i to nie przyniosło pożądanego efektu, w trzecim roku złożyli ofiarę z króla. O podobnych ofiarach piszą i inni autorzy. W islandzkiej Sadze o Heidreku Mądrym na prowincję Reigotaland spada wielka klęska głodu, która ma się skończyć dopiero wtedy, gdy w ofierze zostanie złożony najszlachetniej urodzony mężczyzna w tej krainie. Można powątpiewać, czy faktycznie w czasach pogańskich władcy byli składani w ofierze. Być może było to tylko zbożne życzenie autorów sag, którzy chcieli, aby królowie brali odpowiedzialność za sytuację w kraju. Wiele wskazuje jednak na to, że sporadycznie takie ofiary mogły się zdarzać. W jaki sposób ich dokonywano, opisuje autor Sagi o Gautreku (XIII wiek) i  jednoznacznie wiąże ją z ofiarą dla Odyna. Opisując przygody Starkadra, relacjonuje, że grupa żeglarzy utknęła na morzu w bezwietrzną pogodę. Załoga statku prosiła o pomoc Odyna, a  ten w zamian za zesłanie przychylnych wiatrów zażądał złożenia w ofierze króla Vikara. Jego ludzie nie chcieli się na to zgodzić, ale Starkadr zaproponował monarsze urządzenie mistyfikacji, by oszukać bóstwo. Z jelit cielaka zrobiono sznur, który przerzucono przez gałąź, i zawiązano pętlę, którą zaciśnięto na szyi Vikara. „Następnie Starkadr pchnął króla trzciną i powiedział: Teraz daję cię Odynowi. Wtedy Starkadr uwolnił gałąź. Trzcina zamieniła się w prawdziwą włócznię, która przeszła prosto przez króla. Pniak osunął się spod nóg, cielęce jelita zamieniły się w mocną wiklinę, gałęzie wystrzeliły do góry z królem w listowiu, i  tak król zmarł”. Relacja ta jest dosyć wiarygodna, gdyż pojawia się również u Saxo Grammaticusa. I choć same postacie są najprawdopodobniej fikcyjne, to opis odzwierciedla jak najbardziej prawdopodobny sposób składania ofiar dla Odyna. Jest on wszakże niemal kopią ofiary, którą według mitologii Odyn złożył z samego sie- bie. Wyznawcy naśladowali więc przykład swojego boga.

OFIARA Z PRZESTĘPCY

Wczesnośredniowieczne prawodawstwo skandynawskie nie znało jednak pojęcia kary śmierci. Orzekanie grupki bezstronnych mędrców o życiu lub śmierci przestępcy wydawało się brutalnym wikingom zbyt bezduszne, okrutne. Skandynawowie dalecy byli jednak od pobłażania łotrom. Uznawali prawo do dokonania zemsty przez rodzinę poszkodowanego. Przestępców zwykle skazywano na banicję, podczas której każdy mógł ich zabić bez żadnych
konsekwencji prawnych. Najwięksi zbrodniarze: mordercy, gwałciciele, cudzołożnicy, złodzieje mogli być zgładzeni bez sądu, gdy zostali przyłapani na gorącym uczynku. Najpopularniejszą metodą takiego zbiorowego linczu było powieszenie.

Bez wątpienia dedykowano je Odynowi, patronowi wisielców, który – jak wierzono – miał taką nekromancką umiejętność jak zdolność rozmowy z powieszonymi. Inną popularną metodą egzekucji była dekapitacja. Sprawdzała się zwłaszcza w przypadku czarowników, gdyż miała utrudniać im powstanie z grobu. Z tych samych powodów niektórych magików rozrywano końmi. Wiedźmy bardzo często kamienowano, co akurat było echem prawa Mojżeszowego, nakazującego kamienować wszystkich parających się czarami. Z oczywistych względów najwięcej egzekucji czarowników dokonano w czasach chrześcijańskich, a prym w tym wiedli norwescy władcy: Olaf Tryggvason i Olaf Haraldsson. Jednak i w czasach pogańskich w podobny sposób eliminowano łotrów, którzy mieli dokonać przestępstw za pomocą czarów. Ofiarowanie ich Odynowi, który był patronem czarowników, wydaje się oczywiste.