Zero X to crossowy motor wyczynowy, który powstaje w zaciszu firmy Zero Motorcykles w Scott Valley w Kalifornii. To motor taki, jak każdy inny. Ale tylko pozornie, bo to enduro ma jedną ważną cechę. Zamiast silnika benzynowego ma motor elektryczny. Zasilany akumulatorami litowo-jonowymi osiąga moc 23 koni mechanicznych. Czas ładowania to dwie godziny, a zasięg - 65 kilometrów. Ładowanie ze standardowego gniazdka elektrycznego. Motor jest lekki i waży około 63,5 kilograma. Jest czysty, cichy i tani. Koszt przejechania mili to zaledwie jeden amerykański cent.
Nie byłoby Zero X bez Neala Saiki, byłego pracownika NASA, inżyniera lotnictwa, który przez wiele lat z sukcesami projektował rowery górskie. Kiedy znudziło mu się wymyślanie górali, wziął się za projekt Zero X. Założył firmę Zero Motorcykles i udało się! Motor jeździ i to  bardzo dobrze. 50 kilometrów na godzinę osiąga w dwie sekundy, a przez cały czas jazdy kierowca ma do dyspozycji 100 procent momentu obrotowego motocykla.
Zalet maszyny jest wiele. Poważny minus to dwugodzinne doładowywanie. Problem zniknie, gdy w przemyśle motoryzacyjnym pojawią się standaryzowane ogniwa, które będzie można wymieniać na świeże na stacjach benzynowych. Dwa kliknięcia, kilka dolarów należności i już można będzie bezszelestnie mknąć w dalszą drogę. h.k.