- Equinox prowadzi się i wygląda, jak zwykły samochód - mówi szef działu testów Edmunds.com Brian Moody.
Nowy Chevrolet jest napędzany ogniwami paliwowymi i jedyne co wylatuje z jego rury wydechowej to para wodna. Koncern General Motors wyprodukował tego SUV-a, aby sprawdzić, czy opłaci się seryjne wytwarzanie takich pojazdów. To ważna kwestia, bo ci którzy dziś zainwestują w nowe paliwa, wygrają wyścig do sprzedaży. Honda jest dziś na jego czele.
Brian Moody tankował samochód na nielicznych stacjach tankowania wodoru, które sygnuje koncern Shell. Przy Santa Monica Boulevard albo Federal Avenue w Zachodnim Los Angeles można nalać sobie kilka kilogramów wodoru za jedyne pięć dolarów za kilogram. Chevrolet Equinox mieści 4,2 kilograma wodoru pod ciśnieniem 700 barów. Auto waży prawie dwie tony. Mimo to rozpędzenie go do 120 km/h jest prostsze niż można przypuszczać. Wodorowy Equinox wcale nie jest powolny, a elektryczny silnik zapewnia mu wystarczającą dynamikę. Do setki rozpędza się w 9,6 sekundy, a jedną czwartą mili pokonuje w 17,2 sekundy. Przednionapędowe auto jest według Briana Moody'ego dość zrywne, a moment obrotowy jest dostępny przez cały czas - to odróżnia silnik elektryczny od spalinowego, która czasem „zdycha”. 126 koni mechanicznych, jest z pewnością dużo lepiej wykorzystanych niż w wersji z silnikiem spalinowym. Rankiem, gdy Kalifornia rusza do pracy, na nielicznych stacjach wodorowych trzeba już stać w kolejkach do dystrybutorów. Stoją przy nich Hondy FCX Clarity. h.k.