Ulubionym miejscem nowojorczyków już nie jest Central Park. Wolą spędzać czas w parku High Line, spacerując 9 metrów nad ziemią po dawnym wiadukcie kolejowym, który przecina trzy dzielnice w zachodniej części Dolnego Manhattanu. Pierwszy odcinek z tej przeszło 2,5-kilometrowej zielonej estakady otwarto w ubiegłym roku, oddanie kolejnego zapowiadane jest na 2011 rok. Ogród ma 14.600 fanów na Facebooku i aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilkanaście lat temu wiadukt planowano rozebrać.

Wskrzeszona dzielnica

Zawieszona nad ziemią linia kolejowa powstała w 1930 roku, by usprawnić transport towarów z portu nad rzeką Hudson do położonych w głębi miasta magazynów i przetwórni. Wcześniej tory biegły bowiem środkiem ulicy, co powodowało wiele utrudnień w szybko rozrastającym się Nowym Jorku i prowadziło do licznych wypadków. Nową estakadę poprowadzono tak, że pociągi mogły teraz przejeżdżać przez pomieszczenia na piętrach budynków fabrycznych, dzięki czemu rozładunek następował bezpośrednio w fabryce, bez zakłócania ruchu ulicznego poniżej. To nowatorskie rozwiązanie stało się jednak z czasem przyczyną degradacji całej okolicy. Rozwój transportu samochodowego i upadek większości tutejszych zakładów spowodowały, że działki straciły na wartości. Gdy w latach 80. High Line została zamknięta, znalazło się wielu inwestorów postulujących, by ją wyburzyć. Nieoczekiwanie jednak dzielnicę Meatpacking upodobali sobie nowojorscy artyści. To oni odkryli potencjał starej estakady, która przez lata porosła zielenią, stając się dzikim ogrodem w środku miasta. Stworzenie parku na estakadzie nowojorczycy zawdzięczają dwóm mieszkającym w jej pobliżu entuzjastom. Joshua David i Robert Hammond poznali się podczas jednej z akcji na rzecz zachowania High Line i założyli stowarzyszenie Friends of the Highline. Dzięki nim do pomysłu udało się przekonać burmistrza Michaela Bloomberga. W 2003 roku ogłoszono konkurs na projekt parku, który wygrali amerykańscy projektanci Diller Scofidio + Renfro razem z pracownią architektury krajobrazu Field Operations. Ich wspólna koncepcja zakładała zachowanie industrialnego charakteru miejsca i wkomponowanie maksymalnej liczby oryginalnych elementów w układ zieleni. Prace rozpoczęto trzy lata później. Najpierw zdemontowano szyny i zdjęto całą warstwę ziemi przykrywającej wiadukt. Konstrukcję zabezpieczono wodoodpornym materiałem, a przez środek poprowadzono przewody elektryczne i system nawadniający. Nawierzchnię ścieżek wykonano z przepuszczającego wodę betonu oraz wąskich pasów granitu i drewna, między którymi pozostawiono szczeliny, dzięki czemu deszczówka nie spływa do kanalizacji, ale specjalnymi kanałami rozprowadzana jest pod rośliny. Wszystkie części torowiska, zwrotnice, które wykorzystano w nowym parku, zostały poddane piaskowaniu. Chodziło o to, by oczyścić je z pozostałości szkodliwej ołowianej farby.

Ławki na tory

Byliny, krzewy i drzewa zostały tu dobrane tak, że kwitną od końca stycznia do połowy listopada. Po torach jeżdżą drewniane ławki do leżenia, a bocznice prowadzą do zacisznych miejsc o różnorodnym charakterze. Park został dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, na górę można wjechać na przykład dwiema windami. Po zmroku oświetlenie zapewniają energooszczędne żarówki LED. W nowo powstającej części znajdą się dodatkowo wydzielone skwery, gdzie będzie można organizować pikniki. Rewitalizacja High Line wywołała tzw. efekt Bilbao – inwestorzy zaczęli interesować się tą okolicą. Ostatnio oddano do użytku wykwintny hotel w zaadaptowanym budynku z lat 30. XX wieku. Obiekt oferuje gościom „niezwykły widok na High Line”. W pobliżu realizowanych jest obecnie kilkanaście nowych inwestycji, bo mieszkanie przy kolejce stało się modne, a parki na estakadach planowane są m.in. w Chicago, Filadelfii i Saint Louis.Współtwórcy ogrodów High Line, architekci Elisabeth Diller i Ricardo Scofidio, liczą na podobny sukces… w Bytomiu. Na zaproszenie architekta krajobrazu Jeana Paula Ganema przygotowują koncepcję połączenia z miastem 10-hektarowego terenu po zamkniętej w 2004 roku kopalni Rozbark. Dziś to porośnięta dziką zielenią i odcięta od pobliskiego centrum torami kolejowymi ogromna przestrzeń, na której wznoszą się jeszcze pozostałości przemysłowej zabudowy. Za pięć lat ma stać się parkiem, którego zazdrościć będą Bytomowi wszystkie miasta w Polsce. W pracach nad koncepcją bierze też udział znana śląska pracownia Medusa Group. Ganem zapowiada na razie, że chciałby zachować tożsamość tego miejsca, odwzorować na powierzchni kopalniane chodniki, nawiązać do znajdujących się pod ziemią pokładów węgla. Na początku trzeba będzie jednak nawieźć tu wiele ton ziemi. Pomoc obiecały lokalne władze, oferując przewiezienie jej z terenu budowanego w pobliżu odcinka autostrady A1. Jean Paul Ganem to francuski twórca land artu, sztuki ingerującej w naturalny krajobraz, znany z niekonwencjonalnego podejścia do realizowanych projektów. Interesują go nie sielskie pejzaże, ale tereny zdegradowane. Prócz tego często angażuje mieszkańców do pomocy przy tworzeniu, a później pielęgnacji parków.

Metan i metafizyka

Tak było m.in. w przypadku prac nad przeobrażeniem dawnego wysypiska w Montrealu w Jardin des Capteurs – ogród łapaczy snów. Na 100-hektarowym terenie powstały wielobarwne kompozycje kwiatowe nawiązujące kształtem do wywodzących się z miejscowej indiańskiej tradycji wyplatanych amuletów. Ponieważ z całego obszaru wciąż pozyskuje się wytwarzany przez śmieci gaz, artysta wykorzystał istniejące czujniki metanu – od nich promieniście rozchodzą się dziś rabaty. W ten sposób powstało 13 różnokolorowych kół „łapaczy”.

Park określa świadomość