„Kolejna zmiana dziobania” – pomyślał Konrad, gdy po raz drugi został szefem swojego szefa. Był właśnie w drodze do wydawnictwa, które zaproponowało mu redakcję książki jego byłego redaktora naczelnego.

– Najpierw się ucieszyłem, że taki fajny projekt, że dobre pieniądze. A potem pojawiły się pytania: czy powinienem go przeczołgać, jak i on czołgał mnie? A może jednak nie podołam, w końcu on o wiele więcej umie? Satysfakcja mieszała się ze stresem, zanim w ogóle zacząłem pracę – opowiada Konrad.

Skąd to napięcie? Przecież były szef nie miał problemu – przynajmniej oficjalnie – że to Konrad będzie redagował jego książkę. Mało tego, już raz był pod skrzydłami Konrada, gdy jako autor pisał do magazynów, w których ten był redaktorem. I niby było OK. No, oprócz kilku dyskretnych szpil, wbijanych tak z jednej, jak i z drugiej strony. „Kto by pomyślał, że zamienimy się rolami…”, „Mimo to proszę o wyjaśnienie tych nieścisłości…”.

Sytuacja była o tyle skomplikowana, że przed laty ten właśnie szef chciał zwolnić Konrada, a przynajmniej radził mu, by poszukał sobie pracy, „nim będzie za późno”. Rozstali się pokojowo, ale zadra została. Potem był jeszcze epizod, gdy szef szukał ludzi do nowego zespołu i wstępnie zaproponował pracę Konradowi. Nie dogadali się finansowo.

Stracili państwo rachubę, kto kogo zatrudnił, zwolnił, komu kiedy szefował? Brzmi jak z firmowej opery mydlanej? Tyle że dziś takie zmiany w „kolejności dziobania” są coraz częstsze. I dotyczą pracowników na wszystkich szczeblach firmowych hierarchii. Prędzej czy później większość z nas takie przetasowania przeżyje. Są one bowiem nieodzownym elementem restrukturyzacji, fuzji czy kupowania jednej firmy przez drugą. Dotyczą nawet freelancerów, którzy przy konkretnych projektach raz są szefami, raz podwładnymi. Jak się w tych zmianach ról odnaleźć?

Jak nie dać urażonej dumie zawładnąć naszym zawodowym życiem? Albo nie stać się karykaturą swojego byłego szefa, któremu sodówka uderzyła do głowy? Przede wszystkim trzeba skończyć z myśleniem o tej „kolejności dziobania” i o samym „dziobaniu”. A potem zadbać o motywację, tak swoją, jak i drugiej strony. 

 

Nowa rola, nowa motywacja

Konrad przyznaje, że ciężko mu się pracowało nad książką byłego szefa. – Nie chciałem wyjść na tego, który się czepia, czyli tak naprawdę mści. Odpuszczałem więc, zostawiałem całe grafomańskie fragmenty tekstu. Zresztą i tak na moje uwagi były naczelny reagował – w moim odczuciu – emocjonalnie. Chce, to nie niech ma, myślałem. Efekt? Gorsza książka – przyznaje. 

Marleny Chojeckiej-Bek, coacha, nie dziwią te emocje. – Zmiany zależności służbowej w pracy, choćby chwilowe, wiążą się z dużym stresem. I to u obu stron – mówi. U świeżo upieczonego podwładnego pojawia się zwykle frustracja, czasem poczucie porażki. U osoby awansowanej – napięcie i obawa, czy podoła, zwłaszcza w ocenie byłego przełożonego, czy nie da sobie wejść na głowę. Do tego dochodzą ambicje obu stron oraz dotychczasowe relacje prywatne, czasem wręcz przyjacielskie. – Najważniejsze to zrozumieć, na czym dokładnie polega moja obecna rola – mówi Marlena Chojecka-Bek. Bo to, że jestem podwładnym, nie oznacza, że jestem mniej potrzebny w firmie niż dotychczas, a wraz z tytułem szefa nie dostaje się boskich atrybutów. Jest się po prostu menedżerem, który ma wydobyć z innych to, co najlepsze. Jak się odnaleźć w nowej roli? Według Marleny Chojeckiej-Bek kluczowa jest motywacja wewnętrzna. – Aby o nią zadbać, potrzebne są trzy składniki: odpowiednia autonomia, kompetencje do wykonywania nowych zadań i poczucie, że one są istotne, ważne – wylicza.