Historia praskiego golema jest jedną ze znanych na świecie legend naszej części Europy. Opowiada o stworze z gliny, ożywionym przez rabina Jehudę Loewa ben Becalela za pomocą kabalistycznego zaklęcia pod koniec XVI w. w Pradze za rządów cesarza Rudolfa II. Golem pomagał Żydom przy codziennych zajęciach, a także chronił przed oskarżeniami i atakami. Niestety, pewnego dnia rabin stracił kontrolę nad swym dziełem. Golem wpadł w szał, zaczął atakować ludzi i niszczyć wszystko dookoła. Loew unicestwił go, usuwając z glinianego ciała magiczne zaklęcie. Od tego czasu szczątki stwora leżą ponoć na strychu synagogi Staronowej w Pradze. Rabina Loewa pochowano zaś na pobliskim żydowskim cmentarzu. Według jednej z bardziej współczesnych legend to właśnie tajemnicze gliniane monstrum podczas II wojny światowej przepędziło z synagogi Staronowej plądrujących ją hitlerowskich żołnierzy. Od tego czasu nikt już nie zakłócał spokoju jego szczątkom. W tradycji żydowskiej przetrwało wiele podań o golemach. Sięgają one czasów biblijnych. Nawet Adam miał być przez pewien czas tylko golemem – czyli „nieuformowaną masą” – dopóki Bóg nie tchnął weń duszy. Podobnie jak Paracelsus spisał receptę na zrobienie sztucznego człowieczka – homunkulusa, tak uczeni Żydzi mieli przepisy na stworzenie golema. Na tyle jednak enigmatyczne, aby nie mogli wykorzystać ich ludzie niegodni. Eleazar z Wormacji, żydowski myśliciel żyjący na przełomie XII i XIII w., zalecał wziąć „dziewiczą ziemię z góry”, ugnieść ją w bieżącej wodzie, a następnie ulepić z niej człekopodobną figurę. Ożywić ją miało specjalne kabalistyczne zaklęcie. O najstarszym ożywionym glinianym monstrum, będącym jedynie dziełem rąk ludzkich, mówi Talmud Babiloński. Stwór ten był jednak zupełnie niegroźny. Podobnie jak inne golemy, które co najwyżej szkodziły ludziom przez nieuwagę. Na przykład pewien podolski rabin ożywił niezgułę, który poproszony o naoliwienie wozu, upaćkał cały pojazd. Niektóre golemy stawały się też źródłem plotek, przysparzając kłopotów swoim twórcom. Żydowski poeta z XI-wiecznej Hiszpanii – Salomon Ibn Gabirol sklecił sobie golema gospodynię domową. Niestety „życzliwi” donieśli, że wykorzystuje ją również w sypialni. Gabirol udowodnił jednak władzom, że rzekoma kochanka jest w rzeczywistości złożona z desek i zawiasów.
 

ŻYD Z POZNANIA

Golem w najbardziej znanej dziś postaci – jako mocarz, stworzony żeby pomagał Żydom, a potem buntujący się przeciw swym twórcom i stanowiący zagrożenie dla świata – pojawił się w ludowych opowieściach później. Spopularyzowała go właśnie legenda o praskim stworze Loewa. Opowieść o golemie nabrała w niej głębszej treści. Stała się czymś więcej niż ciekawostką. Po pierwsze ostrzegała przed niewłaściwym wykorzystaniem wiedzy – także tajemnej. Po drugie mówiła o potrzebie obrony Żydów przed prześladowaniami, choć jednocześnie wskazywała, że niewłaściwe metody takiej obrony mogą okazać się równie niebezpieczne. Po trzecie jej bohaterami były historyczne postacie z przełomu XVI i XVII wieku: cesarz Rudolf II i Jehuda Loew ben Becalel. Niezwykły mędrzec, który według niektórych źródeł był... naczelnym rabinem Polski. Dlatego warto przyjrzeć się glinie, z której ulepiono „czeskiego” golema.

„Jedni mówią, że się urodził w Wormacji. Inni, że w Poznaniu. To wybitna postać, która jest przez nas bardzo ceniona” – mówi Andrzej Beryt, przewodniczący Izraelickiej Niezależnej Gminy Wyznaniowej w Poznaniu i dyrektor Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie. Jednak przyznaje, że w Poznaniu o Becalelu zapomniano. A przecież był on postacią ważną nie tylko dla Żydów i Polaków. Jako dowód przytacza artykuł z 1917 r.: „Loew ben Becalel” z niemieckiego miesięcznika „Aus dem Ostlande”, poświęconego kulturze niemieckiej Kresów Wschodnich. Autor, prof. Grotte, opisuje w nim m.in. pomnik sławnego rabina, jaki postawiono temu „rodowitemu poznaniakowi” w Pradze. „Talmudyczne, przyrodnicze i astronomiczne badania uczyniły z niego znanego myśliciela”, pisze Grotte. „Jednak to nie jego naukowa praca przyniosła mu sławę. Jego współcześni uważali Loewa za mistrza kabały – nauki tajemnej. (...) Mówiło się, że udało mu się tchnąć życie w ciało uformowane z gliny” – dodaje profesor.

Takie umiejętności nie mogły przejść bez echa. Tym bardziej, że działalność Loewa przypadła na okres, w którym wszelacy alchemicy, astronomowie i rzemieślnicy cieszyli się wielkim uznaniem na praskim dworze Rudolfa II. Cesarz kolekcjonował dzieła sztuki, dziwactwa natury i egzotyczne zwierzęta. W zamkowym ogrodzie trzymał lwa i kilka orłów. Był też znany z okultystycznych zainteresowań. W 1606 r. doszło do tego, że habsburscy książęta złożyli oficjalną skargę, twierdząc, że Rudolf II nie zajmuje się niczym innym poza wróżbami, alchemią i kabałą. Ostatecznie, uznany za szaleńca cesarz został odsunięty od władzy i wkrótce potem zmarł. Wcześniej jednak zdążył docenić poznańskiego rabina. „Sława Loewa jako kabalisty skłoniła cesarza, aby przyjął go na długiej audiencji 23 lutego 1592 r. W owych czasach było to niesłychane wyróżnienie”, pisał Grotte. Przy poparciu cesarza wybrano Loewa głównym rabinem Pragi. Po powrocie do Poznania Becalel uzyskał tam podobną godność, a – według niektórych źródeł – został również naczelnym rabinem Polski. Potem znów wyjechał do Pragi, gdzie zmarł w 1609 r. Sława rabina była tak wielka, że jeszcze wiele lat później jego grób odwiedzały koronowane głowy z Niemiec, Prus i Anglii. W Polsce Jehuda Loew ben Becalel nie ma nawet ulicy. Choć Poznań może sobie przypisać miano ojczyzny twórcy golema, szansy tej nigdy nie wykorzystał. Ale to nie jedyny polski trop w sprawie golema z Pragi. Inny, jeszcze bardziej niezwykły, prowadzi do Chełma.