Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia od momentu poczęcia – taki zapis miał się znaleźć w konstytucji na wniosek Ligi Polskich Rodzin. Politycy twierdzili, że dzięki temu będzie można zakazać zabijania nienarodzonych, w tym zarodków, które ich zdaniem są niszczone m.in. podczas procedury zapłodnienia in vitro. Podczas politycznych przepychanek nikt nie zadał jednak podstawowych pytań naukowcom. Czy można precyzyjnie określić, od którego momentu zaczyna się życie? Kiedy istota ludzka zyskuje tożsamość i może być uważana za osobę, której przysługują konkretne prawa? Rozmawiają: dr Krzysztof Łukaszuk, specjalista od zapłodnienia in vitro z kliniki Invicta, prof. Jacek A. Modliński, embriolog z Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN oraz prof. Jerzy Stępień, sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

JAN STRADOWSKI: Gdy w redakcji zaczęliśmy się zastanawiać, kiedy dokładnie zaczyna się życie człowieka, okazało się, że nikt tak naprawdę tego nie wie. Od momentu wniknięcia plemnika do komórki jajowej? Połączenia materiału genetycznego obu komórek? Pierwszego podziału zygoty?

PROF. JERZY STĘPIEŃ: Od 1997 r. obowiązuje nowa konstytucja, która zawiera artykuł 38: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”. Propozycja dodania fragmentu „od momentu poczęcia do naturalnej śmierci” nie została przyjęta przez uchwalające konstytucję Zgromadzenie Narodowe, ale nie można z tego wysnuwać wniosku, że życie jest chronione dopiero od chwili, kiedy człowiek się urodzi. Według orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 1997 roku, życie ludzkie jest chronione także w okresie prenatalnym i co do tego nie ma dyskusji. Jednak w artykule 38 użyte zostało określenie „każdy”. Powstaje pytanie: kto to jest „każdy”? Czy w okresie prenatalnym możemy powiedzieć, że zarodek jest „każdym”? Nie jestem biologiem i nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. O ile jednak znam twórczość prof. Kolendy, krakowskiego genetyka i informatyka, to on powiada tak: w okresie prenatalnym następuje rozwój pewnej jakości i w żadnym etapie zarodek nie ma innej jakości.

PROF. JACEK A. MODLIŃSKI: Ma. Istnieje pewna granica i jest nią, przynajmniej w moim przekonaniu, moment uaktywnienia genów zarodkowych. Uważam, że wniknięcie plemnika do komórki jajowej jest raczej swego rodzaju podjęciem de novo procesów życiowych komórki jajowej, ale nie rzeczywistym początkiem istoty ludzkiej jako takiej. A to dlatego, że przez jeszcze przynajmniej dwa albo trzy podziały zygoty – co trwa od dwóch do trzech dni, geny matczyne i ojcowskie funkcjonują niezależnie. Dlatego też niektórzy naukowcy sugerowali określenie tego etapu rozwoju zapłodnionej komórki jajowej jako stadium przedzarodkowe, a zarodek w tym stadium – niezbyt semantycznie fortunnym – mianem „przedzarodka”.

J.S.: Czyli na początku nie jesteśmy sobą, ale hybrydą DNA matki i ojca?

PROF. JACEK A. MODLIŃSKI: Hybryda to w tym przypadku niezbyt dobre określenie. Mamy tu do czynienia raczej z koegzystencją genomów. I dopiero potem, pod wpływem rozmaitych bodźców, dochodzi do uaktywnienia genomu zarodkowego. Moment ten jest różny u różnych zwierząt, np. u myszy dokonuje się to na poziomie dwóch komórek.

J.S.: A u człowieka?

DR KRZYSZTOF ŁUKASZUK: Przyjmuje się, że na etapie ośmiu komórek. Taki zarodek, jeśli stworzymy mu odpowiednie warunki do rozwoju, ma szansę rozwijać się i w efekcie dojdzie do narodzin dziecka.

PROF. JERZY STĘPIEŃ: Dla mnie jako prawnika najistotniejsze jest pytanie, od jakiego momentu mamy do czynienia z podmiotowością organizmu. To, że to jest życie ludzkie, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Pojawia się więc pytanie o charakterze filozoficznym: kto jest podmiotem tego życia? Używając języka fenomenologii, jednego z ważniejszych kierunków w filozofii XX wieku: czy to już jest „inny”, czy to jeszcze jestem ja? Jeśli nauka umie odpowiedzieć na to pytanie, to możemy dyskutować.

DR ŁUKASZUK: Myślę, że szukanie odpowiedzi mija się z celem, bo w wielu przypadkach nie da się tego ustalić. Powinniśmy się zastanowić, jakie są granice ingerencji człowieka w rozwój zarodka.

PROF. STĘPIEŃ: Jeśli ta granica nie jest możliwa do określenia, to to też ma swoje konsekwencje prawne. Można powiedzieć tak: możemy eksperymentować i ingerować w prawa organizmu tak długo, jak długo to jestem ja, a nie ten „inny” czy „drugi”.

DR ŁUKASZUK: No tak, ale jak w takim razie potraktować manipulacje na komórce jajowej? Można ją podrażnić i sprowokować jej podział bez zapłodnienia. Takie zjawisko, zwane partenogenezą, można uzyskać także w przypadku ludzkich komórek. Powstaje wówczas coś, co rozwija się do pewnego momentu jak zarodek, ale ma wyłącznie DNA matki.

PROF. MODLIŃSKI: To są doświadczenia na komórce jajowej, która, o ile wiem, nie jest objęta ochroną prawną. Podobnie jest w przypadku klonowania. Do komórki jajowej, pozbawionej uprzednio własnego materiału genetycznego, wkłada się jądro z komórki somatycznej, np. ze skóry ucha, która też nie jest chroniona prawnie. Stosując sztuczną aktywację takiej „rekonstruowanej” komórki jajowej, np. prądem elektrycznym lub czynnikami chemicznymi, pobudzamy ją do dalszego rozwoju. Taki twór uzyskany po „rekonstrukcji” i sztucznej aktywacji komórki jajowej hodujemy in vitro do stadium blastocysty, czyli grupy kilkudziesięciu komórek. Potem możemy – przy pomocy odpowiednio dobranych bodźców – zmienić przeznaczenie tego zarodka i uzyskać z niego linię nieśmiertelnych komórek macierzystych, które można wykorzystać do terapii komórkowej. Na przykład do wyhodowania komórek szpiku do przeszczepu.

J.S.: Ale – gdybym to ja chciał się sklonować – genetycznie nadal to byłyby moje komórki? DNA byłoby niemal w stu procentach identyczne.

PROF. MODLIŃSKI: Zgadza się. A gdyby z takiego zarodka rozwinęła się istota ludzka – co jest teoretycznie możliwe, ale bardzo trudne do uzyskania – byłby to Pana genetyczny brat bliźniak. O ile jednak klonowanie terapeutyczne – a więc stosowanie w przyszłości terapii komórkowej – może być przedmiotem rozważań, to klonowanie reprodukcyjne, którego celem miałaby być kreacja istoty ludzkiej, uważam z wielu powodów za procedurę wręcz zbrodniczą.

J.S.: Bliźniaki można uzyskać też w inny sposób. Wystarczy sztucznie podzielić zarodek, aby powstały dwa, które uznamy za odrębne istoty ludzkie. Ile komórek musi w tym przypadku liczyć organizm, żeby uzyskać własną tożsamość?

PROF. MODLIŃSKI: To też klonowanie, ale inną metodą. U zwierząt bliźnięta tworzy się na stadium blastocysty – ostatnim etapie przed zagnieżdżeniem się zarodka w macicy – przez przecięcie blastocysty na pół. Blastocysta liczy kilkadziesiąt komórek i widać już zróżnicowanie na te, z których powstanie ciało zarodka, i te, które biorą udział w implantacji, tworząc tzw. trofoblast. Moim zdaniem, zarodek w tym stadium jest już na pewno osobnym bytem. Na podobnym zresztą etapie rozwoju zarodkowego tworzą się spontanicznie u ssaków bliźnięta jednojajowe.

PROF. STĘPIEŃ: I możemy powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że z tej grupy komórek rozwinie się człowiek?