Shi Huangdi nie był zwykłym władcą. Całymi Chinami rządził krótko, bo w latach 221-210 p.n.e., ale zdążył ujednolicić pismo oraz język, systemy miar i wag, przyczynił się do budowy Wielkiego Muru. Kazał wytyczyć i zbudować sieć używanych do dzisiaj szlaków komunikacyjnych, wśród których były kanały oraz obsadzone drzewami drogi szerokości 50 kroków, biegnące po nasypach wzniesionych dla ochrony przed powodziami. Przeprowadził też reformę administracyjną kraju, dzieląc go na 36 komandorii. „Nikt nie wywarł takiego piętna na historii Chin jak on. Może z wyjątkiem Mao Zedonga ponad dwa tysiące lat później” - mówi dr Katarzyna Sarek z Zakładu Sinologii UW. Shi Huangdi miał także dość ugruntowane zdanie na temat własnej roli w dziejach Państwa Środka. Tytuł, który przybrał - „huangdi” - składa się z dwóch wyrazów i oznacza „najwyższego władcę, cesarza”. Wcześniej określenie „di” odnoszono do boga - władcy nieba znajdującego się gdzieś tam wysoko i rządzącego całym światem.

KOPAĆ, NIE KOPAĆ?

Jednak Shi Huangdi był tylko zwykłym śmiertelnikiem. I miał tego bolesną świadomość. Dlatego, jak odnotował w II w. p.n.e. chiński uczony Sima Qian: „Na początku swego panowania Pierwszy Cesarz kazał drążyć górę Li, a kiedy zjednoczył już cały świat, zesłano tam do robót łącznie ponad siedemset tysięcy robotników. Wydrążono górę aż do poziomu wody, zalano szczeliny brązem i umieszczono tam sarkofag. (...) Przeniesiono tam cudowne narzędzia, klejnoty i rzadkie przedmioty i uzupełniono nimi grobowiec”. Miejsce pochówku Pierwszego Cesarza, czyli góra Li, jest dziś doskonale znane i stanowi jedną z atrakcji turystycznych chińskiej prowincji Shaanxi.

Niewiele jednak o nim wiadomo. Sam grób nie został jeszcze odkopany, chociaż Chińczycy doskonale wiedzą, że znajdują się tam skarby. „Pierwszy f Cesarz robił wszystko z takim rozmachem, że to, co mu włożono do grobu, zapewne w ogóle przekracza granicę naszej wyobraźni” - mówi dr Sarek. Chińczycy obawiają się jednak, że nadmierna ciekawość może doprowadzić do zniszczenia znajdujących się w jego wnętrzu przedmiotów. W tej materii mają już bardzo złe doświadczenia. W drugiej połowie lat 50. XX wieku zdecydowali się na otwarcie grobowca cesarza Wanli, panującego na przełomie XVI i XVII wieku. Prowadzący badania archeolodzy ze zgrozą patrzyli, jak w zetknięciu z bogatym w tlen powietrzem bezcenne jedwabie tracą barwy i rozpadają się na drobne kawałki.

„Po tym zdarzeniu chińskie władze nie wydają zgody na otwarcie grobowca Shi Huangdi. Archeolodzy co jakiś czas występują do Pekinu z prośbą, ale za każdym razem odpowiedź jest jednak jednoznaczna: »Nie jesteśmy jeszcze gotowi, nie spieszymy się, zostawmy to dla przyszłych pokoleń«. Mają świadomość, że nie są w stanie technicznie zabezpieczyć znajdujących się tam skarbów” - mówi dr Sarek. Nie znaczy to jednak, że do tej pory nikt nie próbował się dostać do wnętrza góry. Na jej terenie odkryto wiele tuneli prowadzących do jej wnętrza. Są jednak po prostu za krótkie, mają po kilka-kilka- naście metrów, nie docierają więc do samej komory grobowej.

Wiele jednak wskazuje, że nawet przy dostępności odpowiednich technik wcale nie będzie łatwo się dostać do wnętrza grobu. Jak zanotował Sima Qian: „rozkazano rzemieślnikom wykonać kusze i strzały, które by natychmiast strzeliły do tego, kto by chciał drążyć sztolnię i zbliżyć się do komory grobowej”. Chińscy naukowcy są przekonani, że pułapki są wciąż sprawne. Po pierwsze w grobowcu prawdopodobnie nie ma tlenu, więc i procesy korozji zachodzą w minimalnym stopniu. Po drugie, co podkreśla Guo Zhikun, autor książki poświęconej zagadce góry, starożytni Chińczycy pokrywali brąz warstewką chromianów - soli kwasu chromowego, która dodatkowo mogła zabezpieczyć starożytne kusze przed korozją. Biada więc śmiałkom, którzy jako pierwsi wejdą do grobowca cesarza, być może trzeba ich będzie wyposażyć w coś więcej niż zwykłe policyjne tarcze.

Dzięki starożytnym zapiskom, nieinwazyjnym badaniom wzgórza oraz porównaniu z innymi cesarski mi grobowcami możemy się domyślać, co skrywa miejsce ostatecznego spoczynku Władcy Niebios. „Analizy geomagnetyczne [badania pola magnetycznego ziemi - przyp. red.] dowodzą, że w środku znajduje się konstrukcja hangtu - »ubita ziemia«, coś na kształt małej piramidy. W jej wnętrzu jest inna konstrukcja - drewniana - z pustą przestrzenią w środku” - mówi dr Sarek. „Od czasów starożytnych nikt nie został pochowany w tak luksusowy sposób, jak Shi Huangdi” - podsumował podziemny kompleks kronikarz Liu Xian w I wieku p.n.e.