Jezioro Gatun ma prawie 500 km kw. powierzchni i jest częścią Kanału Panamskiego, biegnie tędy jego 30-kilometrowy odcinek. Cały kanał ma 81 km długości. Obszar, który tworzy jezioro, był kiedyś tętniącą życiem dżunglą. Zwierzęta (egzotyczne ptaki, małpy, iguany, leniwce) uciekły przed wodą na szczyty wzniesień, które teraz stanowią wyspy. Drzewa pozostały na dnie sztucznego zbiornika. 

To skarb wart milionów dolarów. Stojące w wodzie od ponad 100 lat drzewa obumarły, ale ich drewno to pełnowartościowy, cenny surowiec. Metr sześcienny kosztuje ponad 1000 dolarów. Szacuje się, że pod wodą znajduje się milion metrów sześciennych 30 różnych gatunków drewna. Dlaczego to taki cenny surowiec? Bo w bardzo łagodnym prądzie wody przez dziesiątki lat drewno pozbyło się wszystkich naprężeń, zostały także z niego wypłukane garbniki i żywice. 

Jest eksportowane do USA, Europy, Chin, Japonii. Służy do wyrobu wysokiej jakości okien, drzwi, mebli, galanterii drewnianej. 

Takich „jezior zaporowych” (powstałych w wyniku budowania różnego rodzaju wodnych konstrukcji) jest na naszym globie... 52 tysiące. To zagrożenie dla atmosfery Ziemi, bo zatopione w takich zbiornikach wodnych rośliny produkują 4 proc. wszystkich gazów cieplarnianych. Dla bezpieczeństwa Ziemi i dla pieniędzy opłaca się więc wydobywać zatopione drewno. Kanadyjska spółka Triton opracowała prototyp podwodnego robota, który lokalizuje pnie tropikalnych drzew, powala je i wyciąga na powierzchnię. Roboty, które wydobywają z wody miękkie drewno pinii i świerków, nie radzą sobie z twardymi, większej średnicy pniami tropikalnych gatunków. Entuzjastami karczowania podwodnych lasów są ekolodzy, którzy twierdzą, że każde wydobyte drzewo z dna „jezior zaporowych” to jedno uratowane drzewo z lasów tropikalnych.