W nocy z 8 na 9 sierpnia 1945 roku mieszkańców  Harbinu obudziło kilka potężnych wybuchów. Zapanował strach. Wielonarodowe miasto, główny punkt przesiadkowy transkontynentalnej Kolei Wschodniochińskiej, od 11 lat wchodziło w skład kontrolowanego przez Japonię Cesarstwa Mandżukuo. Było ważnym ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego, stacjonowały w nim japońskie wojska. Tymczasem dwa dni wcześniej Amerykanie zrzucili bombę atomową na Hiroszimę. Mieszkańcy Harbinu – w tym Polacy – obawiali się, że taki sam los może spotkać ich miasto.

„Hiroszima znajdowała się zbyt blisko, by myśleć o niej jak o wydarzeniach na frontach dalekiej Europy” – wspominał 20-letni wówczas harbińczyk Edward Kajdański. „Wszyscy spodziewali się, że wojna rozprzestrzeni się na Mandżurię i następne bomby atomowe polecą na Xinjing, Mukden i Harbin – największe i najbardziej uprzemysłowione miasta”.

Jednak to nie Amerykanie zbombardowali przedmieścia, lecz lotnictwo Związku Radzieckiego. Następnego dnia ZSRR wypowiedział podpisany z Japonią w kwietniu 1941 roku pakt o neutralności. 15 sierpnia Japonia skapitulowała. Wojsko i urzędnicy opuścili miasto, z ulic zniknęli policjanci, uaktywniły się chińskie grupy przestępcze. Zamieszkujący Harbin Europejczycy, przerażeni perspektywą masowych rabunków, gwałtów i grabieży, po-stanowili działać.

JAMES DOUGLAS W SŁUŻBIE RZECZYPOSPOLITEJ

W 1945 roku Polacy stanowili drugą po Rosjanach europejską grupę narodowościową w Harbinie. Dla doskonale zorganizowanej kolonii, liczącej wtedy około 1300 osób, nie była to pierwsza wojenna mobilizacja. Już w styczniu 1932 roku, w czasie chińsko-japońskiej wojny o Mandżurię, miastu zagrażały grupy uzbrojonych dezerterów. Ówczesny konsul RP w Harbinie James Douglas przystąpił do organizowania samoobrony.

Douglas przybył do miasta w październiku 1931 roku. Jego ojciec był Szkotem, który w połowie XIX wieku wyemigrował na tereny obecnej Ukrainy. Tam właśnie urodził się James. Jako młody człowiek wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, w której poznał Józefa Piłsudskiego. Blisko współpracowali – Douglas wziął udział m.in. w wyprawie do Tokio w 1904 roku, kiedy to przyszły marszałek omawiał plany dywersji wobec Imperium Rosyjskiego. Uzyskał wówczas poważną pomoc finansową dla partii (10 tys. funtów rocznie), obietnicę dostaw broni i zorganizowania obozu wojskowego w Szwajcarii dla organizacji bojowej PPS. Po wizycie rozpoczęła się też intensywna polsko-japońska współpraca wywiadowcza, skierowana początkowo przeciwko Rosji, a następnie – ZSRR. Do  Harbinu z konsulem Douglasem przyjechał od-delegowany przez wywiad wojskowy porucznik Krosnowski. To właśnie on w 1932 roku objął dowództwo polskiej samoobrony.

Dla ochrony przed bandami z przedmieść  Harbinu ewakuowano mieszkających tam Polaków. Zostali ulokowani w klasztorach i polskim gimnazjum im. Sienkiewicza. Zorganizowano szpital, gromadzono zapasy żywności.

Polska dzielnica została podzielona na sekcje i podsekcje, a do ich patrolowania powołano straże obywatelskie. Zmobilizowany został każdy, kto ukończył szesnaście lat.

Do napadów jednak nie doszło – na początku lutego japońska armia szybko zajęła Harbin. Okupanci traktowali Polaków życzliwie. Do programu nauczania polskiego gimnazjum wprowadzono tylko obowiązkową naukę języka japońskiego, w miejsce chińskiego. Jednak 13 lat później sprawy mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Społeczność polska była przygotowana do walki o wyzwolenie miasta spod japońskiej okupacji, chociaż mocno osłabiona.

SKĄD WZIĘLI SIĘ POLACY W HARBINIE

Kolej Wschodniochińska stanowi odnogę Kolei Transsyberyjskiej, w której budowie brało udział wielu Polaków – zarówno będących w służbie rosyjskiej, jak i politycznych zesłańców. Już w 1895 roku na teren Mandżurii zaczęli przybywać pierwsi inżynierowie, wśród nich Stanisław Kierbedź, bratanek twórcy słynnego mostu w Warszawie. Miasto Harbin, które miało stać się administracyjnym centrum Kolei Wschodniochińskiej, założył w 1898 roku w miejscu mandżurskiej wioski inny polski inżynier Adam Szydłowski.

Osadnictwu sprzyjała tolerancyjna polityka rosyjskiego generała Dymitra Horwata, zarządcy tzw. strefy wydzielonej, obejmującej linię kolejową z przyległościami. Do strefy przybywali nie tylko Rosjanie, ale także Polacy, Francuzi, Brytyjczycy i przedstawiciele wielu innych narodowości. Polska diaspora należała do najbogatszych. Polacy obejmowali nie tylko kluczowe stanowiska w administracji kolejowej (dyrektorem Kolei Wschodniochińskiej był m.in. inżynier Kierbedź), ale także prowadzili młyny, warsztaty, tartaki, produkcję mebli oraz jedną z największych w Azji fabryk papierosów.

W 1903 roku została utworzona polska parafia katolicka w Mandżurii, w 1909 roku zakończono budowę kościoła. W 1907 roku powołano klub Gospoda Polska, a osiem lat później otwarto gimnazjum im. Sienkiewicza – jedyną polską szkołę średnią w Azji. Polacy mieli też w Harbinie czasopisma, kluby sportowe (w tym automobilklub), młodzieżowe, charytatywne oraz teatr. W szczytowym momencie rozwoju kolonii, w latach 1917–1920, liczyła ona 10 tysięcy mieszkańców. W owym czasie kursował z Harbinu specjalny pociąg, który luksusowymi wagonami Pullmana woził kuracjuszy do… Ciechocinka.