Tymczasem wzbierała fala, która miała ruszyć na Polaków w Moskwie. Prawdziwym spiritus movens całego przedsięwzięcia był wojewoda riazański Prokop Lapunow. Dołączył do niego… Zarudzki – przekonany rzekomo argumentem, że po wypędzeniu Polaków carska korona przypadnie synowi Maryny, od niedawna… jego kochanki. W Polsce Marynę i Zarudzkiego dzieliłaby stanowa przepaść: on syn chłopa, ona córka wojewody sandomierskiego i senatora Rzeczypospolitej. Ale w Rosji, w tamtych dziwnych i okrutnych czasach, ona była carycą, a on kozackim atamanem.

Zarudzki wprawdzie był już żonaty, ale to nie stanowiło problemu – wtrącił żonę do klasztoru, a następnie popełnił bigamię, ślubując wierność i uczciwość małżeńską Marynie.

AGENT ZARUDZKI  WKRACZA DO AKCJI

Rosyjskie pospolite ruszenie wprawdzie dotarło pod Moskwę, ale Polaków nie wypędziło. Co więcej, sami oblegający zaczęli walczyć między sobą. Lapunow próbował zaprowadzić twardą dyscyplinę – a to było nie w smak Kozakom, którzy czekali na pretekst, by zlikwidować dumnego wojewodę. Dostarczył go Aleksander Gosiewski, polski komendant Moskwy. Mając dostęp do carskiego archiwum, zabawił się w fałszerza dokumentów. Przekonał jednego z rosyjskich jeńców, że prowadzi tajne rozmowy z Lapunowem, rzekomym polskim stronnikiem. Gosiewski pokazywał nawet listy podobno pisane przez wojewodę. Potem komendant odesłał jeńca do rosyjskiego obozu. Uwolniony oczywiście rozpowiedział o wszystkim, co zobaczył, a Zarudzki i jego ludzie nie czekali ani chwili i rozsiekli szablami Lapunowa.

W rosyjskim dowództwie znajdował się pewnie agent Rzeczypospolitej, ale nie był nim Lapunow. Przebywający w tym czasie w Moskwie polski żołnierz Samuel Maskiewicz zanotował w pamiętniku, że Zarudzki „był poniekąd nam życzliwy, jeno publice nie mógł tego pokazować nigdy”. Iwan kontaktował się też listownie z hetmanem wielkim litewskim Janem Karolem Chodkiewiczem, który chciał przyjść z odsieczą polskiej załodze.

Wyeliminowanie Lapunowa zatrzymało pierwszą rosyjską falę buntu, jednak niedługo potem ruszyła druga, która miała już zmieść Polaków z Moskwy. Jednym z jej przywódców był kniaź Dymitr Pożarski, który dostał informację o kontaktach Zarudzkiego i Chodkiewicza, a następnie ją upublicznił.

Zarudzki wiedział, że nie będzie miał czasu na tłumaczenia. 7 sierpnia 1612 r. o godzinie czwartej uciekł spod Moskwy na czele swoich ludzi.

ATAMAN W SZACHU

Ucieczka Zarudzkiego w pewnym sensie przesądziła o losie polskiej załogi Kremla. Hetman Chodkiewicz, który zjawił się miesiąc później, nie zdołał przedrzeć się przez rosyjskie wojska i dostarczyć żywności oblężonym. W listopadzie 1612 r. wygłodzona załoga, żywiąca się psami, kotami, świecami łojowymi i ludźmi, poddała się, po czym wbrew układom w większości została wymordowana przez Rosjan.