Zdalnie sterowane samoloty bądź niewielkie helikopterki mogą robić furrorę w biurze. Ale mogą także doskonale uzupełnić oręż organizacji humanitarnych. Tam gdzie nie dojedzie Land Rover Defender 110 z czerwonym krzyżem na karoserii można wysłać nieco mniej ładowne, ale za to o wiele bardziej skuteczne urządzenie. Może nie tak skuteczne jak samochód, ale w odpowiednich okolicznościach sukces może zależeć od tego latającego skrzydła. Nad tym rozwiązaniem pracuje południowoafrykański instytut zdrowia, który sprawdza, najlepsze konfiguracje i sposoby dostarczania zaopatrzenia. Sprawdzane są rodzaje ładunków, które może przenosić ten robot-samolot. To humanitarne skrzydło może lądować na terenie objętym pomocą lub zrzucać ładunki nad celem. Prototyp wyprodukowała firma Denel Dynamics. Zdalnie sterowane bezzałogowe skrzydło, może przejść na kierowanie przez GPS, aby lecieć zadaną trasą. Ładunek to łącznie nawet pół kilograma. Taki samolot może przenieść na przykład dwie jednostki krwi. Zasięg to 40 kilometrów. To wystarcza, aby dostarczyć niezbędne medykamenty w rejon oblężenia.  Start - z ręki. Napędza go niewielki silnik spalinowy, który porusza śmigło. Lądowanie odbywa się automatycznie na niewielkim spadochronie. h.k.