SKĄD SIĘ WZIĘŁY WULGARYZMY?

Wulgaryzmy seksualne i dominacyjne cechuje męska perspektywa – księżniczka ruska raczej nie mogła się pochwalić, że w lipcu „wychędożyła” Bolesława. Dlatego bierna pozycja w seksie, utożsamiana niesłusznie z kobiecą, powoduje, że samo nazywanie kogoś niepełnym mężczyzną – a więc przez wieki np. „babą”, a ostatnio także „pedałem”, ma być odbierane jako obraźliwe. Wulgaryzmy są wbrew pozorom niezwykle istotnym elementem języka, obsługującym nasze negatywne stany emocjonalne. Nawet święty Paweł pisał w liście do Kolosan (Kol 3, 8): „A teraz i wy odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę od ust waszych!”. Haniebna mowa to wyrazy odnoszące się do nieczystości, określenia nieprzyzwoite, ordynarne. Czyli wulgaryzmy.

Można je podzielić na trzy kategorie: Pierwsza to przekleństwa, używane w celu rozładowania napięcia. Druga kategoria to wyzwiska, kiedy chcemy kogoś obrazić. Trzecia kategoria to wyrazy lekceważenia, czyli umieszczania czegoś poza zasięgiem wzroku, np. w dupie, czy np. wyraz braku strachu przed konsekwencjami, takie jak fraza: „pier... szefa, nie idę do pracy”. Najczęściej do stworzenia wulgaryzmu wykorzystuje się uważane za nieczyste części ciała, ich wydzieliny i związane z nimi czynności fizjologiczne (genitalia, odbyt) bądź części ciała objęte tabu (zasłaniane, jak piersi; np. ty chamski cycu). W cenie są także nieczyste zwierzęta i kontakty płciowe z nimi (pies cię jeb...). Narząd męski w polskiej tradycji przekleństw jest niczym twarda pała groźny (jak ktoś nam zaszkodzi, to mówimy o nim „ch...”), a narząd żeński – jako ciosy przyjmujący – słaby („głupia cipa”). W sympatycznych czasach renesansu, nieskażonego romantyczną fałszywą wstydliwością, używano innych nazw genitaliów. Kutas, jako wulgaryzm, jeszcze nie przywędrował do nas z języka tureckiego. Aż do czasów Mickiewicza oznaczał on to, co ładne i zwisające – ozdobę. Natomiast nieznanym dziś określeniem na penisa było mądzie (jądra nazywano mądami), a także pyje. Daniel Naborowski w końcu XVI wieku pisał: „Brudne pyje przy gaciach koleńskich (z Kolonii) ujść może, ale kpu pleśniwemu i strój nie pomoże”. Cóż to jest ten kiep, niezwykle renesansowe i popularne określenie? Oznaczało ono kobiecy srom i funkcjonowało podobnie jak dzisiejsza cipa, na określenie mężczyzny zniewieściałego, a także pewnego stanu ogłupienia. Okpić kogoś to tak, jak byśmy dziś powiedzieli „wyruchać kogoś”, wystrychnąć na dudka.

Współczesne słowo „ocipienie” oddaje nieco stan umysłowy kpa. Od tego pochodzi też przymiotnik kiepski. Jan Andrzej Morsztyn w XVII wieku w genialnej fraszce „Nadgrobek kusiowi” pisał wprost: „Kuś umarł, kpy w sieroctwie (...) [na oznaczenie smutnych sromów – przyp. J.W.]: płacze jurna Hiszpanka, co sobie kiep goli (...) płacze Włoszka, u której miewał dwie piwnice (...) i jebliwa Litewka roztrachana bieży”. Ale już Jan Kochanowski wieloznacznie używał kpa (np. „gdzie kiep powozi, a w chomącie mądy” – czyli gdzie żona furmanem, a mąż koniem) oraz Wacław Potocki (np. „między kolany u niewiasty kiep” – o mężczyźnie zdominowanym przez kobietę, który jest jak koń prowadzony kolanami jeźdźca). Za czasów panowania Jana III Sobieskiego część szlachty opozycyjna wobec tego monarchy mówiła o nim kiep. Przed oskarżeniami o nielojalność broniono się tłumacząc, że jest to skrót oznaczający „Król Ian Europy Pan”. W tym kontekście mówienie o współczesnej wulgaryzacji języka polityki jest przesadzone.