MAGIA BLUZGA

Samo słowo „kobieta” pochodzi albo od „koby” – kobyły, albo od „kobu” – czyli chlewa. Chów świń należał do obowiązków gospodyni, więc byłaby to taka nieobyta świniareczka. Pamiętajmy, że kobiety nie chodziły wówczas do szkół i często pozostawały analfabetkami. Nieobycie mężczyzn, zwłaszcza nieszlachciców, oddaje przymiotnik „chamski” – czyli należący do innej rasy, pochodzący od Chama, syna Noego, wyklętego za sprośność (śmiał się z nagości ojca). Drugi syn to Sem, od którego wywodzą się Semici, czyli Żydzi. Ta narodowość bywa czasem używana jako wyzwisko, podobnie jak wiele innych (szkopy, pepiki, żabojady itd.), o czym pisał Bystroń w doskonałym szkicu „Megalomania narodowa”. Na grobie Titusa Flaviusa Aleksandrosa i jego żony Gaiane (243 rok n.e.) wyryto ostrzeżenie, że kto bezprawnie otworzyłby grób, „spadłyby na niego klątwy, które są zapisane, i na jego wzrok, i na całe ciało, i na jego dzieci, i na życie”.

W XX wieku dużo słabiej wierzymy w magię. Jedyne miejsce, gdzie magia słowa naprawdę działa, to więzienie i właśnie z gwary więziennej pochodzi słowo „bluzg”. Jest rodzajem klątwy, która może wyrządzać poważne szkody w realnym życiu więziennym, np. degradować kogoś, o ile nie umie skiciorować bluzgu. W dawnej Polsce, aż do czasów Oświecenia, klątwy były dużo lepsze niż zwykłe wyklinanie, czyli stek przekleństw. W Polsce do 1773 roku palono czarownice, a diabeł był realną postacią. Klątwa miała swoją siłę, więc używano jej często, zamiast zwykłych wulgaryzmów. Brak wiary w klątwy jest przyczyną wulgaryzacji współczesnego języka.

Rozwój nauki w XIX wieku zachwiał wiarą w klątwę i dziś 900 lat czarciej tradycji wydaje nam się literackim łagodnym bajdurzeniem. A w ilu opowieściach przy klęciu zjawiał się czart? Ilu ludzi spalono za sprowadzanie uroków! Z pewnością profesjonalne złorzeczenie wcale nie było bezpieczną sprawą. W naszym przeklinaniu osłabła wiara w nieczyste moce, ale nie osłabła wiara w Boga. Toteż bluźnierstwo jest wciąż silnie stabuizowaną sferą, której się w naszych przekleństwach nie wykorzystuje tak, jak np. robią to Hiszpanie, łącząc pierwiastki święte i nieczyste. My, oprócz k..wy maci, wolimy nie mieszać sacrum z brudem. Wystarcza nam sam brud, np. menda albo parszywiec (od parchów, czyli wszy), czy coś większego, ale też nędznego: pies (psubraty, sukinsyny), koza (Kmicic do tatarskiego posła, tarmosząc go za brodę mówi: „Ty kozi synu”).