Kiedy 88-letni pacjent znany naukowcom jako H.W. zgłosił się do lekarza, narzekał na sporadyczne problemy z kontrolowaniem lewej ręki i z pamięcią. Wstępne testy wykazały, że mężczyzna jest w dobrej formie psychofizycznej. Gdy jednak jego lekarz Natalie Brescian wykonała obrazowe badania mózgu pacjenta, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Okazało się, że nie miał on spoidła wielkiego, pasma łączącego półkule, którym przepływają impulsy nerwowe. Czy to oznacza, że spoidło wielkie nie jest nam potrzebne do życia albo chociaż dobrego funkcjonowania? Niezupełnie – u innych osób brak tej części mózgu wywołuje poważne dolegliwości.

 

Mózg rozdwojony

Spoidło wielkie (zwane też ciałem modzelowatym) ma 7–10 cm długości i jest niezbędne między inny-mi do koordynowania asynchronicznej pracy rąk czy zapewnienia spójnego i całościowe-go widzenia. Wyjątkowo grubym spoidłem wielkim część naukowców tłumaczy geniusz Alberta Einsteina. Zdaniem specjalistów, którzy wyniki swoich obserwacji opublikowali w magazynie „Brain”, mózg sławnego fizyka miał więcej włókien nerwowych łączących m.in. lewą i prawą czołową korę mózgową, odpowiedzialną za myślenie analityczne i podejmowanie decyzji.

U niektórych pacjentów z ciężką padaczką przecina się spoidło wielkie (ten zabieg nazywa się kalozotomią). I choć najczęściej efekt terapeutyczny jest zadowalający, to zdarzają się powikłania, czyli tzw. zespół rozdwojonego mózgu, objawiający się m.in. afazją ruchową.

Dotknięty nią pacjent rozumie, co się do niego mówi, formułuje odpowiedzi w myślach, ale nie jest w stanie ich wypowiedzieć na głos. Zdarza się również, że chorzy mają porażone mięśnie połowy ciała i tracą zdolność wykonywania niektórych ruchów. Nie są też w stanie porównać przedmiotów trzymanych w jednej i drugiej ręce.

H.W. cierpiał na agenezję ciała modzelowatego, co oznacza, że urodził się bez tej części mózgu. Mimo to wiódł normalne życie jako żołnierz, a potem dostawca kwiatów. Aż do 88. roku życia nie doświadczał żadnych problemów psychologicznych czy neurologicznych. Lekarze uznali, że kłopoty, z którymi się do nich zgłosił, mogą być związane z brakiem spoidła wielkiego, ale równie dobrze ich powodem może być wiek pacjenta.

Trudno wyjaśnić, dlaczego mózg tego pacjenta świetnie przystosował się do nietypowej budowy, a inni pacjenci z takim zaburzeniem doświadczają poważnych dolegliwości (częściowy lub całkowity niedorozwój tej struktury występuje u około 4 na 1000 osób). Są jednak pewne hipotezy, np. że wrodzony brak spoidła wielkiego stymuluje wczesną organizację mózgu i rozwój nowych lub silniejszych połączeń międzypółkulowych i być może wewnątrzpółkulowych. „Mózg ma spore zdolności kompensacyjne, co oznacza, że te jego części, które rozwinęły się prawidłowo, mogą w pewnym stopniu przejmować zadania brakujących struktur. Brak połączeń między pół-kulami jest tego dobrym przykładem. W wielu przypadkach nie towarzyszą mu łatwe do zauważenia problemy – potrzebne są na przykład dokładniejsze badania, aby stwierdzić zaburzenia w koordynacji czynności wymagających udziału obu rąk. Ale w normalnym codziennym życiu te defekty mogą być niezauważalne” – mówi dr Zbigniew Sołtys z Zakładu Neuroanatomii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Głowa urzędnika

Podobnie beztroskie życie jak H.W. wiedzie 44-letni Francuz, urzędnik administracji państwowej, ojciec dwójki dzieci i mąż. Zgłosił się do lekarza, bo od dwóch tygodni czuł osłabienie lewej nogi. Gdy miał dwa lata, stwierdzono u niego wodogłowie i założono dren, który usunięto, gdy pacjent skończył 14 lat. Prowadzący go dr Lionel Feuillet na wszelki wypadek zlecił jednak badania mózgu dorosłego już mężczyzny. Okazało się, że mózg jest mniejszy aż o 25–50 proc. od przeciętnego! Czaszkę mężczyzny wypełnia w sporej części płyn mózgowo-rdzeniowy. „Najbardziej zdumiewa mnie to, jak mózg radzi sobie w sytuacji, w której nie powinien być zdolny do życia” – powiedział dr Max Muenke, specjalista ds. uszkodzeń mózgu w Narodowym Instytucie Badań Ludzkiego Genomu.

Ciekawe, jak skomentowałby przypadek Brytyjki Sharon Parker, u której już po urodzeniu lekarze stwierdzili, że ma zaledwie 10–15 proc. przeciętnego mózgu. Matka Sharon wielokrotnie słyszała od lekarzy, że jej córka nie dożyje dorosłego wieku – większość nie-leczonych osób z wodogłowiem rzeczywiście umiera młodo. Mimo to kobieta ma się dobrze i bez przeszkód pracuje jako pielęgniarka, ma męża i troje dzieci. Jej IQ wynosi 113, a więc jest powyżej przeciętnej. Lekarze długo zastanawiali się nad fenomenem tej pacjentki. Aby wyjaśnić zagadkę, zaprosili ją do USA i wykonali szczegółowe badania mózgu. Okazało się, że płyn rzeczywiście zajmuje dużą przestrzeń w czaszce, jednak objętość całego mózgu wynosi aż 2300 ml (średnia wynosi 1350 ml). Chociaż komory, w których wytwarzany jest płyn mózgowo-rdzeniowy, z powodu wodogłowia były znacznie powiększone, nie stało się to kosztem innych części mózgu, który został jedynie zepchnięty na spód czaszki. W okresie niemowlęcym powiększyła się ona, więc dla mózgu powstało więcej miejsca. Jak to się dzieje, że tak uciśnięty mózg nie sprawia Sharon kłopotów? „W jej przypadku wodogłowie rozwijało się tak wolno i tak wcześnie, że mózg miał czas zaadaptować się do zmian” – wyjaśnia lekarz pacjentki, neurochirurg Mark Luciano.