Badanie dotyczące tzw. energy drinków przeprowadzili naukowcy z Mayo Clinic. Przebadali 25 zdrowych osób, których średni wiek wynosił 29 lat. Żaden z uczestników nie cierpiał na choroby sercowo-naczyniowe ani nie znajdował się w grupie podwyższonego ryzyka ich rozwoju.

Uczestnicy badania wypili po jednej, dużej (475 ml)  puszcze popularnego napoju energetycznego lub placebo. 24 godziny przed i po badaniu nie wolno im było spożywać alkoholu ani żadnych produktów z kofeiną. Badacze mierzyli im ciśnienie krwi oraz poziom noradrenaliny przed eksperymentem i 30 minut po wypiciu energy drinka.

„Noradrenalina zwana jest hormonem walki lub ucieczki. To substancja chemiczna, wytwarzana przez nasz organizm, która w sytuacji zagrożenia podnosi ciśnienie krwi, zmienia rytm pracy serca, przyspiesza oddech. My chcieliśmy sprawdzić, czy wypicie, nawet jednorazowe, napoju energetycznego wpływa na stężenie noradrenaliny we krwi” - wyjaśnia kardiolog dr Anna Svatikova, główna autorka pracy.

Okazało się, że tak. „Przede wszystkim u osób, które spożyły niespełna 500 ml takiego napoju, wyraźnie zwiększa się ciśnienie tętnicze krwi. Poziom noradrenaliny u uczestników badania wzrósł ponad dwukrotnie w porównaniu do uczestników, którzy pili placebo - opowiada Svatikova.

Zdaniem badaczki dowodzi to, że już jeden „energetyk”, poprzez zwiększenie ciśnienia krwi i stymulację produkcji hormonu stresu, może narażać zdrowe, młode osoby na ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych.

„Wyniki te sugerują, że powinniśmy zachować ostrożność podczas spożywania napojów energetycznych, bo naprawdę mogą one szkodzić naszemu zdrowiu. Pytanie pacjentów, czy korzystają z tego typu produktów, powinno się stać rutynowym elementem wizyt u lekarzy pierwszego kontaktu, szczególnie, jeśli pacjenci ci są w jakikolwiek sposób zagrożeni wystąpieniem chorób serca i układu krążenia” -  podsumowuje dr Svatikova.

Wyniki badania zaprezentowano podczas dorocznego zjazdu  American Heart Association Scientific Sessions. Zostały one opublikowane na łamach „Journal of the American Medical Association”.