Byli zniewoleni, bici, głodzeni, transportowani okrętami w straszliwych warunkach, a potem zmuszani do katorżniczej pracy. Nic dziwnego, że afrykańscy niewolnicy w Brazylii chwytali za broń. Fenomenem zarówno historycznym, jak i społecznym było pojawienie się quilombos - sieci niezależnych osad stworzonych przez zbiegłych niewolników. W XVII w. udało im się nawet przez wiele lat kontrolować obszar odpowiadający wielkością dzisiejszej Republice Czeskiej. Pamięć o tym państwie - Quilombo dos Palmares, kierowanym przez charyzmatycznego przywódcę Zumbiego - stanowi jeden z fundamentów świadomości współczesnych Afrobrazylijczyków.

TRZCINA WE KRWI

Afrykańscy niewolnicy zaczęli pojawiać się na terenach dzisiejszej Brazylii w latach 30. XVI w. To czasy boomu na cukier uzyskiwany z trzciny, a portugalska kolonia szybko stała się największym eksporterem tego produktu. Czarnoskórzy stanowili główną siłę roboczą na plantacjach. Początkowo nowi panowie tych ziem - Portugalczycy - wykorzystywali do pracy tubylczych Indian, jednak szybko okazało się, że nie nadają się do morderczej pracy w cukrowniczych la- tyfundiach. Choroby oraz fizyczne udręczenie gwałtownie przetrzebiły miejscową populację. Ponadto wpływowi jezuici sprzeciwiali się zniewalaniu licznie już schrystianizowanych Indian. Ale nie mieli większych obiekcji w przypadku czarnoskórych.

Los ludzi zakupionych bądź schwytanych w Afryce był dramatyczny. Rejs z Angoli do amerykańskich wybrzeży odbywa! się w straszliwych warunkach i trwał średnio ponad miesiąc, czasem dwa. Śmiertelność na statkach przekraczała 20 proc. Szacuje się, że w XVI w. sprowadzono do dzisiejszych brazylijskich stanów Bahia czy Pernambuco około 70 tys. osób.

Niewolnicy z Afryki pochodzili z takich grup etnicznych jak Joruba, Hausa czy Bantu. Do Brazylii poza siłą swych mięśni przywozili także własne zwyczaje, wierzenia, mentalność i sposób bycia. W Afryce istniały wówczas państwa i zorganizowane społeczeństwa o określonej hierarchii i rolach. W ładowniach statków tłoczyli się więc obok siebie rolnicy, myśliwi, rzemieślnicy, a także czarna arystokracja, wojownicy, kapłani czy królowie. „Przybył statek z Angoli/ Jest pełen czarnych/ Wśród nich jest król Nago” - opowiada pieśń wykonywana dziś przez capoeristów. „Spośród niewolników portugalscy właściciele szczególnie cenili muzułmanów z obszarów Zatoki Gwinejskiej. Posiadali poszukiwane umiejętności rzemieślnicze oraz organizacyjne” - mówi „Focusowi Historia” brazylijski antropolog Celso de Brito, doktorant Uniwersytetu Federalnego Rio Grande Do Sul. Nie byli to więc ludzie, którzy łatwo pogodzili się z losem niewolnika...

POD OSŁONĄ DŻUNGLI

Praktycznie od samego początku Afrykanie mniej lub bardziej licznie uciekali z plantacji w głąb niezbadanego i potężnego interioru. Ucieczkom sprzyjały zarówno warunki geograficzne (niekiedy bardzo podobne do afrykańskich), jak i - paradoksalnie - niewielka liczba Portugalczyków.

„Wraz z rozwojem niewolnictwa i napływem czarnej ludności w Brazylii zaczęły pojawiać się osady, które niekiedy łączyły się, tworząc tzw. quilombo. Zakładane były przez ludzi, którym udało się uciec z plantacji. Zazwyczaj lokowano je w odległych miejscach. Tam, gdzie to dżungla chroniła przed ponownym pochwyceniem - mówi „Focusowi Historia” historyczka Milene Bobsin z Uniwersytetu Federalnego Rio Grande Do Sul w Porto Alegre. - Poszczególne kapitanaty [w okresie kolonialnym Brazylia podzielona została na duże jednostki terytorialne zwane kapitanatami; zwierzchnictwo nad nimi było dziedziczne] organizowały regularne ekspedycje karne w głąb lądu, by pojmać i przykładnie ukarać zbiegów”. Zazwyczaj mieszkańcy quilombo zawczasu wiedzieli o zbliżających się Portugalczykach i po prostu przenosili się dalej, w bardziej niedostępne obszary dżungli.

Powstawało bardzo wiele quilombo oraz przysiółków i wsi zwanych mocambos („kryjówka”). Ich populacje wahały się od kilkudziesięciu osób do nawet kilku tysięcy. Najsłynniejsze z nich Quilombo dos Palmares, założone około 1605 r. na terenie obecnego stanu Alagoas, w trudno dostępnych

górzystych obszarach, było ukryte w dżungli nieopodal rzeki. Główna osada z kilkunastoma przysiółkami rozrosła się w XVI w. Federację wsi zamieszkiwało prawie 30 tys. osób. Dysponowała własnym zapleczem rolniczym, rzemieślnikami, kapłanami i armią. Mieszkańcy uprawiali kukurydzę, banany, maniok, fasolę, pomarańcze i trzcinę cukrową. Wytwarzali ceramikę, broń, zajmowali się rybołówstwem i łowiectwem. Handlowali nawet z niektórymi Portugalczykami, sprzedając plony i rękodzieło w zamian za broń.