Wypalenie zawodowe - jak je rozpoznać?

Zaczyna się od uczucia przeciążenia pracą i rozczarowania jej rezultatami – tyle się z siebie daje, a to wciąż nie wystarcza. Pojawiają się frustracja i gniew, rosną wyczerpanie i poczucie bezsilności. Jeśli nie zrobi się nic, by sobie pomóc, zaczynają chorować dusza i ciało, w końcu jest się tak przygniecionym, że jest nam wszystko jedno. W latach siedemdziesiątych XX wieku, kiedy po raz pierwszy wypalenie zawodowe opisano w literaturze psychologicznej, zaobserwowano je w grupach zawodowych związanych z pomaganiem innym ludziom i nauczaniem: u pracowników socjalnych, służby zdrowia, nauczycieli, czyli wśród przedstawicieli tych zawodów, w których dochodzi do intensywnych kontaktów międzyludzkich.

Czytaj także: 11 sygnałów, że zbyt wiele inwestujesz w pracę

Pracownicy ci byli wyczerpani poświęcaniem innym uwagi, okazywaniem im empatii oraz rozczarowani efektami swojej pracy. Dziś jednak wypalenia doświadczają także handlowcy, pracownicy korporacji, mediów, usług oraz przedstawiciele wolnych zawodów. Wiąże się to z ogromnymi zmianami, które zaszły w stylu pracy. Praca zabiera coraz więcej czasu, stawia coraz więcej wymagań, a jednocześnie firmy nie dają pracownikom dostatecznego wsparcia do osiągania coraz bardziej wyśrubowanych celów. Rośnie presja wyników, terminów i stres, by im sprostać.

Trudno w pracy o radość – to, co jeszcze wczoraj było twoim sukcesem, od jutra ma być obowiązującą normą. Ograniczani dziesiątkami procedur, goniący za nie swoimi celami, często nie widząc efektu końcowego własnych działań, tracimy poczucie sensu i wpływu na swoją pracę.

Wypalenie zawodowe  a osobista odpowiedzialność

Koszty tego ponosimy my wszyscy, wprzęgnięci w machiny organizacji, w których pracujemy, zależni od zleceniodawców i klientów. Za nasze rynkowe być albo nie być jesteśmy gotowi słono płacić: oddając swój czas dla rodziny, na regenerację i sen, rezygnując z przyjemności, godząc się na gorsze warunki pracy. Oliwy do ognia dolewamy jednak i my sami, nie stawiając granic swemu zaangażowaniu w pracę, pielęgnując w sobie przekonanie, że bez nas świat się zawali, że wszystko jest tak samo pilne i wymaga natychmiastowego działania.

Nawet wtedy, gdy nie jest to konieczne, dbamy, by nieustannie być zajęci. Bycie niezajętym budzi w nas niepokój, „niezajęty” kojarzy się z „niepotrzebny”, „niepotrzebny” oznacza „do zwolnienia”, a tego boimy się najbardziej. Odpoczynek staje się wieczną tęsknotą, czymś, czego innym zazdrościmy, czego sobie życzymy, ale rzadko doświadczamy. To wszystko pociąga za sobą ogromne wyczerpanie emocjonalne, fizyczne i duchowe. Wyjaławiając życie ze wszystkiego, co nie wiąże się z pracą, szarzejemy i gaśniemy, przestajemy rozpoznawać siebie w lustrze. Gdzie się podział ten fajny, wesoły człowiek, którym kiedyś byłem? – pytamy samych siebie. Jak dochodzi do wypalenia?

Wypalenie zawodowe nie pojawia się nagle, to złożony proces trwający miesiące albo lata, z czasem przybierający na sile. Towarzyszy mu stopniowa utrata zaangażowania w pracę, erozja emocji i rosnące poczucie niedopasowania do pracy. Christina Maslach, amerykańska psycholog, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, najwybitniejsza badaczka syndromu wypalenia zawodowego, wskazuje trzy jego wymiary:

  1. Pierwszy to wyczerpanie. Czujesz się nadmiernie obciążony pracą, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Mówisz, że jesteś kompletnie wyssany z sił. Nie potrafisz się odprężyć, nie pomaga nawet sen – już rankiem jesteś zmęczony i przytłacza cię myśl o czekających cię zadaniach.
  2. Drugi to cynizm i depersonalizacja. Porzucanie ideałów. Żeby siebie chronić, postanawiasz zminimalizować swoje zaangażowanie w pracę. Stajesz się chłodny, zdystansowany – nie tylko wobec pracy, ale także wobec współpracowników i klientów. Swoje obowiązki wykonujesz mechanicznie. Bywasz nieprzyjemny, cyniczny. Przyszłość postrzegasz jako niepewną, dlatego wolisz zachować obojętną postawę, niż na próżno się angażować. Chcesz oszczędzić sobie rozczarowania.
  3. Trzeci – brak skuteczności. Kiedy czujesz się nieskuteczny, rośnie twoje poczucie niedopasowania. Każde nowe zadanie zdaje się cię przerastać, czujesz się osamotniony i niezrozumiany. Udaje ci się osiągać ledwie ułamek tego, na czym ci zależy, spada twoja samoocena. Zaczynasz tracić wiarę w siebie. Wszystko zaczyna się więc od pewnej nierównowagi. W którym momencie załamuje się równowaga? A może w ogóle jej nie było?

Czy cierpisz na syndrom wypalenia zawodowego?

Zastanów się, które z poniższych stwierdzeń cię dotyczą:

  • Przeważnie czuję się przygnębiony.
  • Często jestem zmęczony
  • Mam kłopoty ze snem
  • Rzadko odczuwam głód.
  • Nieustannie narzekam.
  • W pracy odczuwam spore napięcie i stres.
  • Często odczuwam frustrację lub gniew.
  • Czuję się bezradny wobec mojej obecnej sytuacji w pracy.
  • Mam poczucie, że nikomu tak naprawdę na mnie nie zależy.
  • Czuję się zawalony pracą i obowiązkami.
  • Mam wrażenie, że jestem bliski załamania.

Jeśli co najmniej trzy razy zaznaczyłeś „prawda”, możesz mieć symptomy wypalenia. Ponownie przeanalizuj i oceń swoją sytuację zawodową i rodzinną, szukając sposobów na regenerację sił. Rozważ, czy nie powinieneś zasięgnąć pomocy specjalisty

Pracownik zbyt entuzjastyczny?

Tu warto się odwołać do stopni wypalenia opracowanych przez Jerry’ego Edelwicha i Archiego Brodsky’ego w latach 80. XX wieku, w którym fazy stagnacji, frustracji i apatii poprzedza faza entuzjazmu. Bo przecież zanim myśl o poniedziałkowym poranku zacznie zatruwać niedzielne popołudnia, początki bywają ekscytujące. Praca może być źródłem radości i spełnienia, budzić wielkie nadzieje, rozpalać ambicje, podsuwać obrazy błyskotliwej kariery. Nie bez powodu ten etap bywa też nazywany miesiącem miodowym.

Coś takiego kilka lat temu przeżyła Ania, gdy tuż po studiach dostała w stolicy posadę asystentki prezesa w dużej firmie i usłyszała, że może się wykazać. „Sama się nakręcałam. Stworzyłam sobie obraz idealnego pracownika i do niego dążyłam. Chciałam dawać więcej, niż ode mnie oczekiwano. Byłam spragniona pochwał. Rozmyła się gdzieś moja osobowość, liczyło się tylko to, kim jestem w pracy”. 

Podobne zauroczenie pracą przeżyła Luiza, gdy zatrudniła się w organizacji pożytku publicznego z sektora zdrowia: „Na początku bardzo mi się podobało, pomagałam chorym, myślałam: moja praca jest potrzebna ludziom. To dawało mi wielką satysfakcję”. Brak równowagi był więc od samego początku: obraz pracy został wyidealizowany, poprzeczka została podniesiona wyżej, niż to było konieczne. Potem nierównowaga zaczyna się pogłębiać, bo żeby sprostać swoim wyobrażeniom, jak powinno być, trzeba dawać z siebie coraz więcej, kosztem własnego odpoczynku, snu, aktywności pozazawodowych. Przecenia się swoje możliwości. Ania: „Po roku poczułam, że już nie daję rady, ale mówiłam sobie: jeszcze dzień, dwa, i zamkniemy projekt, jakoś dam radę”.