Niebezpieczna metoda

Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich kilku lat treningi komunikacji były jednymi z najczęściej poszukiwanych szkoleń na rynku rozwojowym. Ludzie niemal z każdej branży chcą uczyć się asertywności, radzenia sobie z konfliktami, udzielania feedbacku, prowadzenia trudnych rozmów z pracownikami, a ostatnio nawet prawidłowego zwracania się do dzieci. Niestety mam też wrażenie, że trend ten zabrnął w ślepy zaułek – z jednej strony potrzeba poprawy komunikacji nie maleje, a z drugiej ludzie mają już przesyt takim rodzajem szkoleń. Z „metody kanapki” drwi już chyba każdy, na reguły wpływu Cialdiniego już chyba nikt nie daje się nabrać.

Rodzice nie umieją w sposób naturalny zwrócić się do dzieci – bo przecież nie wolno etykietować, tylko trzeba nazywać zachowanie, żeby nie niszczyć poczucia wartości dziecka. Chwalić też za bardzo nie można, a już tym bardziej nie wolno powiedzieć „jesteś piękna”, „jesteś zdolny”, bo dziecko zrobi się leniwe i będzie się mniej starać niż to, które chwalimy tylko za konkretny wysiłek. Menedżer nie mówi do zespołu – „mamy problem” tylko „przed nami wyzwanie”. Kiedy w dużym wzburzeniu mamy ochotę powiedzieć – „Hej człowieku! Co ty bredzisz?”, raczej zaciskamy zęby i mówimy – „Przykro mi, ale muszę przyznać, że w kilku punktach się z tobą nie zgadzam”.

Nie chcę deprecjonować komunikatu „ja” ani sposobów dawania feedbacku, ani innych metod pomagających przekazać z szacunkiem sensowną informację zwrotną – bo to bardzo wartościowe narzędzia. Stają się jednak męczące dla innych i dla nas samych, kiedy jesteśmy bardziej skupieni na użyciu ich w rozmowie zgodnie ze schematem niż na własnych potrzebach, emocjach i relacjach. Obudowujemy się technikami komunikacji jak murem, hamując swoje uczucia i spontaniczne reakcje.

Chowanie się za wyuczonymi komunikatami wymaga wiele wysiłku, męczy i sprawia, że mamy poczucie bycia sztucznym, bez energii i witalności. Moja przyjaciółka, która dwa lata temu urodziła dziecko, zwierzyła mi się jakiś czas temu – „Gdy Stefan był jeszcze malutki, przeczytałam tonę poradników i kilka blogów o tym, jak wychowywać dzieci i jak do nich mówić. Ta wiedza psychologiczna to jakieś przekleństwo! Ona ci nie przeszkadza?  Ja wciąż analizuję to, jak mówię do mojego syna – jestem przy tym jakaś sztuczna, spięta. Strasznie mnie to frustruje. Jak tak dalej pójdzie, to on nigdy nie dowie się, jaka jestem naprawdę”.

Myślę, że tak jak wiele osób chcących poprawić swoją komunikację, moja przyjaciółka ze zbyt dużą
wiarą podeszła do mocy technik komunikacyjnych. Wyuczone komunikaty, które nie ujawniają prawdziwych emocji i potrzeb, są prawie zawsze odbierane przez naszych rozmówców jako fałszywe i burzą relacje, zamiast je budować.

 

Jak polepszyć komunikację?

Co więc możemy zrobić, żeby polepszyć swoją komunikację i relacje? Jak korzystać z technik komunikacji i pozostać przy tym sobą? Jak się komunikować, szanując w tym siebie i innych? Odpowiedzi są dwie. Po pierwsze trzeba traktować techniki komunikacji jak drogowskazy, a nie recepty na usunięcie trudności w relacjach.  Po drugie trzeba wejść na metapoziom – poznać i zrozumieć, czym jest komunikacja, czyli czym jest i jak działa to, co tak chcemy naprawiać.

Po co nam wiedza na temat komunikacji? Bo najprawdopodobniej najlepszym sposobem na trudności w komunikacji jest rozmowa o sposobie, w jaki się komunikujemy. Chodzi o wejście na metapoziom i porozmawianie o tym, jak się do siebie odnosimy, jak rozumiemy swoje wypowiedzi oraz intencje, a także jak na nie reagujemy.

 

Co naprawdę mówimy, kiedy mówimy?

Dlatego warto wiedzieć, że komunikacja ma wymiar głębszy niż tylko to, co do siebie mówimy i nie tylko treść i forma komunikatu stanowią informację. Za każdym gestem, słowem, zdaniem kryje się też informacja o uczuciach, potrzebach i wzajemnej relacji. Dokładnie opisał to Friedemann Schultz von Thun, niemiecki psycholog, specjalista w dziedzinie komunikacji, który stwierdził, że każda nasza wypowiedź składa się z czterech płaszczyzn – rzeczowej, ujawniania siebie, relacyjnej i apelowej.

Oznacza to, że każde zdanie, które wypowiadamy, niesie z sobą zawsze cztery informacje. Von Thun twierdzi, że mówimy jednocześnie „czterema ustami”. Weźmy na przykład taki komunikat rzucony podirytowanym tonem do męża, który właśnie zbiera się do wyjścia na wieczorny spacer – „Jest minus 15 stopni!”.

1. Zawartość rzeczowa – czyli, co chcę zakomunikować. To podstawowy składnik każdej wypowiedzi – udzielenie informacji. Każda wypowiedź przekazuje określoną treść. W naszym przykładzie z wypowiedzi nadawcy (żona) dowiadujemy się, o temperaturze na zewnątrz – jest minus 15 stopni. Ta płaszczyzna wypowiedzi wychodzi na plan pierwszy, a przynajmniej tak powinno być.

2. Ujawnianie siebie – czyli co mówię o sobie. Każda wypowiedź niesie w sobie informację o nadawcy. W naszym przykładzie jest to kobieta, która ma wiedzę na temat temperatury powietrza na zewnątrz. Możemy się jeszcze domyślać, że martwi się o męża, który w taki mróz wychodzi na spacer. Jej ton jednak wskazuje, że jest zła, być może dlatego, iż mąż w ogóle wychodzi, a ona wolałaby, żeby został w domu. Albo że spacerowanie po zmroku w tak niskiej temperaturze uważa za niedorzeczny pomysł. Każda wypowiedź ujawnia nadawcę – bez względu na to, czy on tego chce czy nie. To bardzo delikatna płaszczyzna komunikatu, bo to bardzo często właśnie lęk przed ujawnieniem prawdziwych emocji skłania nas do chowania się za wyuczonymi technikami komunikacji.

3. Relacja wzajemna – czyli, co myślę o tobie i jaki jest nasz wzajemny stosunek. Płaszczyzna ta daje nam dwa rodzaje informacji. Pierwsza dotyczy tego, co nadawca komunikatu myśli o odbiorcy, za kogo go uważa i jaką przyjmuje wobec niego postawę.  Druga dotyczy tego, jak nadawca ocenia relacje między nim a odbiorcą. Najczęściej te dwie informacje są przekazywane poprzez dobór słów, intonację głosu i inne sygnały pozawerbalne. W naszym przykładzie żona pokazuje, że ma męża za kogoś, kto na pewno nie sprawdził temperatury na  zewnątrz, kogoś, kto ma niedorzeczne pomysły, albo uważa, że mąż woli spacer od siedzenia z nią w domu. Żona może myśleć, że oddalają się od siebie albo zupełnie w tym obszarze się od siebie różnią – ona woli zostać w domu, a on mimo złej pogody wybiera spacer. W każdym razie na pewno żona czuje się upoważniona do poinformowania męża o tym, jak zimno jest na zewnątrz.

4. Apel – czyli do czego chcę cię nakłonić. Prawie żadna wypowiedź nie bierze się znikąd. Zazwyczaj chcemy wywrzeć jakiś wpływ na naszego rozmówcę i skłonić do zrobienia, przemyślenia lub odczucia czegoś. Jednak nie zawsze ten apel jest wypowiedziany wprost. Bardzo prawdopodobne, że w naszym przykładzie żona chciała powiedzieć – „Ubierz się cieplej” albo „Przemyśl, czy spacer w takiej temperaturze jest rozsądny”, albo „Nie wychodź, zostań ze mną”.