Mają kilka nazw: atraks, podkopnik, ptasznik australijski. Są piękne.

Graham Wishart, zmarły w 2015 roku arachnolog amator, wysoko ceniony przez zawodowców z Muzeum Historii Naturalnej w Sydney, złowił przy mnie jednego i pokazał mi go pod binokularem. Ciało kilkucentymetrowego pająka pokryte jest pancerzem wyglądającym jak dzieło fachowców najwyższej klasy. Włoski na odnóżach i „pyszczku” sprawiają wrażenie aksamitnych. Ten czarny elegant zabił co najmniej 26 osób. 

Pod koniec lat 70. ubiegłego wieku odkryto antidotum na jego jad. Od tej pory atraksy nie zabijają, ale nadal stanowią zagrożenie. Mieszkańcy Sydney nauczyli się więc z nimi żyć. Znają ich zwyczaje godowe i wiedzą, że od listopada do stycznia podczas wilgotnej pogody trzeba bardziej uważać, bo samce atraksów mogą wychodzić ze swych tuneli tkanych pod ziemią wśród kamieni czy drewnianych kłód. Pająk ma ostre szczękoczułki zdolne przebić ludzki paznokieć.